Wreszcie udało się wyjechać z Wojtasem na wycieczkę! Żeby nie zniechęcić brata do roweru jakimiś ekstremalnymi dystansami, wybrałem optymalną trasę po naszych okolicznych, polno - leśnych fyrtlach. Nie obeszło, a raczej nie objechało się bez Puszczy Zielonki, a raczej jej południowo - zachodnich ostępów m.in. Dziewicza Góra, tereny po żwirowni w Owińskach, no i główny punkt naszej wycieczki, czyli wzniesienie terenu nieopodal wsi Bolechówko, gdzie na szczycie pola zboża, wznoszącego się na 100m.n.p.m można obserwować tereny nadwarciańskie i niżej położone wioski w gminie Murowana Goślina. Chciałem Wojtasowi pokazać tą miejscówkę, kilka razy przeze mnie odwiedzaną, bo mimo ciężkiego dojazdu (marsz z rowerem po polu zboża) warto zobaczyć widok z tego wzniesienia. My Wielkopolanie cieszymy się z byle górki po prostu, a ja to już na każdą wejdę, żeby zobaczyć co stamtąd widać :-) Oprócz wspomnianych miejsc, warto wspomnieć też o dużym fioletowym polu facelii we Wierzenicy - piękny to widok bez dwóch zdań.
Jechało się nam wspaniale, choć mnie troszkę dupa bolała od siodła. Wycieczka udana, obydwoje wróciliśmy z uśmiechami na twarzach do domu. Mapki znów nie wstawiam, bo więcej było łażenia niż jeżdżenia, skąd ta piorunująca średnia, zresztą kogo to obchodzi, lepiej pooglądajcie zdjęcia:
Pole facelii we Wierzenicy
Morze kwiatów
Paniom na koniach powiedziałem: "Cóż za piękne klacze" one się uśmiechnęły odpowiedziały: "ogiery też niczego sobie" Brawo za dystans i poczucie humoru drogie Panie :-) i od razu weselej :-)
Dziewicza Góra
Barwy lata
Z Wojtasem w zielonej szkole przy leśniczówce w Annowie
Plaża w Owińskach
Taki oto sum - potwór, a raczej jego głowa wisi w pewnym sklepie w Owińskach. Po rozmowie ze sprzedawcą dowiedziałem się, iż ów osobnik mierzył prawie 2 metry, ważył 38kg. i złowiony został w rzece Warcie. Zwróćcie uwagę na jego ostre zęby wewnątrz szczęki!!!
Tylko ze mną takie przygody - marsz z rowerem po polu zboża na wzniesienie w Bolechówku
Widok na dolinę Warty
Komin EC Bolechowo
Bardzo ciekawi mnie to wzniesienie, gdzieś daleko za Wartą, patrząc w stronę Obornik Wlkp.
Wspólne zdjęcie na górce
Wyciągam zboże zewsząd
Jezioro Trzaskowskie
Dziś w końcu było bezdeszczowo, temperatura też całkiem przyjemna i wycieczka jak talala :-) Dziękuję za odwiedzanie mojego bloga i Pozdrower.
Dziś odwiedziłem rzekę Wartę. Miejscem docelowym była przystań kajakowa "Binduga" w Mściszewie w gminie Murowana Goślina. Pogoda nadal niepewna, choć im dłużej jechałem, na niebie robiło się coraz jaśniej, aż do momentu kiedy podczas powrotu zrobiło się maksymalnie słonecznie i gorąco.
Trasa do Bindugi wiodła w większości asfaltami, choć odcinki terenowe jak były to już na maxa hardkorowe, a po drodze jechałem przez: Wierzonka - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Czerwonak - Owińska - Bolechowo - Szlachęcin - Złotoryjsko - Mściszewo. Choć niektóre z podanych miejscowości rzeczywiście przejechałem, to mapki nie wstawiam gdyż jeździłem niekiedy takimi ścieżkami, że wyznaczenie tego na mapie jest bez sensu (jazda po polu, przeskakiwanie strumyków, wchodzenie na wiadukty, jazda drogami których nie ma na mapie) dlatego też rower, który dziś wybrałem to po raz kolejny zimóweczka :-)))
Nad Wartą spokój, nic się nie działo, kajakarzy zero, nawet komarów nie było. Tylko dźwięk nurtu i jakieś ptactwo wodne. Gdybym był tam z kocem, walnąłbym się na trawce i słuchał tej muzyki. Jednak koca nie miałem, a z mojej jak zwykle spontanicznej wycieczki zrobił się niezły trip, bo na liczniku ponad 3 dychy, a z powrotem następne tyle, więc wziąłem dupę w troki.
Podczas powrotu trochę dzikowałem tzn. trochę jeździłem po grząskim polu, trochę nosiłem rower na plecach, przeskakiwałem strumyki i pociłem się jak świnia......wjechałem też na przepiękny singiel prowadzący tuż przy brzegu Warty, gdzieś od Bolechowa do Owińsk to było i jechałem tak niesamowicie piękną dróżką w totalnej dziczy, wśród oplatających mnie krzaków, w ciemnym korytarzu zieleni, gdzie po prawo płynie królowa wielkopolskich rzek, na lewo leśne oczka wodne z rzęsą na tafli, a po środku właśnie ten singiel pełen zakrętów, pagórków, korzeni i błotka...........niestety bateria w aparacie mi padła i nici z udokumentowania tegoż wywodu, ale może to i dobrze, bo mam następną wycieczkę w głowie w te miejsce, tylko trzeba kogoś namówić na towarzystwo :-)))
ździsie:
Po drugiej stronie Warty Poznań i jego wieże radiowo - telewizyjne.
Droga ze Szlachęcina do Złotoryjska
Warta w Mściszewie - widok w stronę Obornik Wlkp.
Warta - widok od strony Poznania
Wojskowy wóz strażacki. Chyba nabierali wody z Warty.
Dziewicza Góra w oddali 143m.n.p.m
Góra Moraska z jeszcze większej oddali - wzniesienie to jest wyższe od Dziewiczej Góry i ma 153m.n.p.m
Od wczoraj do dziś rana padało, a na niebie nie było ani jednego skrawka niebieskiego nieba, co nie napawało mnie optymizmem. Tak się zbierałem i zbierałem aż w końcu wyjechałem, pakując do plecaka kurtkę deszczową na wszelki wypadek :-) Plan był taki, aby pojeździć po orzeźwiającym lesie, więc dosiadłem rower do zadań specjalnych, co znaczy błotnych i wyjechałem do Puszczy Zielonki.
W lesie pięknie - mokro, błotno, wilgotno, zielono i gwarno od śpiewu ptaków. Jadąc "zimówką" nie straszne były mi kałuże na całej szerokości dróg leśnych, ani błoto wdzierające się w każdą koronkę napędu, po prostu jadę do przodu z uśmiechem na twarzy :-) Jechało mi się świetnie, choć nieco leniwie bo często robiłem przerwy na zdjęcie - tak mi się dziś w lesie podobało. Z ciekawostek jakie dziś miałem okazję zaobserwować, to spotkana po raz pierwszy na żywo kuna leśna. Niestety spotkanie trwało zbyt krótko, aby uwiecznić to słodkie zwierzątko w kadrze, jednak bardzo mnie fakt obserwacji kuny leśnej ucieszył, a w szczególności utkwiła mi w pamięci poza jaką kuna przybrała po wtargnięciu mi przed koła roweru - wiecie jak czatują surykatki? No właśnie :-))))
Po wyjechaniu z granic Puszczy Zielonki, postanowiłem pojechać troszkę dalej na północ gminy Murowana Goślina. Tym sposobem odwiedziłem takie urocze wioski jak Głębocko, w której odnalazłem jakiś stary, opuszczony, niemiecki cmentarz, potem Trojanowo, gdzie zrobiłem zdjęcie pomnikowi poległych podczas wojny, następnie Kąty i Wojnowo z ciekawym jeziorem.
Przez całą wycieczkę chmur na niebie przybywało, przez co miałem wrażenie że zaraz lujnie deszcz, jednak o dziwo nie spadła ani jedna kropla deszczu, do jazdy na rowerze było bardzo przyjemnie, choć szarość nie sprzyjała robieniu zdjęć, jednak dziś narobiłem ich całkiem sporo. Dobry tripek mi wyszedł.
Oto trasa:
ździsie: Do lasu jedzie Grigor - Dębogóra
aż pachnie z tego zdjęcia
Kałuże
Droga do Pławna
ciek wodny w rezerwacie Jezioro Pławno
paproć leśna
pszczoła to bardzo pracowite zwierzątko - ta siły nie miała na odlot, więc dałem jej okruszek czekolady :-)
Nagrobek w opuszczonym cmentarzy w Głębocku
Przejeżdżając przez przejazd kolejowy w Przebędowie, moją uwagę przykuł ten graf na skrzynce elektrycznej.
polski patent na łatanie dziur na drogach gruntowych - wyjebać 7 taczek cegieł do kałuży......Przebędowo
Pomnik pomordowanych podczas wojny w Trojanowie
w Trojanowie łąkowa sielanka
z Trojanowa dostrzec można Dziewiczą Górę - 18x zoom optyczny :-)
W Trojanowie znajduje się także hodowla bydła w byłym PGRze
Widoczki podczas jazdy z Trojanowa do Kątów
Widok podczas jazdy z Kątów do Wojnowa
Wojnowo - kiedyś była to gorzelnia
Jezioro Wojnowskie skrzętnie kryje się za krzakami
Wyboisty odcinek Małego Pierścienia Rowerowego z Wojnowa do Łopuchówka
Powrót wilgotną puszczą
Kolejny miły dzionek na rowerze, czekam na więcej Słońca....Pozdrower
Nie miałem planów jechać dziś rowerem dystansu >50, ale po uprzednim go wypucowaniu na działeczce naszła mnie tak wielka ochota na przejażdżkę, że w miarę upływających kilometrów apetyt rósł i wyszedł właśnie taki dystans. Początkowo zamiar miałem dojechać tylko do Pobiedzisk nad tamtejsze jezioro i ogólnie zobaczyć co też tam słychać w mieścinie. Jadąc główną, szeroką, asfaltową drogą (co by zaraz nie upieprzyć roweru w błocie po umyciu) w Pobiedziskach byłem nadzwyczaj szybko, dużą zasługą tej wysokiej średniej na tym odcinku był gość na kolarzówce, który w bezczelny sposób mnie wyprzedził :-))) Ja uniesiony dumą postanowiłem posiedzieć mu na kole......z marnym skutkiem, gdyż kolarz ten zasuwał cały czas ok.35km/h, a ja prawie kloca w gacie zrobiłem żeby za nim jechać, aż mnie zaczął brzuch boleć, bo wyjechałem syty jak kleszcz po sobotnim, mamusinym obiadku :-S Kiedy byłem już Pobiedziskach, kolarza nie widziałem na horyzoncie, więc skręciłem do miasteczka na odpoczynek :-)
W Pobiedziskach cisza i spokój, a na Rynku podziwiałem wystawę ze zdjęciami Puszczy Zielonki. Bardzo dbają tam o świadomość mieszkańców na temat przyrody ich otaczającej i za to wielki plus. Jakoś potem brzuch przestał mnie boleć i postanowiłem pojechać nieco dalej i po chwili zawitałem w Lednogórze nad Jeziorem Lednickim. Plaża przygotowana już do sezonu, a na wodzie pływają łódki i rowery wodne. Potem wracając wstąpiłem jeszcze na Pola Lednickie i tamtejszą "Bramę Rybę", zdjęć nie robiłem, gdyż ile można :-))) a poza tym pogoda zaczęła się pogarszać. Będąc ok. 25km. od domu złapał mnie pierwszy deszcz. Zdążyłem schronić się pod wiatą. 10min. później jechałem wilgotnym asfaltem dalej i po kilku kilometrach wjechałem na zupełnie suchy asfalt, czyli wniosek jest taki że deszcz musiał być na prawdę przelotny.
Powietrze było dziś całkiem ciepłe i mimo mokrych gaci, nie odczuwałem większego dyskomfortu. Jednak jakieś 3km. od domu złapał mnie drugi dziś deszcz, który już porządnie mnie zmoczył i w próg domu wszedłem niczym ścierwo :-))) Mimo wszystko fajnie się jechało, dawno nie byłem w lednickich terenach, zapach lata jest na rowerze doskonały, deszcz też nie był zabójczy, a przejechane spontanicznie co bądź kilometry nie poszły na marne :-))))
Taka oto trasa:
i takie oto ździsie: W Pobiedziskach materiały budowlane można nabyć w uroczej ruinie o ironio.
Wystawa fotograficzna nt Puszczy Zielonka na pobiedziskim Rynku
Jadąc dalej zapragnąłem napić się mleka......
Plaża nad Jeziorem Lednickim w Lednogórze
Jezioro Lednickie
W Rybitwach zawsze moją uwagę przykuwa ten oto zabytkowy domek
Imiołki - malutka wieś nad Jez. Lednickim - mam wielki sentyment do tej wioski, gdyż daaaawno temu byłem tu na koloni...
Mokra droga z Kiszkowa do Pobiedzisk - jakiś kilometr dalej było już zupełnie sucho :-)
Krótka przedwieczorna przejażdżka moją ulubioną trasą do tego typu wypadów. Zrobiłem rundkę wokół Jeziora Kowalskiego i wszystko byłoby w porządku, bo mimo braku Słońca, temperatura była całkiem przyjemna, ale zaraz po wyjeździe na niebie zaczęło robić się podejrzanie ciemno. 2 kilometry przed domem zrobiło się już tak ciemno, że z chmur wylały się hektolitry deszczu. Nie pozostało mi nic innego, jak schronienie się pod wiatą, choć i tak byłem już lekko przemoczony. Tak sobie lało i lało i nie przestawało, więc zawdziałem przeciwdeszczówkę i te ostatnie kilometry przepłynąłem po głębokich kałużach i zamiast wioseł używałem nóg.
Taka trasa:
ździsie:
Jezioro Kowalskie - wszystkim dobrze znany widok ze skarpy w Jerzykowie
Tutaj zaś mniej znany widok ze skarpy w Kowalskim
Coś się zbiera
Zaczyna padać
Tymczasowy schron przeciwdeszczowy w Karłowicach
Tym sposobem zaliczyłem dziś pierwszą jazdę w deszczu tego roku :-)
Dojazd do Poznania nad Jezioro Maltańskie, w celu zrobienia dwóch okrążeń wokół jeziora. Na maltańskich ścieżkach duży ruch, bo pogoda dziś była idealna do aktywności. Najbardziej podobały mi się samice na rolkach ;-)
Krótki relaksacyjny wyjazd. Tym razem do Swarzędza ot tak sobie....Jeździłem sobie po tym miasteczku, krążyłem, węszyłem...Niestety oprócz ciekawej wieży ciśnień, Jeziora Swarzędzkiego i pobliskiej doliny rzeki Cybiny, na próżno szukać tu jakiś zachęcających miejscówek dla przeciętnego turysty rowerowego... Może i są w tej mieścinie jakieś atrakcje, jednak historia miasta chyba raczej nigdy nie miała nic wspólnego z turystyką i ogólne wrażenie przejeżdżając je wzdłuż i w szerz mieści się w znanym i lubianym powiedzeniu: "nędza ze Swarzędza" Ja jako turysta zakupowy w Swarzędzu cenię ilość supermarketów na jeden kilometr kwadratowy - są tu chyba wszystkie marki dyskontowe świata i to jedna przy drugiej, a co lepsze to budują się następne :-))))
ździsie:
wieża ciśnień
Ratusz
Jezioro Swarzędzkie - moim zdaniem największa atrakcja turystyczna Swarzędza
zieleń
a to już atrakcja wiejska po drodze......zając szarak na polu we Wierzonce :-)
Na pomysł dzisiejszej wycieczki wpadłem zaraz po przebudzeniu, kiedy przypomniałem sobie że gdzieś niedaleko miasteczka Skoki, rozciąga się przepiękny teren usłany przeróżnej wielkości jeziorami, których naliczyć można tam ok. 17. Przekalkulowałem w myślach dystans, czy aby nie jest to zbyt daleko jak dla mnie na dziś, gdyż dawno nie kręciłem tylu kilometrów i to w większości po wymagającym terenie. Jednak postanowiłem rzucić wyzwanie moim nogom i głowie i wyruszyłem na podbój dwóch uroczych jezior: Rościńskiego i Budziszewskiego.
Trasę do Skoków wybrałem najlepszą jaka mogłem, czyli prościutko przez Puszczę Zielonka, przecinając ją całą wzdłuż na równe połowy. Tym sposobem w Skokach pojawiłem się po około dwudziestu kilku kilometrach. W zanadrzu miałem mapę "Zielonki" która sięga na szczęście tamte rewiry, bo bez niej chyba nie udałoby mi się objechanie tych zbiorników, całych dookoła.
Obrałem dobry kierunek i jadę do pierwszego akwenu, czyli Jeziora Rościńskiego. Jednak zawiodłem się widokami na trasie, gdyż tak niedostępnego jeziora nie widziałem dawno. Zbiornik nie jest mały, bo jego powierzchnia to 77ha, a długość maksymalna to 1415m. Jednak aby dostać się nad jego brzeg, trzeba albo przedzierać się przez trzcinowiska, lub bagna, albo wejść na działkę prywatną. Ja właśnie tak zrobiłem, przejechałem pewien szlaban i poprosiłem właścicielkę o 5 minut na zdjęcia i choć nie są to zdjęcia z najlepszego miejsca, to i tak się cieszę. Za to trasa wokół Jeziora Rościńskiego jest bardzo ciekawa przyrodniczo, ze względu na florę i miłe dla nóg piaszczyste podłoże. Woda jest niestety bardzo słabej jakości, przede wszystkim wizualnej.
Po tej rundce, przyszła kolej na następny wodny rarytas. Nad Jezioro Budziszewskie dostałem się czerwonym szlakiem, prowadzącym wzdłuż lewego brzegu. Szlak ten jest bodajże wędkarskim, dlatego przejezdność w niektórych miejscach była ograniczona np. zwisającymi gałęziami, niezliczoną ilością szyszek i patyków, no i oczywiście bezlitosnym piaskiem. Na szczęście wszystko to było w głębokim lesie i jazda taką ścieżką sprawiała mi frajdę. Przechodząc do sedna, chciałbym podzielić się wrażeniami znad Jeziora Budziszewskiego.....otóż to jezioro jest ZAJEBISTE!!! Określenie to odnosi się bardziej do jego gabarytów: powierzchnia 1,62 km² , wymiary 4,6 × 0,52 km, maksymalna głębokość 14m. Widok tak rozległego zbiornika zrobiła na mnie wielkie wrażenie, szczególnie po dojechaniu na jego koniec, z którego rozciągał sie przepiękny widok na jego całość. Jestem meeeega zadowolony z tego widoku i zarazem zdziwiony, że jako miłośnik dużych jezior, do tej pory go nie odwiedziłem!? Dziwię się do teraz.......
Po tych atrakcjach, aż żal było się zwijać, jednak na liczniku 45km. a do domu następne tyle....ale przecież dam radę, tym bardziej że miłym zbiegiem okoliczności zadzwonił do mnie Piotras :-))) - Latasz? Piotras, jestem w tak zajebistym miejscu..... - Spotkamy się............
Po tym krótkim, acz treściwym dialogu znalazłem się po jakimś czasie z powrotem w Puszczy Zielonka i już w towarzystwie Piotrasa i Jego żony Sylwii przecięliśmy "Zielonkę" w szerz, wyjeżdżając gdzieś w Gminie Kiszkowo. Potem odprowadziliśmy się do Jeziora Stęszewskiego i pomachaliśmy sobie na pożegnanie...Dobrze, że się spiknęliśmy, bo ostatnie kilometry mojej dzisiejszej wycieczki zostały pięknie udekorowane uśmiechami na twarzach :-)
Myślę, że wystarczy tego pisania, więc zapraszam do zapoznania się z przebiegiem trasy na mapce:
A oto ździsie:
Jazda przez Puszczę Zielonka, widziana sprzed mojego kokpitu :-)
Szynobus pędzący z Wągrowca do Poznania.
Owce w Szczodrochowie
Kładka przed Jeziorem Karolewskim w Skokach
Jezioro Karolewskie - niesamowicie czysta woda!
Poniżej zamieszczam zdjęcia z trasy wokół Jeziora Rościńskiego:
Mała Wełna
A teraz kolej na zdjęcia z trasy wokół Jeziora Budziszewskiego
A poniżej to już zdjęcia z powrotu w towarzystwie Piotrasa i Sylwii do domu.
Państwo Ziętkowie i Grigori :-)
Bocian biały :-)
Do jazdy po Puszczy Zielonka najlepsze są konie biologiczne
Okolice Kiszkowa
W Turostówku unosił się piękny zapach tych żółtych kwiatków.
Super wypad sobie dziś zrobiłem. Cieszę się, że odkryłem nowe ścieżki, de facto w niedalekiej odległości od mojego domu...Pogoda piękna, opaliłem się na kolarza :-) Miłe spotkanie z Ziętkami i dobre 8 dych w nogach dziś. Polecam odwiedzanie okolic Skoków, a przede wszystkim tamtejszych jezior - są na prawdę malownicze. Dziękuję za uwagę i do następnego :-)
Tak się jakoś złożyło, że gość o wdzięcznej ksywie Rolnik, zapragnął poznać mnie i mojego przyjaciela Piotrasa i przy okazji rypnąć się z nami po Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka. Skonsultowałem temat z sarbinowskim ziomalem i dogadaliśmy czas i miejsce zbiórki - oczywiście byliśmy "za" bo co nam szkodzi poznać rzekomego Rolnika z bikestats. A nóż okaże się wporzo gościem......
Dzień okazał się być wymarzonym do jazdy rowerem i zdaje się, że jakaś siła wyższa ukierunkować chciała Nas na miłe przyjęcie nowo poznanego gościa z Krzyżownik bodajże, i powiem jedno.....nie trzeba było mydlić oczu piękną aurą mi i Piotrasowi, bo gościu okazał się być thebeściakiem :-) Pierwsze wrażenie - swój koleś!!!! :-))) Pewnie będziesz to czytał Mateusz, więc się ciesz, bo wjechałeś do grona elitarnego ;-) Piotras&Grigor to znana marka :-)))
Ale przejdźmy do sedna, czyli celu spotkania. Puszcza Zielonka - kochamy ją wszyscy. Jest taka piękna, leśna, świeża i niesamowicie pachnąca! Uwielbiamy ją wszyscy, kochamy i szanujemy. Rolnik chyba też pokochał jak własne pole. Zwiedziliśmy kilka fajnych miejscówek jak choćby: "Klasztorne modrzewie", Dąbrówkę Kościelną, Głęboczek,, okolice Jeziora Leśnego, Łopuchówko, żwirownie w Sławicy, piękną osadę w Dzwonowie Leśnym, Zielonkę i jej Arboretum, Florydę i lasy, lasy, lasy, lasy, lasy.....
..........się okazało, że Mateusz to encyklopedia wiedzy o piwie - słuchaliśmy jego piwnych opowieści z takim zaciekawieniem, jak na pierwszych lekcjach "przygotowania do życia w rodzinie" w podstawówce. Ma on tak szeroką wiedzę w tym temacie, że zapisuję go grona ekspertów w danej dziedzinie :-)
Piękny wypad nam wyszedł i cieszę się, że mogłem Mateuszowi pokazać kilka ciekawych miejsc w moim ukochanym kompleksie leśnym. Sam nie odczułem znojów tej wycieczki, a w terenie wyszło ponad 5 dyszek. Drogi leśne były wilgotne, przez co nie grzęźliśmy w piaskach, a korony drzew dawały nam ukojenie przed żarem lejącym się z nieba, ale mimo to pojawiła się pierwsza w tym roku "kolarska" opalenizna :-)))
Cieszę się niezmiernie, że wyszedł nam ten dzisiejszy trip. w końcu pojeździłem po jedynym, słusznym terenie z Piotrasem i poznałem ziomka Mateusza vel Rolnika, który jak się okazało nadaje na tych odpowiednich falach :-)
ździsie:
Kościół w Uzarzewie
To fioletowe pole to facelia, a chłopaki się smarują. Okolice Kołaty.
Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie
Nasze wspólne zdjęcie nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim
Jeden z wielu, ponad 40 metrowych modrzewi w rezerwacie "Klasztorne Modrzewie"
Klasztorne Modrzewie w Puszczy Zielonka
Jazda po lesie
Głęboczek
Wąwozem przy Jeziorze Leśnym
Padalec zwyczajny
Jezioro Leśne
Jezioro Leśne
Oto placek żony Piotrasa - Sylwia nawet nie wiesz jaka nam radość sprawiłaś!!!!!
Okolice Jeziora Gackiego
Piaszczyste drogi w Sławicy
Takie oto klasyki się marnują....
Żwirownia w Sławicy
Dzwonowo Leśne - jabłonka i stodoła.
W Zielonce zrobiliśmy sobie piknik w Arboretum.
Nad Jeziorem Miejskim w Okońcu było dziś sporo plażowiczów.
Dziękuję Wam meny za ten piękny rowerowy trip i trzeba myśleć o następnym :-)
Dziś zwykły dojazd do pracy, z tą różnicą że powrót przebiegł troszkę okrężna drogą. Zawsze po pracy noga słabo podaje i te 3 dyszki w zupełności mi dziś wystarczyły :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017