adaptacji ciąg dalszy

Niedziela, 22 maja 2016 · Komentarze(2)
Kategoria 1-40 km
Krótki wypad po okolicy, w celach adaptacyjnych dupy do siodełka. Ot zwykła przejażdżka po okolicy. Kółko nad Jeziorem Swarzędzkim, potem odbicie pod Dziewiczą Górę, ale na podjazd się nie odważyłem.....za gorąco było. Dziś to już typowo letnia pogoda i było mi na prawdę gorąco pod kaskiem.
Najgorsze było ułożenie dupy na siodle, ale jak już tego dokonałem, to jak nie wstawałem to było wyczuwalnie lepiej niż wczoraj przykładowo.
Poczułem dziś przyjemność z jazdy i mam ochotę na więcej. Dobra nie ma się co rozpisywać, bo wypad skromny.

ździsie:

Jezioro Swarzędzkie z Zielińca.


Wkurwia mnie, że wokół Jeziora Swarzędzkiego są same krzaczory. Przydałby się jakiś punkt widokowy na całe jezioro - jest przecież spore.


Droga Gruszczyn - Mechowo. W oddali Dziewicza Góra.

To na tyle dziś.

i znowu do lasu

Sobota, 21 maja 2016 · Komentarze(7)
Kategoria 1-40 km
Pełen motywacji po wczorajszym tripie wyruszyłem na rower i dziś. I wszystko zdawać by się mogło jest ok, ale...Mój zapał przygasł nieco po zarzuceniu dupska na siodełko. Zaraz, chwilkę....to nie siodełko tylko jakiś kawałek wąskiej, dębowej deski, która wrzynała się wręcz w moje delikatne mięśnie dupy, tak że większość jazdy spędziłem stojąc na pedałach, a siadałem na pół gwizdka.
Morał z tego znany, że wszystko w życiu kręci się wokół dupy! Nawet jazda na rowerze :-)

No ale do rzeczy, bo przecież coś tam sobie pojeździłem. Trasa mieszana. Trochę okolicznych asfaltów, ale także lasów i towarzyszącym im wyboistym, piaszczystym, usłanym korzeniami duktom, które uwielbiam, ale teraz jak sobie o nich pomyślę to boli mnie pewna część ciała :-)
Pogoda znów w kratkę, raz słonecznie, raz pochmurno, ale komfortowo. Trafem podjechałem na zlot miłośników aut FSO w Stęszewku, gdzie zrobiłem zdjęcie pięknemu Polonezowi. Po drodze spokój i relaks (nie wliczając bólu dupy), po lesie jeździć uwielbiam, ale więcej wykręcić już nie mogłem z wiadomego powodu, ale te 3 dyszki usatysfakcjonowały mnie dziś w 100%.

Z ciekawostek powiem, że rower to niewdzięczny sport. Nie wiem jak u Was, ale u mnie po długiej przerwie od kręcenia nastąpił tak diametralny spadek formy, że po 30 kilometrach  odczuwam zupełny brak sił. Jak sobie pomyślę, że kiedyś po 200 kilometrach na rowerze wracałem wypoczęty do domu, to mnie dziw bierze. Ciekawe ile zajmie mi powrót do dawnej formy.

ździsie:


Nad jeziorem Kołatkowskim fale wybijają na brzeg kilogramy pyłków z pobliskich lasów.


Puszcza Zielonka - Odrzykożuch


Szpak


Takiego Poloneza można tylko pozazdrościć.

Dobra to na tyle, dziś. Leczę obitą miednicę.



Puszcza Zielonka

Piątek, 20 maja 2016 · Komentarze(6)
Kategoria 40-100 km
Tak tęskno już za rowerem, a bardziej za lasem na rowerze i ciszą temu towarzyszącą. Wybrałem się więc do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka - mojej oazie spokoju, świeżego powietrza, starych drzew i dzikiej fauny.

Nie kręciłem od wielu miesięcy i wcale to nie znaczy, że nagle zacznę pizgać po 100km. dziennie po lesie na dzień dobry, jak to zresztą robiłem jakiś czas temu. Nadeszła pora nieurodzaju rowerowego w mojej głowie i ciągnie się ona nadal. Czy niestety? Myślę że nie niestety...robiłem w tym czasie inne pożyteczne rzeczy, jak choćby czytałem ( 30 książek w pół roku) To gwoli usprawiedliwienia mojego zniknięcia.
Dzisiejszy wyjazd de facto wcale mnie nie obudził z rowerowego snu, powiem nawet że z lekka zniechęcił. Ten ból dupy, zero kondycji, pocenie się....bajka to nie była, ale zdaję sobie sprawę z tak długiej, destrukcyjnej przerwy w sporcie. Jednak coś jest w tym kręceniu korbą i moja pamięć mięśniowa podpowiada mi, że mam nogi stworzone do roweru.

Odnośnie wycieczki, to pojechałem do lasu, gdzie zawsze jest pięknie. Choć pogoda była w kratkę, to chwile w słońcu dały mi zastrzyk endorfin, bo cóż jest piękniejszego ponad  łąki umajone, drzewa, doliny zielone, cieniste gaiki, chmury i kręte strumyki.
Do domu wróciłem po tych 5 dyszkach tak styrany, że ledwo z roweru zsiadłem, a oderwanie tyłka od siodełka wiązało się z ogromnym bólem kości miednicy, ale gdzieś w podświadomości jestem zadowolony że w końcu ruszyłem te moje 4 litery.

Resztę dopowiedzą zdjęcia:


Okolice Stęszewka - jazda w las


Bór sosnowy


A ptaszki sobie ćwierkały

Droga Niedźwiedziny - Sławica


Idąc za ciosem w Sławicy napotkałem prakrowę :-)


Mielno - majowa sielanka na łąkach


Dzikie gęsi.

Już prawie zapomniałem jak się wpisy na bs robi....ale coś tam wystukałem. Dziękuję wszystkim, którzy motywowali mnie swoją pamięcią o moim blogu do działania. Powiem tak...z roweru na pewno nie zrezygnuję. Do następnego hej!

Swarzędz, Dziewicza Góra.. i dwie gleby na lodzie.

Niedziela, 17 stycznia 2016 · Komentarze(13)
Kategoria 40-100 km
Poranne słonko zachęciło mnie do przejażdżki. Wsiadłem więc na rower i pomknąłem przed siebie i jak to ostatnio bywa - bez planu.
Trasę kreśliłem na bieżąco, ale wiedziałem że muszę omijać drogi leśne i polne, gdzie jazda ze względu na oblodzenie stała się niezwykle niebezpieczna, o czym też przekonałem się podczas powrotu, zaliczając dwie solidne gleby na ów lodzie. Za pierwszym razem ucierpiały moje kolana i uchwyt lampki, za drugim tylko, albo aż łokieć, który sobie stłukłem uderzając w twardy lód.
Potem pogoda się zmieniła i zaczął mocno prószyć śnieg, który przykrył lodowe drogi i jazda stała się ślizgiem figurowym na oponach, których bieżnik wykazywał sprawność na poziomie 0%, a czasem to nawet prowadzić roweru nie mogłem, zjeżdżając wraz z nim z lekkiego podjazdu - była zabawa.

Na początek dojechałem Rynek w Swarzędzu

Ratusz w Swarzędzu

Potem jakimiś nieznanymi, lodowymi drogami krążyłem w Zielińcu

lód na drodze

Wyjechałem gdzieś na tyłach fabryki najbardziej ekologicznych aut świata w Poznaniu - Antoninku

Fabryka

Jadąc dalej natrafiam na stary przedwojenny cmentarz, gdzieś w lesie między Antoninkiem i Bogucinem. Cmentarz taki jakby opuszczony, zapomniany, ale było widać że ktoś o to dba.


Cmentarz

Następnie robię zdjęcie EC Poznań - Karolin i udaję się w stronę Dziewiczej Góry, gdzie już umówiony byłem na gorącą herbatę. W międzyczasie zaczął ostro prószyć śnieg.

Elektrociepłownia Poznań - Karolin


W drodze do Dziewiczej Góry pogoda zmieniła się i zrobiło się bardzo biało.


Popijając herbatę zerkam za okno na wieżę widokową na Dziewiczej Górze. Dziś była otwarta.

Po rozgrzaniu się w ciepłej izbie, wsiadłem z powrotem na rower i pojechałem do domu przez las. Właśnie wtedy zaliczyłem te dwie gleby na pokrytej lodem drodze. Jechać praktycznie się nie dało. Trochę mnie to zdenerwowało, bo przyjemność z jazdy jest w takich momentach znikoma, jednak okoliczności przyrody i piękny zachód Słońca zrekompensowały obite kolana i łokieć.

Wierzonka - zachód Słońca. W tle komin EC Poznań - Karolin


ENERGIA

Dziękuję za uwagę.


Poznań - Jezioro Maltańskie

Sobota, 16 stycznia 2016 · Komentarze(1)
Kategoria 40-100 km
Ze względu na całkowicie oblodzone drogi i ścieżki w lesie, wybraliśmy dziś wspólnie z Darkiem wariant asfaltowy. A że dawno nie byłem w Poznaniu nad Jeziorem Maltańskim, to też właśnie tam obraliśmy kurs. Od ostatniej odwilży minął ponad tydzień i śniegu jest już bardzo mało, jednak wszystkie te resztki zamarzają w nocy, tworząc pokrywę lodową.
Na drogach asfaltowych było sucho i bezpiecznie, no może poza tymi nieco bardziej uczęszczanymi odcinkami do Poznania, gdzie ruch samochodowy był duży. Do Jeziora Maltańskiego droga przebiegła szybko i komfortowo.
Nad samym jeziorem droga rowerowa o dziwo pokryta była lodem, stąd mało minęliśmy osób uprawiających sport, ale i my mieliśmy nie lada problem chcąc utrzymać pion na rowerze, mało brakowało do gleby. Na ścieżkach ludzi brak, ale był za to jeden kozak i to w samym jeziorze, siedzący w przeręblu i prężący bicki przed rozentuzjazmowaną widownią.
Ścieżki na Malcie pokryte są lodem prawie całkowicie, dlatego aby się gdzieś tam przedostać, zrezygnowaliśmy z jazdy tymi urokliwymi, miejskimi lasami przy brzegu rzeki Cybiny. Wybraliśmy zatem odlodzone drogi rowerowe i przedostaliśmy się poza granice miasta.
W powrocie jadąc w stronę Swarzędza, odbiliśmy przez Zieliniec do Gruszczyna, skąd przedostaliśmy się do pobliskiego lotniska. Stał tam ładny helikopter i podjechaliśmy ukradkiem w celu zrobienia sobie przy nim zdjęcia. Potem rozdzieliliśmy się z Darkiem i pomknęliśmy w swoje fyrtle.

trasa:

ździsie:

Bicki prężył w lodowatej wodzie, nie zauważając że z jaj ma pestki...


Przerwa na coś gorącego z termosu nad Jeziorem Maltańskim.


ścieżki pełne lodu


Cóż za współpraca. Psu jest ciepło i zarazem służy jako podpórka do czytania gazety.


Kobylnica Ligowiec - serwisanci regulują mechanizmy w helikopterze. Ciekawi mnie czy dali by radę wyregulować przerzutkę w rowerze :-)

Jak zwykle w towarzystwie Darka jeździło mi się nadzwyczaj dobrze. Czas jazdy jakby wolniej płynął, a kilometry nabijały się szybciej. Miło było odwiedzić Jezioro Maltańskie zimą, tafla lodu jeszcze bardzo gruba....ale nie spieszno mi jeszcze do wiosny. Niech sobie jeszcze tak będzie długo, bo jeździ się na prawdę przyjemnie.


Pechowo...

Niedziela, 10 stycznia 2016 · Komentarze(4)
Kategoria 40-100 km
Jazda zapowiadała się wyśmienicie - Słońce przebijało się przez mgłę, temperatura znośna, wiatr nie dął, a w mojej głowie pomysł przejażdżki po terenach gminy Kostrzyn i Pobiedziska.
Wyjechałem zatem w południe, wyspany i z zapasem energii.

Oto trasa:
Po 20 km. gdzieś za wsią Buszkówiec złapałem laczka. Załatanie dziury zajęło mi sporo czasu, mimo "szybkich łatek". Zdjęcie opony z felgi przysporzyło mi wiele trudności, ponieważ nie miałem łyżki do zdejmowania opon. Na domiar tego, nie wiem jakim sposobem rozbiłem termos, z którego kawa rozlała się w plecaku.
Ale płakać nad rozlaną kawą nie zamierzałem, dlatego uporałem się z serwisem tak szybko, jak to możliwe, umyłem ręce w szorstkim śniegu i dalej w drogę.
Droga polna Uzarzewo - Sarbinowo


Polny kaloryfer


W drodze do Buszkówca


Myszołów


Awaria


Łatka na łatce :-)


sarny






Terenowe roztopy.

Sobota, 9 stycznia 2016 · Komentarze(7)
Kategoria 40-100 km
Po dwóch tygodniach tęgich mrozów, wokoło mojej wioski nastąpiła odwilż. Przez noc stopiło się sporo śniegu, na drogach asfaltowych w miarę znośnie, bo błoto pośniegowe ustąpiło suchej nawierzchni. Na drogach terenowych, czyli polno - leśnych, bo takimi się dziś poruszałem jechało się czasem asekuracyjnie ze względu na topniejący, ubity śnieg.
Takie roztopowe warunki nie przeszkodziły dziś mnie, ani mojemu towarzyszowi wycieczki - Darkowi i zgadaliśmy się na całkiem przyjemne kręcenie korbami.

A gdzie sobie pokręciliśmy to poniżej:
Zrobiliśmy całkiem spore kółko, po drodze sporo fajnych spotkań i ciekawostek. We Wronczynie podjeżdża taki malutki samochodzik z dwucylindrowym silniczkiem diesla o pojemności 0,5l. Sporo uciechy mieliśmy z tego Microcara, jego Vmax. to 50km/h, a właściciel mówił że na taki pojazd nie wymagane jest prawo jazdy.......hmmm nie mam pojęcia. Ale mega pozytywne wrażenie.
W Krześlicach przelatuje nam nad głowami potężny samolot z czterema silnikami. Darek znalazł w pewnej aplikacji dane tego samolotu - to był Airbus A340.
Potem już w Puszczy Zielonce, gdzieś nieopodal osady Ludwikowo napotkaliśmy spore stado jeleni szlachetnych, którym udało mi się na szczęście zdjęcie zrobić, choć to tylko jedna oderwana grupka.

Oto ździsie:

Oto Darek na drodze do Jerzyna.


Jezioro Jerzyńskie skute lodem.


Microcar produkcji japońskiej.


Krześlice


Zdjęcie zagadka - znajdź tu 2 sarny.


Airbus A340 Zurich - Tokio


Leciał szybko i wysoko...po 10 min. był już za Bydgoszczą.


Wronczynek - Stęszewko jeszcze w śniegu.


Jelenie szlachetne w Puszczy Zielonce.

Bardzo udany wypad rowerowy, w świetnym towarzystwie. Tak dobrze się we dwójkę jeździ, że zapomniałem o mijających kilometrach w tej chlapie :-) Dzięki Darek jeszcze raz i do następnego.

do pracy

Czwartek, 7 stycznia 2016 · Komentarze(0)
Kategoria dpd

Puszcza Zielonka - jazda po śniegu.

Środa, 6 stycznia 2016 · Komentarze(4)
Kategoria 40-100 km
Napadało sporo śniegu przez noc. Wszędzie bieluśko i mroźno. Nie było mowy o garowaniu w czterech ścianach, dlatego wsiadłem na rower, wykorzystując nadal piękną zimową aurę.
Pierwsze metry to było przypominanie sobie podstaw jazdy po śniegu, a technika różni się nieco od jazdy po suchym, dlatego prawie doszłoby do pierwszej gleby tego roku :-)

Wybrałem się do lasu, do Puszczy Zielonki naturalnie. Zrobiłem trasę po parku krajobrazowym, zakreślając na mapie takie poharatane serducho:

W lesie można powiedzieć, że przecierałem szlaki, ale sam nie byłem. Spotkałem po drodze dwóch rowerzystów i tyle samo biegaczy. Oprócz tego dwie terenówki, ciągnące kuligi.
Jedno co mnie martwi to brak jakiejkolwiek dzikiej zwierzyny w głębi lasu...może grasują gdzieś na obrzeżach.

Padający śnieg pięknie zabielił otoczenie, a po świeżym puchu jechało się wyśmienicie. Gorzej było na rozjeżdżonych odcinkach, gdzie przednie koło mojego roweru lawirowało z lewej na prawą, nie mogąc utrzymać przyczepności. Obyło się bez gleb, choć dwa razy było blisko. Podjechałem pod kilka stałych miejscówek, gdzie cyknąłem zdjęcia.

Jeździło się przyjemnie, ale humor zepsuło mi szczypanie palców stóp pod koniec jazdy - na szczęście pod koniec. Zapraszam do galerii:

Dębogóra


Ludwikowo


Na Florydzie śnieg


Jezioro Miejskie w Okońcu


Rozjazd w Głęboczku


Jezioro Głęboczek w Głęboczku


Słońce próbowało się przebić przez śnieżne chmury


Grigori i jego zimowy Felt.

Do następnego :-)