W planach miałem krótki wypad, tak dla zasady i kiedy tylko rano wstałem poczyniłem kroki w celu ziszczenia założonego zadania. Kiedy to właśnie zdążyłem dojść do siebie, mój telefon zawibrował energicznie, niosąc przy okazji wiadomość od kolegi Darka, szykującego się właśnie do przejażdżki. Umówienie się z Darkiem poszło sprawnie i po godzinie kręciliśmy korbami po niedalekiej okolicy. Czas na rowerze w towarzystwie dzisiejszego kompana upływał pod znakiem na tyle ciekawych rozmów, że ani nie widzieliśmy jak mamy ubłocone rowery, gdyż drogi jakimi jeździliśmy były w większości gruntowymi oraz leśnymi. Ale jak wiadomo przy asfaltach rzadko można natrafić na coś ciekawego - bynajmniej moim okiem, dlatego błockiem się nie przejmowaliśmy, a i kilka ładnych miejscówek odwiedziliśmy.
Coś w ten deseń: Darek i Grigor
Polna droga z Kicina do Wierzenicy (droga krzyżowa)
Takie piękne, rzeźbione stacje drogi krzyżowej na drodze Kicin - Wierzenica.
Kościół w Wierzenicy - jeden z najstarszych kościołów drewnianych w Polsce. Więcej info o kościele tutaj.
Dworek w Wierzenicy widziany z Alei Filozofów.
Żeby tak pięknie nie było, to po przyjeździe do domu zaczęło mnie lekko w kościach łamać. Mam nadzieję, że nic poważnego z tego nie wyjdzie. Kuruję się. Dziękuję za uwagę.
Wycieczka jakich u mnie od groma, czyli do lasu. Jestem z tego typu rowerzystów, co rower traktują jako rzecz podrzędną - przyjemnie i szybko mogę przedostać się nim w miejsca, które mnie ciekawią. Tym sposobem przedostałem się dziś polnymi drogami do Puszczy Zielonki, gdzie spędziłem wiele przyjemnych chwil, kręcąc korbą wśród przyrody.
ździsie: Na polu kukurydzy w Wierzonce trwają żniwa.
Stado saren na polu w Mielnie.
Kierunek Puszcza Zielonka
W lesie jeszcze kolorowo.
Czubajka kania zwana często sową - całkiem smaczny grzyb, smażony w panierce.
Daniele - moi fotogeniczni ulubieńcy na szlaku.
Dziś widziałem także dorosłego byka jelenia szlachetnego, z obfitym porożem. Niestety zwierz ten przebiegł mi przed kołami z taką szybkością, że o zrobieniu zdjęcia mogłem pomarzyć. Jego specyficzny zapach czułem jeszcze przez chwilę. Czasem zdarza mi się widzieć jelenie w Puszczy Zielonce, jednak są one mniej liczne od innych zwierząt leśnych jak przykładowo daniele i zdecydowanie rzadziej wychodzą na spotkanie z człowiekiem - chodzi mi o leśne drogi. Zaszywają się zazwyczaj gdzieś głębiej, w miejscach trudno dostępnych. Zwykle mój kontakt z jeleniami, wygląda tak, że gdzieś w gęstwinie leśnej widzę szybko przemieszczające się ciemno - brunatne cielska, słyszę przy tym trzask łamanych gałęzi, a jeśli jestem ustawiony pod wiatr to i wyczuję ich dziką woń. W lesie wszystkie zmysły pracują.
Jesień to dla mnie najlepszy czas do jazdy rowerem. Po prostu uwielbiam czas, kiedy przyroda przygotowuje się do zimy, kiedy jest tak kolorowo w lesie, temperatura jest taka, że ani się zgrzeję, ani wyziębię, insekty nie kąsają, opony nie grzęzną w piachu, w lesie nie ma przypadkowych ludzi itd. Dziś jako, że święto kościelne, w lesie byłem sam. Zupełny relaks wśród przyrody. Z nieba lekko dżdżyło, dlatego unosząca się mgiełka dawała wrażenie parującego lasu. Zrobiłem sporo kilometrów po Puszczy Zielonce, łapiąc aparatem piękno jesieni na leśnych szlakach i mimo, że z nieba padały krople wody, wokoło wydawało się być ponuro, zimno - dla większości ogólnie ujmując nieprzyjemnie, to dla mnie było jak najbardziej przyjemnie. Może ja jakiś inny jestem.....zresztą popatrzcie na zdjęcia z wycieczki:
Daniel
Puszcza Zielonka - jesień w uroczysku Maruszka
Puszcza Zielonka - droga z Mielna do Pławna.
Puszcza Zielonka - takie dęby można spotkać po drodze.
Puszcza Zielonka - błotniste kałuże.
Puszcza Zielonka - jesienne kolory w głębi lasu.
Puszcza Zielonka - powalona sosna.
Listopad zainaugurowałem wycieczką do lasu. Dziękuję za uwagę.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017