W miejsce zajechanej po krótkim czasie opony Continental Race King, założyłem dziś w ramach eksperymentu nową oponę Specialized Fast Track i zrobiłem sobie trening testowy. Poprzednia opona Continentala posiadała świetne właściwości jezdne, jednak słaby oplot bocznych powierzchni powodował u mnie pękanie materiału po stosunkowo krótkim czasie jeżdżenia, co powodowało przykre bicie całego koła. Natomiast opona Speca ma bardzo podobny protektor do Race King i w dodatku jest w rozm. 2.0 co bardzo mi odpowiada. Jak długo mi wytrzyma, to się okaże ale po dzisiejszym teście zarówno na asfalcie jak i w terenie jej niskie opory toczenia, przyczepność i wygląd bardzo mi odpowiadają.
Pojechałem dziś do Pobiedzisk nad Jezioro Biezdruchowskie, gdzie odnalazłem krótki, ale całkiem stromy podjazd, tam test przyczepności opony Specialized wypadł wyśmienicie, potem do Jerzykowa nad Jezioro Kowalskie i jazda po tamtejszym singlu, gdzie trochę lawirowałem szaleńczo między drzewami, ale dziś kąpieli nie zaliczyłem. Na końcu powrót drogami leśno-polnymi do mojej Wierzonki.
Piękna pogoda potęgowała doznania, jedynie chmary komarów obsiadających mi nogi na leśnych postojach dawała mi w kość. Ale całkiem fajnie się dziś śmigało.
Po zmianie roweru na GT dokończyłem założone na dziś cele, czyli objazd Jeziora Swarzędzkiego, potem jazda ścieżką dydaktyczną w Dolinie Rzeki Cybiny, gdzie podziwiałem piękne mokradła okraszone donośnym krzykiem wszelakiego ptactwa i płazów. Po wyjeździe ze wspomnianej doliny, pokierowałem się przez Uzarzewo posiedzieć przy brzegu tamtejszego jeziorka - Jeziora Uzarzewskiego.
Trasa i tempo idealnie wkomponowały się w specyfikę niedzielnej wycieczki, gdyż było spokojnie, krótko i cele były ciekawe. Pogoda tylko troszkę nie teges i ciężko było dobrać odpowiedni strój. W bluzie troszkę był mi za ciepło, więc o szarżowaniu mowy nie było. Myślę, że trasa, którą dziś pokonałem doskonale nadaje się na taki rodzinny wypad rowerowy dla mieszkańców Gminy Swarzędz, dlatego zachęcam do wycieczek :-)
Kilka ujęć:
Jezioro Swarzędzkie
Promenada przy brzegu Jeziora Swarzędzkiego, to moim zdaniem jedno z najładniejszych miejsc do aktywności fizycznej w Swarzędzu.
Dolina Rzeki Cybiny z kolei dla mnie to zdecydowanie atrakcja turystyczna nr1 w Swarzędzu.
Dolina Cybiny ciągnie się daleko i daleko....dzika przyroda rządzi się tu swoimi prawami.
Ze ścieżki dydaktycznej podziwiać można takie widoki.
Końcówka ścieżki prowadzi m.in. takimi leśnymi zakamarkami.
Jezioro Uzarzewskie
Nie znam się na ptakach wodnych, ale to chyba para gągołów na Jeziorze Uzarzewskim.
Długo zbierałem się na rower, gdyż odsypiałem zarwaną noc i w pełni wypoczęty byłem po 15:00. Daleko nie zajechałem, bo po ok.3km rower zaczął mocno pływać i w tylnej oponie delikatnie mówiąc powietrze się zredukowało :-) Zaraz zrobiłem nawrót, bo do domu daleko nie miałem. Dopompowałem i jakoś dojechałem i szybko zmieniłem rower.
A z ciekawostek, to w mojej wiosce Wierzonce nareszcie chłopaki mogą bezstresowo pograć w piłkę, bo zaniedbane przez wiele lat boisko zostało w końcu doprowadzone do stanu użyteczności, za co należą się wyrazy podziękowania dla ludzi w to zaangażowanych, m.in. Pani Sołtys - dobrze, że dba Pani o kulturę fizyczną mieszkańców wioski.
Dnia dzisiejszego Swarzędzkie Centrum Sportu i Rekreacji zorganizowało rajd inaugurujący sezon rowerowy 2014, na który wybrałem się wykorzystując wolny poranny czas, na zaproszenie znajomego Sławka ( swajBIKETeam ) - jednego z organizatorów tej imprezy, który parę dni temu dał mi cynka.
Na start podjechałem nie znając nikogo, jednak od razu wyhaczył mnie Sławek i tak poznałem na żywo swarzędzkiego rowerzystę. Potem chwilka na sprawy organizacyjne, nawet udzieliłem krótkiego wywiadu dla swarzędzkiej TV :-) i ruszamy spokojnym tempem ścieżkami rowerowymi, najpierw dookoła Jeziora Swarzędzkiego, przez Gruszczyn, Ligowiec i przekraczając drogę nr5 w Janikowie zmierzaliśmy ku Wierzenicy. W rajdzie udział brało wiele rowerzystów i rowerzystek, w przeróżnym przedziale wiekowym, dlatego wraz ze Sławkiem dostaliśmy wytyczną od koordynatora
Pawła Bociana , aby tempa nie forsować dlatego jazda była iście sielankowa :-)
Był czas na poznanie kilku fajnych osób, choć ja jako nowicjusz w tej imprezie troszkę stałem na uboczu ;-)
We Wierzenicy odbiłem troszkę okrężną drogą do domu i pożegnałem rajdowiczów.
W takich rajdach podoba mi się to, że ludzie są tacy otwarci do siebie i to bez względu na wiek, czy status w społeczeństwie. Tutaj nie liczy się nic oprócz spędzenia aktywnie czasu, wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach i nawet ja, który na co dzień preferuję nieco bardziej wymagającą jazdę, czułem się tam wspaniale i na pewno w ramach odskoczni pojadę zrelaksować się na taki rajd następnym razem :-)
Zazwyczaj w dni powszednie, po pracy załapuję tzw. "zmułę" szczególnie gdy usiądę w fotelu. Dziś aby zapobiec temu zjawisku fizjologicznemu, od razu po pracy i uprzednim naładowaniu żołądka wsiadłem na rower w towarzystwie taty. Stwierdzam, że to było świetne posunięcie, gdyż w jednym momencie wszelakie zmęczenie minęło i po przekręceniu korbą wstąpiły we mnie siły i rześkość umysłu :-)
Jazda typowo relaksacyjna w większości po spokojnych asfaltowych drogach, choć mógłbym nazwać to fachowo treningiem tlenowym, gdyż praktycznie cały czas jechaliśmy równym tempem, a przerwa była tylko jedna na zdjęcie. Towarzystwo ojca jak zwykle pozytywne. Nie zabrakło także odrobinki terenowego pomykania, ale bez szaleństw oczywiście - no może raz w grząskim, piaszczystym podłożu nieopodal Jeziora Kołatkowskiego, gdzie chciałem troszkę depnąć i niespodziewanie wypiął mi się blok SPD z pedała i solidnie jebłem kostką o twardy pedał i boli do teraz. Najważniejsze, że zaczynam się ruszać powoli i chcę tak dalej :-)
Dziś było naprawdę ciepło, a na niebie kłębiły się burzowe cumulonimbusy, bardzo przyjemna aura przekonała mnie do przetestowania krótkiego stroju z Lidla, kupionego niedawno. Oceniam go dobrze, do jazdy spokojnej nadaje się bez gadania, choć wkładka w spodenkach mogłaby być wszyta nieco wyżej, jeśli chodzi o koszulkę, to też jest w porządku, ale mam rozmiar za dużą. Strój z Lidla do spokojnej jazdy wokół komina się sprawdzi, do maratonów jednak lepiej zaopatrzyć się w szpeje wyższego gatunku.
Sielski klimat nad Jeziorem Kołatkowskim w Stęszewku.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak cisnąłem że na wargi spadały mi krople potu z czoła. Ale dziś właśnie tak było, choć mogłem pocisnąć jeszcze mocniej. Potrzebowałem się wyżyć, bo w czarnej dupie jestem od jakiegoś czasu rowerowo i nie tylko. Pojechałem do Pobiedzisk i z powrotem....
Tymczasem miłego powrotu do rzeczywistości życzę jutro :-)
Krótki wyjazd z tatą do sąsiedniej gminy, zobaczyć Jezioro Góra położone w dolinie rzeki Cybiny. Dzisiaj troszkę cieplej niż wczoraj, ale wiatr wiał jakby silniej, jednak nie przeszkadzało to w jeździe w krótkim zestawie ubrania.
Nie możemy nadziwić się z tatą podczas jazdy, jak ta cała zieleń szybko rozkwitła w tym roku.
Wychodzi na to, że w przyrodzie nic się nie marnuje, to co zostanie jednego roku odebrane, wróci się w przyszłości z naddatkiem.
W galerii nie mogłem powstrzymać się przed pokazaniem wam mojego kota Lelocha, który dziś wyjątkowo świątecznie żegnał mnie przed wyjściem na rower, w taki oto sposób :-)
Dzisiaj kolejna sobota z niesamowicie piękną pogodą, dlatego korzystając z wolnego i chęci wybrałem się wraz z tatą i bratem Wojtasem na wycieczkę w rewiry gmin: Kiszkowo i Skoki.
Testowałem przy okazji nowe buty SPD, z których jestem bardzo zadowolony.
Dzisiejsze jeżdżenie to była czysta przyjemność. Te kolorowe, ukwiecone wioski, pola i lasy. Było też bardzo ciepło i wiało ze wschodu, co raczej w naszych stronach często się nie zdarza. Z powrotem praktycznie całą drogę mieliśmy dzięki temu z silnym wiatrem w plecy i dużo siły w pedałowanie wkładać nie musieliśmy.
Z ciekawszych miejsc turystycznie zaliczyć mogę dolinę rzeki Małej Wełny, drewniane kościółki np. w Jabłkowie, Raczkowie, czy Kiszkowie, teren ostoi ptactwa wodnego nieopodal kiszkowa. Ale jak wiecie mnie podoba się przyroda ożywiona, dlatego cieszył mnie widok, biegających saren, krążących nad głową bocianów, myszołowów, pełzających zaskrońców.
Świetnie spędzony czas z rodzinnymi bikerami.
Przebieg trasy poniżej:
Wstawiam też zdjęcia tradycyjnie:
Jest weekend, jest wolne, jest pogoda, to trzeba było dupsko ruszyć. Kolejny raz na wycieczkę pojechał ze mną tata :-) Dziś miał być taki delikatny przejazd po okolicy, bez większych planów i w sumie rzeczonych planów na drogę nie mieliśmy, ale dystans wyszedł całkiem spory. Wyszło to przede wszystkim z pięknej pogody, która tak koloruje nam ostatnio weekendy. Jechaliśmy po prostu przed siebie, obierając kurs na południowe krańce Gminy Swarzędz, aby potem "przeprysnąć" przez takie gminy jak: Kleszczewo, Kostrzyn, Nekla, Czerniejewo i Pobiedziska. Jechało się przyjemnie, szczególnie gdy Słońce wychodziło zza chmur i grzało ciepłymi refleksami. Jak wyglądała trasa, to można zobaczyć poniżej:
Poza tym oprócz pięknej pogody, cieszyliśmy się takimi widokami jak niesamowite drzewo magnolii kwitnące w Kleszczewie, pałac w Gułtowach, dywany kwiatów na leśnych polanach przy drodze z Nekli do Czerniejewa, ale także śpiew skowronków i biegające po zielonych polach zające :-)
Resztę dopowie kolorowa historyjka:
Kwitnąca magnolia w Kleszczewie
Na polskiej wsi nie brakuje kreatywnych gospodarzy - rower na płocie cieszył oko.
Stary poczciwy Ursus zbierał kamienie na polu
Pałac w Gułtowach należący do Uniwersytetu Adama Mickiewicza.
Bikestats :-)
Między polami drogi były błotniste. Gułtowy - Stroszki.
Dnia dzisiejszego wraz z ojcem pojechałem na wycieczkę do Lednickiego Parku Krajobrazowego. Wyruszyliśmy o 10:00 rano i było troszkę chłodno, ale z minuty na minutę robiło się coraz cieplej, dlatego jazda sprawiała wielką przyjemność. Jak zwykle trasę wybierałem tak, aby uniknąć większego ruchu i zgiełku, tylko my, rowery i przyroda. Zapowiadała się piękna wycieczka.
Na początek było trzeba dojechać do Lednicy, co zajmuje nam większość dzisiejszej trasy, gdyż nad Jezioro Lednickie od domu mamy ok.30km. Po drodze widoki prawdziwej wiosny, wszystko kwitnie, robi się zielono, ładnie pachnie i tętni życie.
Napotkany w Kołacie dorodny indyk
Kwitnące drzewa przy drodze z Kołaty do Jerzyna
Zając szarak na polu w Węglewku, a w oddali Pobiedziska
Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów po leśno, polnych drogach docieramy do Lednickiego Parku Krajobrazowego i od razu kierujemy się nad moje ulubione jezioro. W Lednogórze zatrzymujemy się na plaży i robimy sobie przerwę na ławeczce, przygryzając czekoladę, podziwiamy spokojną taflę Jeziora Lednickiego. Jezioro rynnowe powstało na skutek polodowcowej erozji wód i ciągnie się na długość 7,3km. Jego maksymalna głebokośc to 15m. Prawdopodobnie w tym zbiorniku Mieszko I przyjął chrzest, czyniąc nasz kraj chrześcijańskim. Tak to właśnie tutaj :-)
Plaża w Lednogórze nad Jeziorem Lednickim
Zabytkowe wiatraki po drugiej stronie Jeziora Lednickiego
Na wodzie obserwowani byliśmy przez ptactwo wszelakiej maści, to chyba łyska.
A to właśnie my razem
W Lednogórze tuż przy jeziorze, znajduje się także neogotycki kościół, który wzniesiony został stosunkowo niedawno, bo na początku XX w.
Po chwili spędzonej w Lednogórze, ruszamy dalej okrążając Jezioro Lednickie i w miejscowości Waliszewo postanawiam pokazać tacie odwiedzone przeze mnie tydzień temu najwyższe wzniesienie Parku Krajobrazowego - Wzgórze Waliszewskie 121m.n.p.m. Tam w akompaniamencie śpiewu skowronków robimy sobie krótką przerwę na drożdżówę - a jak :-)
W Dziekanowicach przywitani zostaliśmy przez uśmiechniętych Piastów.
Wzgórze Waliszewskie w kwietniu
...się cieszyłem :-)
Popas na wyżynach :-)
Następnie kierujemy się na Pola Lednickie, odwiedzić słynną Bramę III Tysiąclecia "Ryba" Piękną pogodę mieliśmy :-)
Drewniany kościół w Waliszewie z 1759 roku. Niestety niezagospodarowany.
Brama III Tysiąclecia na Polach Lednickich oraz głaz upamiętniający korzenie naszego kraju.
Na Polach Lednickich w pewnym zagajniku, znaleźć można takie oto krzyże z zawieszonymi nań kluczami. Nie wiem o co w tym chodzi...
Na koniec obraliśmy kurs do domu i znowu jechaliśmy polno - leśnymi drogami, podziwiając uroki wiosny. Widzieliśmy nawet duże stado danieli odpoczywających na polu. Prawie jak safari :-)
Droga polna ze Skrzetuszewa do Latalic.
Perlice
W Podarzewie stogi siana ogromne jak blokowisko.
Stado danieli na polu w Kowalskim. Daniele
Na sam koniec wrzucam zdjęcie z otwartego dziś Tymbarku - przepowiednia jakaś, czy co :-)))
Nie odkładaj nic na później.....hmmm - przecież wiem!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017