Tej niedzieli wspólnie z Anią zrobiliśmy rowerowy skok na miasteczko Skoki. Ja w Skokach byłem już wiele razy i niejedno zdjęcie tego miejsca na bloga wstawiałem. Dziś skupiłem się raczej na przewodnictwie w wycieczce, gdyż Ania nie zna tak bardzo tych fyrtli, a dobrze zaplanowana trasa to połowa sukcesu, a z doświadczenia wiem, że po drodze jest kilka dobrych miejscówek, więc mogłem rozwinąć nieco skrzydła i zapunktować.
Piękna pogoda, zdrowie dopisuje, rowery sprawne, bidony napełnione, więc jebut do przodu, jazdaaaaaaaa:
A po drodze: Polska - kraj kwitnącej jabłoni. Droga Pobiedziska - Kiszkowo.
Widok z Węgorzewa na dolinę rzeki Małej Wełny obok Kiszkowa.
Obręb stawów hodowlanych w okolicy Rybna Wielkiego.
Rybno Wielkie
Jezioro Rybno Małe jest ostoją wszelakiego ptactwa wodnego.
Dwór w Rybieńcu nad Jeziorem Rybno Małe
Przy gospodarstwie w Antoniewie Górnym podeszły do nas miłe koniki.
Pałac w Skokach z 2 połowy XIX w. i otaczający go piękny park, jest świetnym miejscem do przerwy.
czarny cielaczek
Wszędzie już zielono i ciepło - nic tylko kręcić. Tutaj wieś Kakulin.
Choć wygląda groźnie jest zupełnie niegroźny - zaskroniec zwyczajny. Pomogłem biedakowi przejść przez drogę...
Na końcu łapaliśmy gorące promienie nad Jeziorem Biezdruchowskim w Pobiedziskach.
To była wspaniała wycieczka. Dużo wiosny i dużo śmiechu. Pokazałem Ani kilka nowych ścieżek i oboje byliśmy z kręcenia zadowoleni :-)
Rodzinna wycieczka po Puszczy Zielonce. Wspaniała ekipa i pogoda. Niczego więcej mi dziś nie było trzeba. W kręceniu oprócz mojej osoby udział wzięli: Ania, tata Krzychu i brat Wojtas.
trasa:
kilka ujęć: nasza czwórka
pomnikowa sosna w Głęboczku
nad Jeziorem Leśnym
Podjechać się nie dało, więc wszyscy pchaliśmy rowery pod górę.
Pojechałem dziś z Anią na wycieczkę do Środy Wielkopolskiej. Do celu w większości z wiatrem, jednak z powrotem męczyliśmy się wspólnie stawiając czoła silnemu wiatru. Pogoda jednak była piękna, a gorące promienie słoneczne, ładnie opaliły mi ręce. Po dojeździe do domu na liczniku miałem ok.80km. Postanowiłem jeszcze dokręcić po Pobiedziskach do pierwszej setki w tym roku. Trochę jestem zdziwiony dzisiejszą moją mocą, bo wspomniana jazda pod wiatr dała niezły wycisk nogom, jednak mimo to siły miałem jeszcze spory zapas i dokrętka do setki tego dnia była formalnością.
Tymczasem po drodze takie oto zdjęcia: staw w Iwnie
Siedlec - Gułtowy
nad Jeziorem Średzkim
prace polowe
przy pomniku Augustyna Szamarzewskiego w Środzie wszamaliśmy małe co nieco
Krótki wypad, ale jakże intensywny dziś się odbył. Krótki, bo zaledwie 22 kilometry, ale intensywny, bo była jazda po bezdrożach, a konkretnie po polach w okolicy Pobiedzisk - taką miałem dziś fanaberię rowerową. Celem było wzniesienie terenu na polu między Kocanowem, a Moraczewem w gminie Pobiedziska. Do wzniesienia nie prowadzi niestety żadna droga, więc musiałem podjechać polem dobre kilkaset metrów. W ogóle coś dużo dziś tej jazdy po polu było. Ze wzniesienia niestety nie udało się zarejestrować ciekawej panoramy, więc szybko opuściłem to miejsce i w ramach rekompensaty, zabrałem Anię nad Jezioro Jerzyńskie w Złotniczkach, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę na plaży, grzejąc się w ostatnich tego dnia, ciepłych promieniach słonecznych.
Na takich trasach nigdy nie ma nudy! Polecam jazdę polami. Widok ze wzniesienia na polu.
Zwyczajny dojazd i powrót z pracy. Z ciekawostek po drodze: kraksa w Kobylnicy
Będąc już pod domem, zrobiłem sobie małą dokrętkę do 5 dyszek po ulicach Pobiedzisk i na dziś starczy kręcenia. wieczorny klimat na ul.Kazimierza Odnowiciela w Pobiedziskach
Kolejny dzień tego weekendu spędzony na rowerze z Anią w Puszczy Zielonce. Tak nam brakowało tego miejsca, że i dziś odwiedziliśmy ten park krajobrazowy. Trasa była trochę podobna do wczorajszej, ale nie zwracaliśmy na to uwagi, bo oprócz piaszczystych podjazdów, jechało nam się miło i pogoda dopisywała. Pokazałem Ani kilka miejscówek, gdzie jeszcze nie była, a najbardziej podobało nam się na polnym wzniesieniu terenu (126m n.p.m.) nieopodal Turostowa, skąd rozpościera się całkiem ciekawa panorama okolic. Było sporo jazdy terenowej, a to lubię najbardziej :-)
trasa: Kilka ujęć: Polna górka nieopodal Turostowa - 126m n.p.m.
widok z górki na Turostowo oraz Kiszkowo
kocur zasadzał się na Anię :-)
Na żółtym szlaku pieszym, na skraju lasu z Turostowa do Dąbrówki Kościelnej.
Droga leśna z Dąbrówki Kościelnej do Głęboczka - w końcu robi się zielono :-)
relaks w Głęboczku nad jeziorem
Po kilku słonecznych dniach w Puszczy Zielonce zrobiło się piaszczysto. Droga Tuczno - Kołatka.
Wycieczka z Anią po dalszej okolicy PK Puszczy Zielonki, zaprowadziła nasze rowery do dwóch głównych atrakcji tego dnia: 1- kopalnia żwiru w Niedźwiedzinach w gminie Skoki. 2 - stawy hodowlane w Kiszkowie, w których poziom wody w tym roku jest nadzwyczaj wysoki.
Poza tym przemierzyliśmy sporą cześć czerwonego szlaku pieszego, prowadzącego przez PK Puszcza Zielonka, który niekiedy dawał w kość naszym nogom, ale z drugiej strony dostarczał wiele ładnych, leśnych widoków.
Kolejny praco-trening. Do pracy jazda za caterpillarem 40km/h, a z powrotem okrężną drogą, pod silny wiatr 14km/h. Było też troszkę terenu. Zmęczyłem się dziś. Po drodze nic nadzwyczajnego, po prostu zwyczajny dojazd i powrót do/z pracy. Wertepy w Mechowie
Praco-trening, bo z powrotem jadąc drogą terenową, miałem pod silny wiatr. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ moje nogi stają się coraz bardziej twarde i z dnia na dzień mam więcej siły :-) Jezioro Góra
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017