Tego dnia pojechaliśmy z Anią na kawę do moich rodziców. W drodze do Wierzonki, naprzeciw wyjechał nam mój tata. Potem już we trójkę pojeździliśmy po PK Puszczy Zielonce i jej otulinie. Po kawie, już we dwójkę udaliśmy się lasami do Pobiedzisk. Bardzo przyjemny dzień.
trasa:
ździsie: Nowy most przez rzekę Struga Wierzenicka w Nadrożnie.
A raczej okolicznościowo z Anią, gdyż były to odwiedziny jej rodziny wieczorową porą. Odpuściłem sobie za to dojazd do pracy w dniu dzisiejszym. Bardzo przyjemny wieczór dziś był - piękne kolory na niebie i przyjemna temperatura, aż szkoda że nie zrobiłem ani jednego zdjęcia z trasy...
Zrobiłem tylko zdjęcie książki, którą dziś skończyłem czytać. Czytałem ten reportaż, aby jechać na wakacje bogatszy w wiedzę o Miedziance, którą z pewnością odwiedzę krążąc po Rudawskim Parku Krajobrazowym już za 2 tygodnie. Filip Springer - Miedzianka, historia znikania
Wczoraj było tak gorąco, że Leloch szukał orzeźwienia w zlewozmywaku, a dziś kiedy rano wyjeżdżałem do pracy termometr wskazywał 18*C. Po południu temperatura oczywiście wzrosła , ale nie na tyle aby mój kot musiał dokonywać desperackich czynów w zlewozmywaku :-))) Podobnie było dziś ze mną. Już nie musiałem wylewać na siebie wody z bidonu. Dziś było przyjemnie ciepło, a nie jak w piekarniku. Tym sposobem drogę powrotną z pracy obrałem terenem. Najpierw nad Jezioro Kowalskie, a potem w Borowie Młyn przejechałem przez rzekę Główną, bo wyschła. No prawie wyschła, bo mały strumyczek jeszcze płynie.
Nie ma to tamto - lato na całego! Ale dałem radę i jak jutro też tak będzie, to po pracy od razu jadę nad jezioro się wykąpać. Ostatnie kilka kilometrów wracałem z Anią, bo razem raźniej ;-)
Rano jak wyjeżdżałem do pracy ok. 6:30 było całkiem rześko, bo ok. 17*C i jechało mi się wyśmienicie. Po pracy to już jednak inna bajka, bo temperatura ok.30*C i wiejący w czoło wiatr, odbierały mi siły z każdym depnięciem w korbę. W dodatku na odcinku Kobylnica - Uzarzewo starej drogi "5" włodarze gminy Swarzędz postawili na środku pobocza coś takiego: absurdalne słupki pośrodku pobocza
Jeszcze dosyć niedawno słupki te zamontowane były na linii pobocza i rowerem można było swobodnie jechać ok. metrowej szerokości poboczem, czego ślady widać na zdjęciu powyżej. Dziś moim oczom ukazał się widok słupków przesuniętych na środek pobocza i jazda rowerem staje się w tym momencie niemożliwa, bo zahaczenie nogą z jednej strony o słupek, a z drugiej o krawężnik lub rów może skończyć się źle. A jazda rowerem po pasie drogowym, którym poruszają się setki aut, z czego połowa to TIR-y, to proszenie się o śmierć przez rozjechanie!!! Pozostaje mi pogratulować gminie Swarzędz za pamiętanie o rowerzystach na ich drogach i wyrazić ogromną radość, że jakiś czas temu wybrałem ościenną gminę Pobiedziska do życia, od której bogaty Swarzędz mógłby się wiele nauczyć w kwestii podejścia do spraw rowerzystów i pieszych. Mam tylko nadzieję, że na tym absurdalnym odcinku ze słupkami, nikt nie straci życia i jeśli ktokolwiek z tych "wyższych" to jakimś cudem czyta, to proszę usuńcie te słupki w cholerę, bo służą one tylko pogorszeniu bezpieczeństwu ruchu i w utwierdzeniu w przekonaniu, że Swarzędz to jest totalna LIPA!
Na tak poza tym, to po drodze już w mojej pięknej gminie Pobiedziska czekała na mnie Ania, z którą zrobiliśmy sobie rundkę po PK Promno i okolicach: PK Promno
Wraz z Anią i moim tatą pojeździliśmy wspólnie po gminie Pobiedziska. Przyjemne spotkanie na rowerach, w idealnych warunkach atmosferycznych, spowodowało szybki upływ czasu i nie wiadomo kiedy, trzeba było się rozstać. Tak sobie lekko jechaliśmy i rozmawialiśmy i przy okazji zatrzymywaliśmy się w następujących miejscach na podziwianie poniższych obrazków: skoki ze spadochronem w Bednarach
Lotnisko w Bednarach
Lotnisko w Bednarach
Jezioro Kowalskie - widok od strony półwyspu we wsi Kowalskie.
Młode jakiegoś ptaka na zalewie Kowalskim.
Jerzykowo - potężny, pomnikowy dąb przy starym, szachulcowym domu.
Moja ekipa :-)
Wiadomo, że co dobre szybko się kończy, więc ten tydzień i weekend pora pożegnać. Ale najważniejsze, że dużo było w nim roweru i pięknej pogody.
Wypad z Anią z Pobiedzisk do Kłecka i z powrotem. Dawno nie jechaliśmy tej trasy, więc dziś po szybkim namyśle wybraliśmy przejazd spokojnymi drogami Lednickiego Parku Krajobrazowego. 95% trasy to asfalt - dziś nie mieliśmy ochoty na terenowe podboje i postawiliśmy na relaks, tym bardziej że Ania testowała dziś nowy napęd, który jej założyłem i nie chciała go zbytnio okurzyć :-)
Trzeciego dnia jeździliśmy po gminach Międzychód, Pszczew i zahaczyliśmy o skrawek gminy Kwilcz. Pogoda dopisała również i tego dnia, dlatego w pięknym słońcu i temperaturze ok.30*C wykręciliśmy trasę jak poniżej:
trasa: Odwiedziliśmy Pszczew w woj. lubuskim jadąc malowniczym terenem, z licznymi jeziorami i lasami. Przejechaliśmy przez wiele malowniczych wiosek jak np. Prusim, gdzie nad Jeziorem Kuchennym leży ciekawie utrzymany skansen olenderski. Poza tym sporo mieliśmy tego dnia zjazdów i podjazdów, gdyż miejscowości położone są na pojezierzu, gdzie dawno temu cofający się lądolód pofałdował z lekka płaszczyznę.
Tak to wyglądało: Przyjemny szuterek w okolicach wsi Gorzycko Stare.
Uliczka w Pszczewie.
Uroczy Rynek w Pszczewie.
Pszczew - widok z Góry Sznekowej na Jezioro Kochle.
W Pszczewie przy Jeziorze Kochle młode łabędzie wylegują się na środku ścieżki, nic sobie nie robiąc z obecności ludzi.
Zastava 1100p spotkana we wsi Silna. Produkcja 1973-83. FSO.
Ania jest silna!
Takie widoki po drodze były częste. Tutaj okolica wsi Świechocin.
Wieża widokowa w Świechocinie.
Widok z wieży obserwacyjnej w Świechocinie na wieś Świechocin.
Widok z wieży obserwacyjnej w Świechocinie na okoliczne lasy.
Taki widok w okolicy Łowynia.
Skansen w Prusimiu - spichlerz.
Skansen w Prusimiu.
Jezioro Kuchenne w Prusimiu.
Miłe dla oka krajobrazy w okolicy wsi Kamienna.
Piękne krajobrazy ale także i piach pod kołami.
Na polnych drogach pierwszeństwo mają traktory :-)
Na szlaku trafił się nam także wąwóz długi na kilkaset metrów.
Były też moje ulubione konstrukcje metalowe na polach :-)
Ostatni terenowy podjazd w pięknej scenerii i zawitamy w Międzychodzie, skąd już blisko do mety.
Wyjazd obfitował w ciekawe miejsca i nowe tereny. Wszystko się udało i wypoczęliśmy na rowerach w 100%. Najbardziej cieszy nas możliwość poznawania zupełnie nieznanych miejsc. Wyjazd rowerem w celu odkrywania jest cudownym doświadczeniem i zachęcam do tego typu sportu. Polska jest piękna i za każdym razem - wyjazdem się to potwierdza.
Drugiego dnia naszej czerwcówki, pojechaliśmy do Drezdenka w województwie lubuskim. Musieliśmy przejechać w szerz całą Puszczę Notecką, z czego kilkanaście kilometrów terenem. Jeśli mówię teren w Puszczy Noteckiej, to od teraz myślę "PIACH". Nie byle jaki piach, tylko istna plaża, niczym jak na łebskiej wydmie. Daliśmy jednak radę, nierzadko pchając rowery. Jednak mimo sypkiej nawierzchni, wspomnienie z lasu mam pozytywne, bo monokultura sosnowa i pofałdowane ukształtowanie ternu w Puszczy Noteckiej wpływa na zmysły. Trzeba też zaznaczyć, że pogodę mieliśmy wymarzoną tego dnia. Oprócz tego widzieliśmy kilka ciekawych miejsc, o których nie będę się rozpisywał, tylko od razu walnę fotogalerię:
trasa:
Puszcza wita nas.
pałac w Wiejcach
Warta w Wiejcach
Zielonym szlakiem przez Puszczę Notecką.
Piaszczyste drogi na szlaku.
Po piasku i pod górę.
Miliony sosen i ten zapach lasu...
Czasem piasku było mniej i można było się troszkę rozluźnić.
Krystalicznie czyste Jezioro Podgórne.
Most nad Notecią w Trzebiczu.
Rozległe łąki w Trzebiczu nad Notecią.
pagórki
Ania & Grigor w Drezdenku
Deptak w Drezdenku
Rynek w Drezdenku
Stara Noteć
Kopalnia ropy naftowej i gazu ziemnego w Sowiej Górze.
Droga powrotna z Drezdenka do Międzychodu. 25km asfaltu przez Puszczę Notecką.
Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wróciliśmy z tej wycieczki - oto wpis Ani - TUTAJ
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017