Ten dzień miałem dla siebie i wykorzystałem go na wypad solo, prawie jak za starych czasów. Nie spodziewałem się, że nakręcę taki dystans, ale skoro już miałem zaplanowaną trasę, to starałem się tego trzymać i finalnie zwiedziłem ładny obszar i liznąłem klimatów lubelskich w stopniu zadowalającym. Wystartowałem z okolic Janowca, gdzie widziałem między innymi takie obrazki: Ratusz w Janowcu
Janowiec
winnica na wale wiślanym w Janowcu pod zamkiem
widok na Janowiec z wału wiślanego pod zamkiem
zamek w Janowcu
zamek w Janowcu
Następnie udałem się wzdłuż wału na przeprawę promem do Kazimierza Dolnego, a tam takie obrazki: wał wiślany takie skały
cały prom dla mnie
bulwar nad Wisłą w Kazimierzu Dolnym
Kazimierski Park Krajobrazowy
Jazda wąwozami w Kazimierskim Parku Krajobrazowym ,to wielka przyjemność, ale i duży wysiłek.
Po wydostaniu się z kazimierskich wąwozów, obrałem kierunek na Nałęczów. Cały odcinek z Kazimierza Dolnego do Nałęczowa prowadził czerwonym szlakiem rowerowym, którego się trzymałem. Po drodze raczyłem się pięknymi krajobrazami lubelskiej wsi. W Nałęczowie sobie odpocząłem na ławeczce w tamtejszym, słynnym parku zdrojowym i powrót przez Końskowolę i Puławy do Janowca: Witoszyn
w Kazimierskim Parku Krajobrazowym trudno się zgubić
podjazdy były niekiedy strome
stok narciarski w Rąblewie
widok na okolicę Rąblewa ze szczytu stoku narciarskiego
park zdrojowy w Nałęczowie
Wisła w Puławach
Na koniec dodam ważną informację - tego dnia było bardzo gorąco i wreszcie mam prawidłową opaleniznę, taką kolarską :-) Pozdrower
Druga wycieczka po Lubelszczyźnie odbyła się w terenach następujących: Szczebrzeszyn (tak tutaj chrząszcz brzmi w trzcinie) - Zwierzyniec - Roztoczański Park Narodowy - Zamość. Byliśmy pod wrażeniem i tylko powiem, co dla mnie było naj: 1.drewniana architektura wsi 2.sady owocowo - warzywne 3.podjazdy 8% 4.prędkość max na zjazdach 5.Roztocze 6.super drogi dla rowerów 7.wąwóz w Szczebrzeszynie 8.Rynek Zamościa 9.cebularz
Synek i żona dali radę bez problemów - trzeba było tylko robić częste postoje.
ździsie: Szczebrzeszyn
Szczebrzeszyńska okolica
architektura Roztocza
na Roztoczu grochu jest w bród
wąwozy okolic Szczebrzeszyna
i te drewniane domy - sztos
kombajny mają tam takie jakieś malutkie
rzeka Wieprz
w Zwierzyńcu drzewo rośnie na środku drogi
Browar Zwierzyniec - polecam ;-)
Stawy Echo w Zwierzyńcu
wjeżdżamy do Roztoczańskiego Parku Narodowego
postój we Floriance
wjechał cebularz
Florianka
potężna palma na wzgórzu :-)
no to jazda po górę
na szczęście były też zjazdy
Roztocze
jazda przez Roztoczański Park Narodowy
Zamość
Powiem tak - żaden opis i żadna fotorelacja nie oddadzą klimatu tamtego regionu, namawiam zatem do odwiedzin i przekonaniu się na własnej skórze jak pięknie tam jest - i nie koniecznie na rowerach (choć tak jest najlepiej).
Tegoroczne rowerowe wakacje postanowiliśmy spędzić na Lubelszczyźnie - baza w Lublinie. Dlaczego tam? Dlatego, ponieważ chcieliśmy poznać nieznane, czyli wschód Polski (choć to tylko fragment), bo ciekawi nas Polska, która jest wielka i piękna i tak sobie czasem myślę, czy mi aby życia starczy na zwiedzenie jej całej. No i są tam pagórki, a z 40 kilogramowym bagażem jest co deptać, czyli treningi rowerowe pełną gębą i przyznam nieskromnie, że nawet 10% podjazdy nie były mi straszne. Pierwszego dnia stawiliśmy się na start w Kazimierzu Dolnym, z którego promem przedostaliśmy się szybko na drugi brzeg Wisły do Janowca, w którym podziwialiśmy ruiny pięknego zamku na wzgórzu, aby następnie wioskami przedostać się na most przez Wisłę do Puław, w których podziwialiśmy tamtejszą marinę z punktu widokowego. Następnie wracaliśmy super ścieżką rowerową, prowadzącą wśród upraw chmielu do Kazimierza Dolnego. Pierwszy dzień kręcenia po Lubelszczyźnie zaliczony i wrażenia jak najbardziej pozytywne. Z tego, co mnie najbardziej utkwiło w pamięci zaliczyć mogę: * przeprawa promowa Kazimierz Dolny - Janowiec * miasto Kazimierz Dolny * zamek w Janowcu na skarpie wiślanej * przeprawa przez most na Wiśle w Puławach * uprawy chmielu * świetnej jakości drogi * kulturalni kierowcy * upał
Nadeszła pora pożegnania rowerowego roku 2023 i jak to zwykle u mnie, odbywa się to na rowerze. Wyruszyłem zatem solo na okoliczną przebieżkę po gminie Pobiedziska i już po paru przejechanych kilometrach miałem towarzystwo mojego taty, z którym to zupełnie przypadkowo spotkałem się nad Jeziorem Kowalskim w Jerzykowie :-) Od tej chwili moja wycieczka nabrała wyższej jakości, gdyż jak wiadomo w towarzystwie taty jeździ się wyśmienicie. Poza tym udało nam się zaobserwować nieco dzikiej zwierzyny na polach. Były żurawie, sarny, sójki, kosy, gęgawy, a dzisiejsza pogoda zaskoczyła nas swoją łagodnością, ponieważ słońce świeciło, temperatura idealna ok.5*C i było bezwietrznie. Jeśli chodzi o aspekt rowerowy w tym roku, to nie będę narzekał że mało, bo kręciłem kiedy tylko mogłem i jakiś tam plan roczny wykonałem i wraz z rodziną odwiedziłem kilka fajnych miejsc w Polsce. Zaliczam ten sezon do udanych i życzę każdemu równie udanego kręcenia korbą w przyszłym 2024 roku i duuuuużo zdrowia!
Dzisiejszy poranek był tak piękny, że co chwilę schodziłem z roweru i jakieś zdjęcia cykałem, a to wschodowi Słońca, a to mgle, a to żurawiom i na końcu musiałem depnąć, co by do roboty się nie spóźnić. Potem, czyli po robocie wracałem okrężną drogą m.in. przez wioski i pola gminy Kostrzyn i Swarzędz. Było naprawdę gorąco, ale przyjemnie.
ździsie: wschód Słońca w Pobiedziskach
żurawie w porannej mgiełce
refleksy
kolejna para
Jagodno
polną drogą z Puszczykowa Zaborze (gm.Swarzędz) do Jankowa (gm.Pobiedziska)
w Sarbinowie (gm.Swarzędz) rolnik sypie nawóz na polu i od razu słup z kominem wyrosły
Niedziela musiała być na rowerze i w komplecie, dlatego tuż po śniadaniu zrobiliśmy wszyscy strzałkę do lasu. Spokojnymi okolicznymi ddrkami dostaliśmy się do Lasów Czerniejewskich, gdzie się troszkę pokręciliśmy i potem powrót równie spokojnymi, asfaltowo - polnymi drogami. Była bardzo przyjemna pogoda, stąd też dłuższy dystans wyszedł.
Tegoroczną majówkę postanowiłem spędzić wraz z rodziną w województwie Pomorskim na Kaszubach, w powiecie Kościerskim. Bazę wypadową mieliśmy we wsi Wdzydze Tucholskie, w gminie Karsin . W Kaszubach zakochaliśmy się wraz z żoną już kilka lat temu, podczas naszej wyprawy po Kaszubskim Parku Krajobrazowym, ale jeśli chodzi o ten region kraju, to zwiedziliśmy już prawie cały (kliknij w kategorię Kaszuby do góry mojego bloga). Został nam właśnie Wdzydzki Park Krajobrazowy i jego główna atrakcja - zespół jezior wdzydzkich, zwanych też Morzem Kaszubskim. Tego dnia objechaliśmy ów całe Jezioro Wdzydzkie dookoła, zielonym szlakiem rowerowym, który wycisnął z nas siódme poty, ze względu na rodzaj nawierzchni, ale przede wszystkim ze względu na dość zróżnicowane ukształtowanie terenu. 80 procent trasy to leśne dukty z piaszczystymi drogami, usłanymi korzeniami, sypkim piaskiem i długimi podjazdami. Reszta to albo asfaltówki dobrej jakości, albo betonowe płyty. Dróg rowerowych niestety nie było, jak w przypadku naszej niedawnej eskapady po Borach Tucholskich. Jednak cała ta leśna aura, bliskość przyrody, przepięknych borów i widoki ogromnego jeziora zrekompensowały nam wszystkie trudy pokonanej drogi. Warto wspomnieć, że nasz synek spisał się na medal i zdaje się, jakby nie chciał wychodzić ze swojego legowiska w przyczepce, w której to przespał dobre 1/3 całego czasu, a całą resztę podziwiał drzewa i wodę. Co widzieliśmy i na co warto zwrócić uwagę podczas objeżdżania Jeziora Wdzydze zamieszczam w obszernej fotorelacji poniżej. Ja dodam tylko od siebie, że drugi raz już chyba bym się nie wybrał na tę wyprawę z dzieckiem w przyczepce, bo trasa choć przepiękna krajobrazowo, to zdecydowanie nie z przyczepką - chyba że ktoś ma nogi ze stali tak jak ja :-))) Ale oczywiście solo i rowerem górskim to poezja dla zmysłów i jak synek podrośnie, to obowiązkowo go tam zabiorę do odświeżenia pamięci - żonę też :-) Warto dodać, że pogodę tego dnia mieliśmy idealną - temperatura ok.15*C, prawie bezchmurne niebo, wiatr słaby ok. 5km/h. Plan wykonany w 99 procentach, bo wieża widokowa w Przytarni była zamknięta.
trasa:
ździsie: No to w drogę - start z naszej bazy w Reboczi (Wdzydze Tucholskie) i od razu piach.
dookoła piękne Bory Tucholskie
Zielony szlak rowerowy obfitował w takie oto leśne dukty. Tak pięknych borów u nas nie ma - ale tu musi być grzybów jesienią!
Ania jak zwykle asekuruje tyły. Tutaj gdzieś w okolicy osady Lipa. Czarek sobie śpi.
Ania na zielonym szlaku - wdychamy leśne powietrze.
leśny klimat tuż przy Jeziorze Wdzydze - tutaj przygrzewało słonko.
Jezioro Wdzydzkie - Zabrody
99 procent naszej trasy - zielony szlak rowerowy
Wdzydze Kiszewskie - Kaszubski Park Etnograficzny - wiatrak holenderski
Wdzydze Kiszewskie - Stanica Wodna PTTK
Wdzydze Kiszewskie - wieża widokowa o wysokości 36 metrów. Widok z góry na krzyż jezior wdzydzkich jest nie do opisania.
Widok z wieży we Wdzydzach Kiszewskich na Jezioro Jelenie.
Wieża widokowa w Przytarni widziana z wieży widokowej we Wdzydzach Kiszewskich.
Widok z wieży widokowej we Wdzydzach Kiszewskich na Jezioro Gołuń.
Czarek w drodze powrotnej z wieży pokonał niemal całą wysokość i nieźle się przy tym bawił :-)
Przepiękny, asfaltowy odcinek na szlaku - Wiewórkowo.
Tereny bagienne w okolicy Przerębskiej Huty.
Jazda po płytach betonowych w miejscowości Czarlina.
Mostkiem przez rzekę Wdę.
Na trasie są też kładki przez tereny podmokłe.
Piaszczyste, leśne podjazdy w okolicy między Przerębską Hutą, a Rowem.
Stamtąd przyjechaliśmy - to był najcięższy odcinek tego szlaku. Piachy, bagna i korzenie. Przerębska Huta. Potem był już tylko piach, kamienie i podjazdy.
Kaszubskie barwy żaglówki.
W Przytarni skończył się las i naszym oczom ukazała się góra z wieżą widokową na czele.
Postanawiamy podjechać na górę w Przytarni 195m n.p.m. Niestety pod wieżą witamy zamkniętą bramę (otwarte od 10-16) Także ten cel zostawiamy na jutro. Ale się namęczyłem podczas podjazdu. Zdjęcie tego nie odda, ale było co deptać z całym tym moim Czarkiem na plecach :-)))
No i na koniec widoki z naszej bazy w Reboczi - tzn. we Wdzydzach Tucholskich:
Pobudka 4:10, wyjazd 5:00, powrót 8:30, dystans 70km., cel Środa Wielkopolska. Tak wyglądał dzisiejszy, świąteczny poranek w moim wykonaniu. Wszystko było tak obliczone, aby wrócić do domu, kiedy reszta domowników jeszcze spała i można było ze spokojem zabierać się za nakrywanie wielkanocnego stołu. Odnośnie samej jazdy na rowerze, to jechało się sprawnie i szybko, bo większość po płaskich i pustych o tej porze asfaltach i drogach rowerowych. Muszę przyznać, że wycieczka rowerowa o tak wczesnej porze jest trochę odrealniona wygląda lekko apokaliptycznie, ponieważ przez pierwsze 30km nie spotkałem ani jednego człowieka oraz auta, w samej Środzie Wlkp. o 6:30 byłem chyba jedynym "żywym" na mieście, nawet S5 i A2 świeciły pustką!!! Jedynie śpiewające ptaki i żerujące sarny dawały gwarancję, że nie jestem w Matrixie :-)
trasa: ździsie: tak wygląda świr o 4:58 rano :-)
a tak wygląda droga rowerowa w Pobiedziskach o 5 rano
poranek nad Jeziorem Średzkim
poranna kawa na średzkim Rynku
Moim zdaniem najładniejsza budowla w Środzie Wlkp - kolegiata.
miejsce narodzin mego pierworodnego :-*
elektrownie wiatrowe w okolicy wsi Gablin (gm.Dominowo)
pastelowo w Siedlcu (gm.Kostrzyn Wlkp.)
spory ruch na szynach w Gułtowach (gm.Kostrzyn Wlkp.)
Rano mroźno (-2*C o 7:00), ale klimatycznie, a na powrocie słonecznie, wietrznie i chłodno. Wiosnę już słychać, jednak widoki i pogoda to nadal zima. Wybrałem się do pracy do Kostrzyna i oczywiście jechałem okrężną drogą, zarówno do, jak i z pracy.
Nie wypadało dziś nie wyjść na rower, bo nie padało, więc wyszedłem i prawie padłem, bo wiało,a wiało tak mocno, że palce odmrażało, bo dodatkowo zimo było, zimno i ciemno, bo chmury czarne wisiały i wszystko zaciemniały. Napisałbym coś jeszcze, ale mnie palce bolą od zimna. Byłem na takim polnym wzniesieniu terenu nieopodal wsi Turostowo w gminie Kiszkowo. Resztę dopowiedzą............
ździsie: smutno w Krześlicach
grząsko w Łagiewnikach
i kleiście
Irlandzkie klimaty w Turostowie, tylko owiec brakowało.
Ale zaraz zaraz, tam na szczycie może i owiec nie było, ale za to czekał na mnie komitet powitalny w składzie dwóch saren.
Szczyt zdobyty, ale tak wiało że sarni komitet został zdmuchnięty w kosmos.
Imponujący widok na wieś Turostowo na pierwszym planie, a dalej Kiszkowo - warto było się męczyć, aby to zobaczyć :-)
Jezioro Turostowskie
W Turostowie też smutno, ale jakby mniej przygnębiająco. Tam już nawet bociany nie lądują.
drewniany kościół w Kiszkowie z 1733 roku
w Węgorzewie to się rolnicy wożą :-)
Jezioro Biezdruchowskie w Pobiedziskach
To na tyle w ten weekend. Ps. dzisiejszy Vmax jest osiągnięty na płaskim odcinku z pomocą wiatru.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017