Wyjazd przed 20:00, gdyż dopiero wtedy znalazłem trochę czasu na rower. Wieczorami robię sobie takie małe treningi, aby mieć siły na długie wycieczki kiedy jest widno :-) Troszkę w nogi poszło i w tym miesiącu przekroczyłem 1000 kilometrów :-) A trasa taka jak wczoraj, czyli asfaltowe kółko po gminach: Pobiedziska i Swarzędz. Dziś było nieco cieplej niż wczoraj i wiatr wyczuwalnie słabszy, przez co jechało się bardziej przyjemnie.
Asfaltowe kółko przez Karłowice - Kowalskie - Jerzykowo - Biskupice - Jankowo - Sarbinowo - Łowęcin - Swarzędz - Gruszczyn - Kobylnicę i Wierzenicę do Wierzonki. Wyjechałem lekko przed 20:00, większość trasy z wiatrem w plecy, skąd dobra średnia. To na tyle :-)
Na rower wyszedłem o zachodzie Słońca i po pół godzinie jechałem po ciemku i w zimnym wietrze. Musiałem dziś zażyć troszkę ruchu po prostu.
Dziś dotarła do mnie przesyłka z moim strojem bikestats od BCM nowatex. Bardzo jestem zadowolony z kompletu. Prezentuje się wspaniale, a i materiały użyte do produkcji stroju są na bardzo wysokim poziomie. Z rozmiarówką wyszło całkiem przyzwoicie, tylko koszulka mogłaby być lekko ciaśniejsza. No i ten indywidualny napis "GRIGORI" ale jestem dumny teraz :-) Jeśli jakiś bikestats'owicz ma chrapkę na taki strój, to rusza druga tura zamówień, więc streszczać się bikerstwo!
Tak to się prezentuje:
Dziękuję wszystkim, którzy włożyli trud w organizację tego super pomysłu, a w szczególności Kubie - kawał dobrej roboty!!!
Najpierw troszkę w teren z zupełnie przypadkowo spotkanym małżeństwem - Piotrkiem i Sylwią , którzy akurat przejeżdżali przez Wierzonkę. Przejechałem się z nimi po lekko wilgotnych drogach Puszczy Zielonka, aby następnie odbić, kiedy skręcili na Pławno. Ja wybrałem dojazd do najwyższego wzniesienia Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka. Na Dziewiczej Górze odwiedziłem ziomka, co tam sobie wśród drzew mieszka i potem podjechałem pod killera i przyznam, że killera połknąłem jak bułkę z masłem, nawet się specjalnie nie męcząc przy tym. Na prawdę czuję się silny jak tur! Na samym szczycie górki, turystów jak mrówek, wieża widokowa otwarta, przepiękna wręcz wiosenna pogoda spowodowała, że na ścieżkach ciężko było przecisnąć się między spacerującymi ludźmi. Jednak troszkę udało mi się poszaleć na singlach. Potem strzałka do domu na łyk rosołu i w towarzystwie brata Wojtasa, przejechałem się nad Jezioro Kowalskie. Pogoda dziś to prawdziwa wiosna. Termometr wskazywał nawet 14*C w Słońcu i wykorzystałem ten dzień całkowicie na rowerowy relaks i jest dobrze :-)
Kilka zdjęć z dziś:
Piotras i Sylwia na skraju Puszczy Zielonka Terenowa prosta z Klin do Kicina Dziewicza Góra - kiedy ja pod killera podjechałem, jakiś młodzieniec trenował zjazd Mielno Odpoczywające stado saren na polu Wojtas i Grigori w braterskim uścisku Po prostu pole, a w oddali wieś Karłowice.
Jakiś czas temu Piotras zapodał pomysł wycieczki na Osową Górę w Mosinie. Swój akces oprócz mnie wyrazili też Pan Jurek i micor z Gniezna, oraz bobiko z Wrześni. Po spotkaniu się wszystkich uczestników, wyruszyliśmy Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym w kierunku wspomnianej Mosiny. Dojazd szlakiem ciągnącym się dobre kilkanaście, może kilkadziesiąt kilometrów przy brzegu Rzeki Warty, po jej zakolach, wśród pięknie położonych i malowniczych terenów przysporzył nam wiele frajdy. Do tego pięknie świecące Słońce, wysoka temperatura i same wesołe pyski dawały extra kopa energetycznego do jazdy. Polecam każdemu odwiedziny rowerem tych przepięknych zakątków. Ja na Osowej Górze byłem już kilka razy, ale lubię tam zaglądać gdyż z wybudowanej tam 17m. wieży widokowej rozciąga się całkiem przyjemny widoczek na okoliczny teren i Wielkopolski Park Narodowy. Sama górka zaś wznosi się na wysokość 132m. i jest najwyższym wzniesieniem w obrębie WPN. Po dojechaniu na miejsce zrobiliśmy sobie dłuższy postój na podziwianie widoków, popas i śmichy - chichy :-))) Praktycznie cały dojazd do Mosiny przebiegł w terenie, powrót natomiast zaplanowaliśmy tak aby chłopakom z Gniezna jechało się dobrze i z wiatrem w plecy, dlatego obraliśmy asfaltowy wariant. Tym sposobem z bobiko rozstaliśmy się gdzieś na drodze z Mosiny do Kórnika, a potem wraz z Piotrasem, odprowadziłem ekipę z Gniezna do Kostrzyna Wlkp. skąd oni pojechali obok drogi S5 do samego Gniezna. Na koniec podziękowaliśmy sobie z Piotrasem za zajebisty dzień i przejechany dystans. Jeśli o mnie chodzi, to znów udało mi się strzelić hattricka i przejechałem 3 dni pod rząd po ponad 100km. :-) Jest dobrze! Nie ma co się rozpisywać, proszę sobie pooglądać:
Pan Jurek i micor wysiadają z pociągu na stacji w Kobylnicy i są gotowi do jazdy. A na poznańskiej Malcie ekipa w komplecie od prawej: Grigori, micor, Pan Jurek, Piotras, bobiko. Komin EC Poznań-Karolin zawsze robi na mnie ogromne wrażenie. Warta w centrum Poznania. Widok na oddalone centrum Poznania z Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego. Warta płynie spokojnie Grigori na szlaku Ogromne słupy wysokiego napięcia, gdzieś w okolicy Lubonia Wieża widokowa na Osowej Górze Mimo lekkiej mgiełki, widać było Poznań w oddali. Patrząc w kierunku Mosiny Wielkopolski Park Narodowy z Osowej Góry Kierunek na zachód Zainteresowało mnie to wzniesienie patrząc w kierunku Stęszewa... A to żeby nie było, że mnie tam nie było :-) Przy pałacu w Rogalinie coś tam tetrają. W Rogalinie wznosi się taki oto piękny kościół. Odprowadzamy gnieźnieńską ekipę
Na koniec chciałbym podziękować każdemu uczestnikowi tej wycieczki za to, że byliście - to się ceni! Do następnego spotkania.
Wieczorem umyłem zimówkę, nasmarowałem i zrobiłem szybką testową rundkę przy świetle latarki, sprawdzając czy wszystko działa jak należy przed jutrzejszą jazdą. Przy okazji dokręciłem do stu kilometrów dnia dzisiejszego :-)
Wraz z Piotrasem i jego żoną Sylwią wybraliśmy się na spokojną przejażdżkę po okolicznych gminach. Troszkę przez Swarzędz, potem przez różne wioski do Kostrzyna i gdzieś tam na wiadukcie ja odbiłem jadąc dalej sam do Fałkowa w gminie Łubowo. Od rana zapowiadała się piękna, słoneczna pogoda, a na termometrze widniało 10*C, jednak mimo to, w pewnym momencie zaczęło kropić co troszkę mieszało w nastrojach. Jechaliśmy drogami, które bardzo dobrze znam, ale Państwo Ziętkowie zaskoczyli mnie niesłabo, pokazując mi piękny pałac w Iwnie, koło którego wielokroć przejeżdżałem, nie wiedząc że coś tak ciekawego może chować się w parku za drzewami. Cieszę się z dzisiejszej wspólnej jazdy, bo taki relaks był mi potrzebny.
Po pożegnaniu się z Piotrkiem i Sylwią, pojechałem na spontanie dalej i po paru kilometrach spotkał mnie kolejny deszcz, na szczęście przelotny. W ogóle dzisiaj pogoda jakaś taka w kratkę, raz pokazywała słoneczny uśmiech, aby potem zgasić płomień radości kroplami deszczu. Dodatkowo wiatr czołowy dopełniał uczucie zmęczenia, a gdy dojeżdżałem do Pobiedzisk, na ulicy Słonecznej zakuło mnie serce....czy to przypadek?
Teraz idę myć zimówkę, bo jutro znowu trzeba pojeździć :-)
Przed ogromnym krzesłem w Swarzędzu
Moja dzisiejsza ekipa :-) Sporo dziś wiaduktów przejechaliśmy
Zupełnie spontanicznie udało mi się dziś zawitać w Środzie Wielkopolskiej. Wyjechałem w południe i jakoś tak lawirując po wymyślanych na bieżąco drogach, w tytułowym miasteczku zawitałem lekko po 14:00. Tam pokręciłem się w celu zrobienia zdjęcia dla mnie najciekawszej atrakcji Środy, czyli jednej z największych cukrowni w Polsce na czele z przeogromnym silosem, którego dostrzec można już bardzo daleka. Niestety robiąc zdjęcie ów fabryce, dostałem reprymendę od dwóch burków kręcących się przy bramie. Jeden w gustownej marynarce, drugi w uniformie ochrony przypomnieli mi że żyjemy w PRL i robienie zdjęć z ulicy jest ostro zabronione. Taki już jestem, że w ich kierunku poleciała ostra riposta, że panowie się zmieszali aż miło :-) a zdjęcie i tak zrobiłem.
Wyjeżdżając z domu nie miałem w głowie robienia jakiegoś dystansu, miało być spokojne kręcenie na zachód, aby potem wracać z wiatrem. Jednak wraz z upływem ruchów korbą, apetyt na jazdę rósł. Przyczyną tego mogła być zaiste wiosenna aura dookoła. Było ciepło i Słońce często przebijało się przez chmury. Da się już odczuć dłuższy dzień i wyjeżdżając z domu w południe, zrobiłem 100km. docierając z powrotem za dnia :-) Fajnie.
Ze względu na środek tygodnia, na drogach było stosunkowo pusto, także jechało się bezstresowo, rower spisywał sie dobrze, choć w ostatniej fazie przydałaby się łańcuchowi kropla smaru. We wsi Krerowo, przed kościołem sfotografowałem pierwsze w tym roku przebiśniegi, choć przypominam sobie, że ostatnie zdjęcie kwitnącym kwiatkom zrobiłem w styczniu, podczas TEJ wycieczki hehe i śmiem powiedzieć, że w Wielkopolsce okres wegetacji roślin trwa cały rok :-) Pozdrawiam spotkanego w Wierzonce rowerzystę Kubę, który umilił mi kilkukilometrową jazdę rozmową. Dzień urlopu spędzony przyzwoicie.
Kilka zdjęć też zrobiłem:
Fragment Jeziora Swarzędzkiego
Lokomotywa
Spokojne, czwartkowe asfalty. Gdzieś w okolicach wsi Topola.
No i proszę - przebiśniegi w lutym
Rynek Środy Wielkopolskiej
Kolegiata pw. Wniebowzięcia NMP w Środzie Wielkopolskiej
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017