Jak to ostatnio u mnie, wyjechałem bez celu...no może poza tym, że myślałem o lesie, a że do takiego mam blisko to długo nie jechałem. Jak już byłem w lesie (Puszcza Zielonka) to przejechałem całą wzdłuż i wyjechałem w Łopuchowie, a tam podjechałem pod sporą stadninę koni. Popatrzyłem jak się konie ganiają i zrobiłem nawrót....wiatr był tak silny, że wariant szybszy czyli asfaltem odpadł, a pojechałem wariantem wolniejszym, bo bezwietrznym, osłoniętym drzewami, ale za to po piachach i takich tam leśnych sprawach. Cały czas trasę obmyślałem na bieżąco i to mi się podoba - rower daje mi wolność :-)
Czuję że powoli się rozkręcam, ale dupa nadal boli po 20km :-( Zmęczenia już na szczęście nie czuję tak wielkiego. Słońce daje motywację, jednak dziś nie było tak przyjemnie jak wczoraj, powietrze było bardzo przejrzyste, ale wiał silny i mroźny wiatr - pogoda się dociera.
Pierwszy dnień w roku, kiedy musiałem zredukować ilość nałożonych na siebie warstw ubrania do niezbędnego minimum, czyli na krótko. Piękna pogoda do jeżdżenia zachęcała do jazdy, a ja wsiadłem dziś z tego względu na daaaawno nie używanego białego Felta. Jeździłem po okolicznych lasach, w większości to oczywiście Puszcza Zielonka, ale czasem oddalałem sie poza jej granice, kiedy potrzebowałem rozłożyć się plackiem na jakiejś polance i poleżeć w grzejącym Słońcu- co za miłe uczucie, kiedy na zewnątrz jest tak ciepło :-)
Trasa to w większości terenowe drogi polne i leśne, odwiedziłem wzniesienie terenu nieopodal Bolechówka, Dziewiczą Górę, Zielonkę i Tuczno. Sporo dziś ludzi po drodze, dużo rowerzystów i zmotoryzowanych turystów w Puszczy Zielonka. Skończył się czas, kiedy przejeżdżałem cały ten park wzdłuż i w szerz i jedynymi żywymi, spotkanymi po drodze były tylko zwierzęta - wiosna zawitała i w sumie cieszy mnie to. Ps. z góry przepraszam, jeśli to co napisałem dziś to masło maślane, ale z lekka weny do pisania nie mam...
ździsie:
pora żegnać zimowy rower i wsiąść na coś konkretnego :-)
Pierwszy raz na krótko w tym roku i wcale nie było chłodno
Krótka przejażdżka po pracy, tak dla zasady. Pojechałem na Dziewiczą Górę i tak jak się spodziewałem z podjazdu na "killera" nici. No może za mało się przyłożyłem, bo podjeżdżałem tam na przełożeniu 2x5 na stojąco i w połowie poślizgnąłem się na korzeniu i stanąłem w miejscu....potem już dopchałem rower na szczyt z buta, a zjeżdżając taką kamienistą drogą ze szczytu, hamując osiągnąłem 52km/h. aż strach pomyśleć co by było gdybym nie kontrolował klamek od hamulców..... Nie zmienia to faktu, że stałem się leszczem ostatnio i dużo jest do nadrabiania......
Jednak troszkę pojeździłem sobie po lesie i załapałem się na zachód Słońca.
Na podwieczorek zafundowałem sobie przejażdżkę nad Jezioro Kowalskie. Tamtejszym, zupełnie zapyziałym, niegdyś moim ulubionym singletrack'iem przejechałem wzdłuż jednego z brzegów. Niestety przyjemności za wiele nie było w przedzieraniu się pomiędzy porozrzucanymi gałęziami i meandrowaniu po ciągnikowych koleinach...oj zniszczyli mi taki fajny rowerowy odcinek :-(
Poza tym dobre i 2 dyszki kręcenia, bo czuję się po tej przejażdżce całkiem fajnie :-)
Typowy leśny wypad. Puszcza Zielonka jeszcze śpi snem zimowym. Większość jazdy, to zimno i śnieg, ale przez kilka minut zaświeciło Słońce i od razu temperatura podskoczyła o kilka stopni. Kilka razy się zgubiłem, wjeżdżając w jakieś nieznane mi leśne single, prawdopodobnie utworzone w celach zrębowych. Tym sposobem kila razy musiałem zawracać, czasem po nieprzyjemnych podmokłych terenach, jakimi mogą być trzcinowiska, ale gdyby nie to, pewnie nie zauważyłbym dziś żeremia :-) W lesie widziałem różne stada, jak np. stado jeleni przebiegających mi drogę w środku lasu, ale także stado policjantów, szukających rzekomego przestępcy po lasach Dziewiczej Góry. Dupa mnie boli jak wsiadam na siodełko, pewnie miesiąc zajmie jej ponowne przyzwyczajenie do twardego. Jazda mimo to była przyjemna i czuję się już lepiej.
ździsie:
Czy ktoś już wie, w jakim celu przy drodze Tuczno - Zielonka stoi ten słup od wielu, wielu lat?
Leśne oczka wodne nieopodal Potasz
Błotnista droga na czerwonym szlaku. Tylko ta opona na poboczu psuje klimat.
Wyjazd taki troszkę z przymusu, bo strasznie nie chciało mi się dupy ruszyć....Ale jak miałbym jeździć wtedy, kiedy mam rzeczywiście na to ochotę, to pewnie kolejny miesiąc miałbym rowerowo z głowy - taki głupi czas :-S
Ale jak już wyjechałem, to było w miarę i zajechałem na nieuczęszczane, przemysłowe tereny przy Elektrociepłowni Poznań - Karolin. Przedzierałem się trochę po tamtejszych krzaczorach i to tyle na dziś.
Takie właśnie tereny
Komin EC Poznań - Karolin. Niedawno malowany, a już zasyfiony....Balkonik na ok.160 metrze.
Kwiecień plecień...? Jakaś kpina, zamiast lata sama zima! Tak powinno brzmieć to powiedzenie. No chociaż dzisiaj przeplatał troszkę wiosny z zimą...Raz 15*C, kiedy Słońce wyszło, a raz może z 3-4*C kiedy Słońce zaszło za chmury i posypał się śnieg - można się rozchorować. A ja wywlekłem się na przejażdżkę po okolicach, bez konkretnego celu. Totalny brak formy, bo po 20km. musiałem skorzystać z usług sklepu monopolowego. Dopiero dwa batony i tajger pomogły wrócić o własnych siłach do domu.
ździsie:
Od wschodu taki oto grzyb atomowy.
Kiedy Słońce wyszło, powietrze aż falowało od ciepła, a siedząc na kraju lasu, za wiatrem można było się opalać :-)
Jednak kwiecień pozostaje kwietniem i trzyma się twardo dawno utartemu powiedzeniu o przelataniu, skutkiem tego była ta śnieżyca.
Dziękuję za uwagę i wesołych świąt tym co obchodzą, tym co nie - wesołego dnia :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017