Nie spodziewałem się takiej ulewy i wyjechałem z pracy w samo oko cyklonu. Wracałem drogą okrężną, polnymi drogami, a czasem nawet samym polem i przed Wierzonką dopadł mnie gruby deszcz. Jadąc śladem traktora na polu zboża, chciałem ominąć kałużę i wjechałem kołem w bruzdę błota i przeleciałem przez rower zaliczając miękką glebę :-) Szczęście, że byłem blisko Wierzonki to schroniłem się u rodziców. Potem już tak lało, że musiała mnie Ania autem odbierać. Ale wypad super, bo dużo się działo.
Kolejny dzionek dojazdu do pracy rowerem zaliczony i kolejny raz Ania wyjechała po mnie, aby towarzyszyć mi w drodze powrotnej do domu. Towarzystwo Ani pozwala mi zapomnieć o umęczonych mięśniach nóg podczas pracy. Tak właśnie - umęczonych! Kiedyś kolega używał w pracy krokomierz i wyszło mu średnio 15km przebytego dystansu podczas 8h/dzień obsługi klienta w sklepie, więc nogi mam ciężkie jak z cementu. W drodze powrotnej jechaliśmy w większości terenowymi ścieżkami przez Kobylnicę, Katarzynki, Uzarzewo i Park Krajobrazowy Promno.
Coś dziś chłodem zawiewało od rana. Tak zawiewało, że mi tak ładnie włosy na rękach stały. Świecące słońce nie dawało rady i musiałem deptać ostro żeby się rozgrzać. Do pracy dojechałem szybko, ale na finiszu złapałem laczka! To już drugi w tym tygodniu. Idę na rekord. Przyczyną okazała się być wada techniczna dętki tzn. ona była po prostu ch....wa! Humor poprawiła mi po pracy Ania, która znowu dziś postanowiła odprowadzić mnie do domu i dlatego powrót przebiegał bardzo miło i bez laczków :-)
Najpierw do pracy, a po pracy czekała już na mnie Ania, która odprowadziła nas do domu. Wracaliśmy sobie spokojnie swoimi ścieżkami, w dużej mierze terenowymi, kiedy to nagle, nie wiadomo od czego poczułem jakbym jechał po czymś miękkim. Tym razem trafiło na mnie - laczek w tylnym kole! Dętkę wymieniałem w lesie (właśnie tak), gdzie komary zrobiły sobie ze mnie ucztę, teraz mnie wszystko swędzi. Ale na szczęście serwis poszedł szybko i mogliśmy sprawnie wrócić do domu. W mojej rodzinnej Wierzonce spotkaliśmy mojego brata Wojtasa, który zrobił nam poniższe zdjęcie. Musze go w końcu na rower wyciągnąć...
Popołudniowa przejażdżka po gminie Pobiedziska, a dokładniej po Parku Krajobrazowym Promno zażyć troszkę terenowej jazdy w lesie i nacieszyć oczy widokiem Jeziora Kowalskiego ze skarpy w Jerzykowie, gdzie już dawno nie gościłem. Ania złapała dziś pierwszego laczka w tym roku - wymiana dętki poszła sprawnie.
ździsie: las w PK Promno
Moja fura w tle bezimiennego głazu narzutowego o pokaźnych rozmiarach, w okolicy Jeziora Dębiniec w PK Promno.
Skrajem lasu do Biskupic - zboża już tak pięknie pachną.
Podjazd na skarpę w Jerzykowie nad Jeziorem Kowalskim.
Widok ze skarpy na Jezioro Kowalskie
A na koniec z serii tematów pozarowerowych. Kolejna książka przeczytana w maju.
Wolna sobota, zachęcająca pogoda, chęci na odkrywanie nowych terenów zmobilizowały nas do wymyślenia jakiejś fajnej wycieczki. Całkiem szybko i zupełnie spontanicznie padło na zachodnią część województwa kujawsko - pomorskiego. Trasa prowadziła z Kcyni do Nakła nad Notecią i z powrotem, a dokładniej tak jak na mapie poniżej. Dlaczego tam? Ponieważ ani ja, ani Ania nigdy tam nie byliśmy rowerami, a mnie dodatkowo korciły te tereny od dawien dawna, tylko okazji nigdy nie wykorzystałem.
trasa:... Kcynia położona na wzniesieniu z ładnym Rynkiem, panorama wzniesień
morenowych w okolicy Wyrzyska, czyste lasy sosnowe, rozległe łąki, w
których ćwierkały świerszcze, zabudowania pałuckie, przystań w Nakle,
rzeka i Dolina Noteci, plantacje wiśni i chmielu, pastwiska dla bydła,
zwierzęta jak choćby jeleń, bociany, jaszczurka zwinka i wiele innych -
tego mogliśmy doświadczyć podczas tej wycieczki. Do tego ładna pogoda potęgowała uczucie szczęścia jadąc rowerami po nowo odkrywanych terenach.
Myślę, że nie ma się co rozpisywać, w końcu wstawiam tutaj dużo zdjęć, żeby nikt nie musiał się domyślać, więc zapraszam do galerii: na Rynku w Kcyni
Rynek Kcyni
krajobraz nieopodal Kcyni
krajobraz okolic Kcyni
Kcynia widziana z drogi do Dębogóry
Dębogóra
wzniesienia morenowe w okolicy Wyrzyska na Pojezierzu Krajeńskim
Zielona Góra 194 m n.p.m.
Droga leśna z Dębogóry do Kocewki. Piaszczyste drogi leśne pokonaliśmy bez problemu, dzięki deszczowi który spadł na tę glebę kilka dni temu.
gliniane budynki w okolicy wsi Studzienki
Dolina Noteci w Józefkowie
Dolina Noteci
Dolina Noteci
Nakło nad Notecią na horyzoncie
Przystań nad Notecią w Nakle.
Przystań Powiat Nakielski
Po Noteci pływają kajakarze i rowery wodne.
cukrownia w Nakle nad Notecią
neogotycki kościół w Nakle robi wrażenie
Posąg dziewczyny z konewką przy fontannie na Rynku.
Ani zachciało się generała. Tego pana chyba nie muszę nikomu przedstawiać.
Noteć w Nakle
jadąc drogą leśną w okolicy Słonawek
zagadka - Co tu widzisz?
uprawa chmielu w Malicach
tereny kolejowe w Kcyni
Okazało się, że ta wycieczka to nasz strzał w dziesiątkę na sobotę. Objechaliśmy spory kawałek, poznając nowe tereny i miejsca. Jechaliśmy wolnym tempem, ale nie ominęło nas mimo to zjechanie z obranego kursu. Ja korzystam z papierowych map, czasem mniej dokładnych, dlatego niekiedy tyle improwizacji w jeździe do celu. Plusem tego jest, że zdarza się zobaczyć coś ekstra, coś czego jadąc wcześniej ustaloną drogą bym nie zobaczył. Tak było tym razem, kiedy w okolicach wsi Jeziornica, Wisławica myśleliśmy, że jesteśmy w skansenie etnograficznym. Te gliniane domy, brak asfaltów, oparty o murek stary motorower komarek, czy ćwierkające na łąkach świerszcze - ja przepadam za takimi klimatami.
Zapraszam także do wpisu z tej wycieczki na blogu Ani: TUTAJ
Ania napierała na dwudziestkę po pracy, więc jakoś udało mi się zwlec z kanapy po drzemce i wspólnie wykręciliśmy tę 20 po okolicach naszego miasteczka. Wiem, że to prywata, ale powiem szczerze - ta moja Ania to jest najlepsza motywatorka :-)))
We trójkę kibicowaliśmy uczestnikom tegorocznego biegu Wings For Life. Ania, mój tata i ja jechaliśmy sobie spokojnie za zwycięzcą wyścigu aż do końca. Jestem pełen podziwu dla uczestników tego biegu, a w szczególności dla czołówki, w tym jednego pana na wózku inwalidzkim, który nieomal dogonił zwycięzcę na ostatnich metrach. Za zwycięzcą jechaliśmy średnio 16km/h!!! To jest dla mnie szok i pełen podziw, szacunek i w ogóle chylę czoło do samej ziemi widząc, czego ludzki organizm jest w stanie dokonać. Ps. 1 Tomasz Osmulski wygrał dzięki przybiciu piątki Ani w Biskupicach, skąd właśnie nagle odbiegł rywalom na kilka kilometrów. Ps. 2 Widziałem Adama Małysza na żywo i żałuję, że nie podszedłem poprosić o zdjęcie, mimo że miałem 2 metry :-(((
Tuż po przybiciu piątki z Anią Tomasz Osmulski przyspieszył i biegł już do mety samotnie.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017