Wycieczka po Powidzkim Parku Krajobrazowym, okraszona została letnimi barwami żółtych łanów zbóż, błękitem tafli jezior, zielenią lasów, czerwienią naszej skóry i zachodu słońca, ale także niemałym zmęczeniem, choć dystans wcale nie był tak wielki. Grzejące słońce zrobiło jednak swoje i po kilkudziesięciu kilometrach jazdy po czarnych asfaltach odebrało nam sporo siły. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ odwiedziłem tego dnia nieznane tereny, a to na rowerze lubię najbardziej.
Powidzki Park Krajobrazowy zaskoczył mnie przede wszystkim infrastrukturą turystyczną i letniskową. Kilka kąpielisk robi wielkie wrażenie i można poczuć się jak na wczasach nad morzem. W ogóle jeziora są tu czyste jak rzadko gdzie w Polsce. W dodatku Jezioro Powidzkie to największe i chyba najgłębsze jezioro w Wielkopolsce, jego głębokość maksymalna to 46 m.
trasa:
ździsie: Na drogach rządzą kombajny.
Akuku!
sarna
Wiatrak koźlak w Budzisławiu Kościelnym.
Wilk w herbie Wilczyna.
Plaża w Przyjezierzu.
Jezioro Ostrowskie
Kochowo
Jez. Powidzkie jest wielkie - szczególnie polecam widok z Giewartowa.
Bliskość wojskowej bazy lotniczej w Powidzu, obfitowała w ciekawe widoki na niebie: Mig 29
Zawitaliśmy na kilka dni nad Jeziorem Powidzkim, w Giewartowie. Nic nie stało na przeszkodzie, aby pojeździć tam na rowerach, więc zaplanowaliśmy sobie dwie wycieczki. Na pierwszą wybraliśmy plan objechania całego jeziora dookoła. Już kiedyś objechałem to jezioro rowerem, jednak mało co pamiętam, dlatego teraz nadszedł czas na odświeżenie w pamięci tamtych fyrtli. Jak się okazało, lekko nie było bo prawie połowę trasy stanowiły drogi piaszczyste, a duszne powietrze nie ułatwiało zadania. Jednak jakoś parliśmy do przodu i te prawie 4 dyszki wokół całego jeziora, były dobrym wstępem do kolejnej wycieczki, już nieco dalej. Tymczasem zapraszam do fotorelacji:
mapka:
ździsie: Piaszczystych dróg nie brakowało. Okolice Lipnicy.
Historyczna granica w Anastazewie między zaborem rosyjskim i zaborem pruskim istniała do 1919 r.
plaża w Anastazewie
Odcinek szutrowy w Ostrowie. Po prawej widać fragment nieużywanej wąskotorówki.
Widok na Jezioro Powidzkie z głównej plaży w Powidzu.
Hercules
Tego dnia mieliśmy barwny zachód słońca nad Jeziorem Powidzkim.
Szybko się przyzwyczaiłem do jazdy pod górkę z prędk. 9km/h i przełożeniu 1x1, wystarczyło kilka dni w górach. Dziś kiedy pojechałem na wycieczkę do płaskiej Puszczy Zielonki, zauważyłem jak tutaj się lekko jeździ. To jest chyba normalne odczucie każdego, kto z płaszczyzny jedzie w góry i potem wraca na płaskie. Jak ja się cieszyłem, że mogę wrzucić 3 z przodu i 7 z tyłu i jechać ponad 20km/h po lesie :-))) No może jedynie górek troszkę brakowało, ale nasz las też ma w sobie coś pięknego i mnie ten widok na prawdę bardzo ucieszył. Oczywiście jechałem w towarzystwie Ani.
leśne ździsie: Puszcza Zielonka - ten zapach, szum, śpiew ptaków, piach, chłód i zwierzęta - pięknie!
Puszcza Zielonka
Wystarczyło wjechać nieco głębiej i już na przywitanie wychodzą zwierzęta - tutaj łania daniela.
Ps. przy okazji urlopu przeczytałem 2 książki. Paragraf 22 i Czarnobyl - spowiedź reportera. Obie to miazga! Tę drugą przeczytałem w 2 godziny. Polecam.
Ostatni dzień urlopu w Górach Sokolich poświęciliśmy na wyprawę pieszą na dwie urocze góry, tzw. "Cycuchy", czyli Krzyżną Górę (654 m n.p.m.) oraz Sokolik (642 m n.p.m.). Wspinaczkę zaczęliśmy u podnóża Krzyżnej Góry, zahaczając o schronisko Szwajcarka, zbudowanej w stylu tyrolskim. Wędrówka prowadziła dobrze oznakowanymi szlakami, dość dużym nachyleniem, wśród lasów świerkowych, głazów i dostarczyła wielu pięknych widoków, zarówno po drodze, jak i na szczytach obu gór. Góry Sokole w Parku Krajobrazowym Rudawy Janowickie pozostaną w naszej pamięci, jako cudowny zakątek który wszystkim polecamy odwiedzić.
Piąty dzień był ostatnim rowerowym dniem i mieliśmy ochotę na lekki odpoczynek od podjazdów, dlatego obraliśmy kurs w okolice Zbiornika Sosnówka. Tam rzeczywiście było nieco lżej do kręcenia, ale za to w Jeleniej górze spotkał nas rzęsisty deszcz i powrót do Bobrowa przez całą Jelenią Górę w kałużach sprawił nam delikatne utrudnienie - z lajtowego wypadu zrobiła się znów ciężka przeprawa. Góry nie dały nam chwili wytchnienia na rowerach :-) Po drodze oprócz tytułowego Zbiornika Sosnówka widzieliśmy wiele pięknych widoków na Karkonosze.
trasa:
Oto kilka widoków: pałac w Staniszowie
Sztuczne ruiny zamku Henryka w Sosnówce.
Zbiornik Sosnówka
Tama na Zbiorniku Sosnówka.
Zamek na Górze Chojnik.
Zamek Chojnik nieco bliżej.
Widoczne dawne schronisko nad Śnieżnymi Kotłami w Karkonoszach.
Czwartego dnia udaliśmy się do Kolorowych Jeziorek. Są to 4 stawy u podnóża Wielkiej Kopy (871 m n.p.m.) Charakteryzują się barwą, wynikającą ze składu chemicznego podłoża na jakim się znajdują. Miejsce godne polecenia, choć na nas nie wywarło aż tak wielkiego wrażenia, w przeciwieństwie do morderczych podjazdów, które już taaaaaak :-S. Zresztą byłem tak zmęczony po dojechaniu w to miejsce, że usiadłem na ławeczce, zjadłem pajdę chleba ze smalcem i nigdzie już mi się chodzić nie chciało - wysłałem Anię, żeby zdjęcie zrobiła ;-)
To była arcy-ciężka wyprawa. Tego dnia pokonać musieliśmy tak wiele podjazdów, że nogi z wysiłku zaczęły nam drżeć. Szczególnie w pamięci pozostanie nam podjazd Przełęczą Rędzińską, gdzie rowery musieliśmy pchać tak długo i mozolnie, że w pewnym momencie oboje zwątpiliśmy czy damy radę fizycznie tak dalej tyrać....Jakoś daliśmy radę. Na dowód tego przewyższenia niech będzie nasza średnia wycieczki oraz mój Vmax z górki, kiedy zjeżdżaliśmy z Przełęczy Rędzińskiej prawie 70km/h z palcami na hamulcach!!!
Park Krajobrazowy Doliny Bobru był naszym celem trzeciego dnia. Rzeka Bóbr wije się przepięknym terenem, w dolinie otoczonej zalesionymi wzniesieniami. Brzegiem wiedzie szlak rowerowy i można komfortowo przemierzać tę piękną krainę, podziwiając okoliczności przyrody oraz różnego rodzaju budowle hydrotechniczne jak np. elektrownie wodne, czy zapory. Zresztą co ja będę się rozpisywał - powiem tylko, że Park Krajobrazowy Doliny Bobru powinien być obowiązkiem do odwiedzin, bo jest tam tak pięknie.
Oto trasa:
Oczywiście sam park krajobrazowy trzeba zobaczyć, ale po drodze było tak dużo innych atrakcji, że nie sposób tego wymienić i zdecydowanie polecam każdemu powtórzenie powyższej trasy i zobaczenie tego na własne oczy. Tymczasem parę zdjęć: Mural na jednym z bloków w Jeleniej Górze, poświęcony pamięci Miedzianki.
Jelenia Góra
Wieża widokowa na Wzgórzu Krzywoustego w Jeleniej Górze.
Na wieży widokowej podziwiamy panoramę Jeleniej Góry oraz Karkonoszy.
Jelenia Góra
Most kolejowy nad Bobrem.
Malownicza droga rowerowa wzdłuż Bobru.
Park Krajobrazowy Doliny Bobru - widok na Bóbr ze schroniska Perła Zachodu.
Schronisko Perła Zachodu nad Bobrem
Park Krajobrazowy Doliny Bobru
Perła Zachodu
Wieża Rycerska w Siedlęcinie
Zapora i elektrownia wodna na Bobrze we Wrzeszczynie.
Jezioro Wrzeszczyńskie
Brukowany zjazd do Pokrzywnika.
Potężna zapora na Jeziorze Pilchowickim w Pilchowicach.
Drugiego dnia pojechaliśmy nieco wyżej. Głównymi przystankami po drodze były Kowary i Karpacz. Jak zwykle dużo podjazdów, ale i zjazdów. Wiele pięknych widoków, górskich dróg rowerowych i przełęczy. Każdy kto był w Karpaczu, powie że to pięknie usytuowana miejscowość. Zwiedziłem Karpacz na rowerze i z tej perspektywy podobało mi się bardziej, choć lekko nie było.
Trasa wycieczki:
W drodze do Kowar i Karpacza, kierowaliśmy się szlakami rowerowymi i po drodze cieszyliśmy oczy takimi widokami: sudecka architektura
Urlop na rowerze czas start. Tego roku postanowiliśmy eksplorować Sudety Zachodnie, a konkretnie okolice Jeleniej Góry. Na miejsce wypadowe wybraliśmy Bobrów u podnóża Gór Sokolich w Parku Krajobrazowym Rudawy Janowickie. Oto mapka z trasy pierwszego, zapoznawczego dnia:
Każdego dnia wyruszaliśmy z duszą na ramieniu, obawiając się morderczych podjazdów, których w tych okolicach było bardzo dużo, a my Wielkopolanie - przyzwyczajeni do płaskiej rekreacji, przy każdym takim podjeździe dostawaliśmy ostro w kość. Jednak jakoś człapaliśmy się po tych górach, podziwiając przepiękne krajobrazy i wykręcając niebotyczne średnie podczas wycieczek - ok.12km/h :-)))
Jednak tereny, które zwiedziliśmy były tak urokliwe i niepowtarzalne, że cały nasz wysiłek włożony w ich pokonywanie złożył się na końcu w ogromną satysfakcję - satysfakcję, że byliśmy tam na rowerach.
Miejsce wypadowe mieliśmy tuż u bram okazałego pałacu w Bobrowie. W ogóle zdziwieni byliśmy faktem, że w tamtych okolicach, niemalże w każdej miejscowości znajdowały się jakieś pałace, zamki, czy ruiny. Bogaty historycznie obszar. Pałac w Bobrowie
Jednym z celów było odwiedzenie Miedzianki. Miasta z tragiczną historią, które to przed kilkudziesięciu laty zostało zupełnie zmiecione przez ówczesne władze z powierzchni ziemi, a liczyło sobie kilkanaście tysięcy mieszkańców. Wszystko to, za sprawą rabunkowej eksploatacji rud uranu i innych metali pod powierzchnią miasteczka. Domy zaczęły się sypać, zawalać, a mieszkanie w tej okolicy okazało się śmiertelnym zagrożeniem. Dziś oprócz asfaltowej drogi, ruin starego browaru, kilku domów, kościoła i nowego browaru nie stoi tam nic. Mieszkańcy Miedzianki zostali przeniesieni do dzielnicy Zabobrze w Jeleniej Górze, gdzie na jednym z bloków, namalowany został piękny mural ku pamięci Miedzianki. Mural przedstawię we wpisie z wycieczki do Doliny Bobru. Nowy browar w Miedziance.
Góry Ołowiane
Widok z Mniszkowa na Góry Sokole.
Miedzianka - Mniszków
Widok z Mniszkowa po długim podjeździe.
Skała Piec w Rudawskim Parku Krajobrazowym.
Na Piec można wejść. Widok z tej skały zapiera dech w piersi.
Dojazd do pracy komfortowy, mimo że na termometrze ledwo 12*C, a na rękach pojawiła się gęsia skórka. Na powrocie za to 25*C i umówiony byłem na przejażdżkę z Piotrasem. Dojazd w umówione miejsce przebiegał drogami polnymi jakieś 15km, a potem już wspólne kręcenie po terenowych ścieżkach i miła pogaducha. Piotras trzyma wysoką formę i dziś oglądałem mu plecy na zjazdach i podjazdach. Fajnie było znów się spotkać, choć na krótko.
kilka ciekawych ździsiów: Spotkana o poranku Skoda serii 182 w Pobiedziskach.
Takie widoki z okna w pracy.
Złote łany w Katarzynkach (gmina Swarzędz). Żniwa tuż tuż.
Jakiś pożar na horyzoncie w gminie Pobiedziska.
Piękny widok i zapach w Gwiazdowie (gmina Kostrzyn).
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017