Tak tęskno już za rowerem, a bardziej za lasem na rowerze i ciszą temu towarzyszącą. Wybrałem się więc do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka - mojej oazie spokoju, świeżego powietrza, starych drzew i dzikiej fauny.
Nie kręciłem od wielu miesięcy i wcale to nie znaczy, że nagle zacznę pizgać po 100km. dziennie po lesie na dzień dobry, jak to zresztą robiłem jakiś czas temu. Nadeszła pora nieurodzaju rowerowego w mojej głowie i ciągnie się ona nadal. Czy niestety? Myślę że nie niestety...robiłem w tym czasie inne pożyteczne rzeczy, jak choćby czytałem ( 30 książek w pół roku) To gwoli usprawiedliwienia mojego zniknięcia.
Dzisiejszy wyjazd de facto wcale mnie nie obudził z rowerowego snu, powiem nawet że z lekka zniechęcił. Ten ból dupy, zero kondycji, pocenie się....bajka to nie była, ale zdaję sobie sprawę z tak długiej, destrukcyjnej przerwy w sporcie. Jednak coś jest w tym kręceniu korbą i moja pamięć mięśniowa podpowiada mi, że mam nogi stworzone do roweru.
Odnośnie wycieczki, to pojechałem do lasu, gdzie zawsze jest pięknie. Choć pogoda była w kratkę, to chwile w słońcu dały mi zastrzyk endorfin, bo cóż jest piękniejszego ponad łąki umajone, drzewa, doliny zielone, cieniste gaiki, chmury i kręte strumyki.
Do domu wróciłem po tych 5 dyszkach tak styrany, że ledwo z roweru zsiadłem, a oderwanie tyłka od siodełka wiązało się z ogromnym bólem kości miednicy, ale gdzieś w podświadomości jestem zadowolony że w końcu ruszyłem te moje 4 litery.
Resztę dopowiedzą zdjęcia:

Okolice Stęszewka - jazda w las

Bór sosnowy

A ptaszki sobie ćwierkały

Droga Niedźwiedziny - Sławica

Idąc za ciosem w Sławicy napotkałem prakrowę :-)

Mielno - majowa sielanka na łąkach

Dzikie gęsi.
Już prawie zapomniałem jak się wpisy na bs robi....ale coś tam wystukałem. Dziękuję wszystkim, którzy motywowali mnie swoją pamięcią o moim blogu do działania. Powiem tak...z roweru na pewno nie zrezygnuję. Do następnego hej!