Choć to niedługi wyjazd, to obfitował w wiele ciekawych obrazków, jak choćby piękna, ruda i zwinna jak nie wiem co wiewiórka pospolita (ruda) którą zdołałem uchwycić soczewką mojego podręcznego aparatu :-))) Bardzo lubię te słodkie zwierzątka, dodają kolorytu tym naszym i tak już pięknym lasom :-)
Potem nastawiłem się na fotografowanie jadalnych grzybów, które zdaje się mają już swój wysyp. Tym sposobem znalazłem podczas jazdy kilka zajebistych okazów takich jak: koźlarz babka, maślak zwyczajny, podgrzybek brunatny no i oczywiście król wszystkich grzybów - borowik szlachetny!
Właśnie robiąc zdjęcie powyższemu królowi, miałem okazję doświadczyć niesamowitego spotkania z dwoma dorodnymi, rogatymi samcami daniela. Fajnie się złożyło, że byłem zaczajony za krzaczkiem, kiedy to usłyszałem jakieś szmery. Skierowałem włączony aparat na dochodzące dźwięki i masz! Udało się! Zrobiłem zdjęcie danielowi z pełnym porożem. Takie okazy to rzadkość, dlatego jestem dumny że mogę podzielić się z Wami moim dokonaniem :-)
Kur....a jak ja się cieszę, że mogę sobie jeździć na lajcie rowerem, bez niepotrzebnej spiny i obserwować to wszystko :-)
Niestety troszkę dziś padało, ale na szczęście temperatura była letnia. Nogi jakoś tak słabo podawały, ale dobre i trzy dyszki. Jutro może też coś się po lesie pokręci...
Miało być krótko po najbliższej okolicy, ale wyszło na odwrót. Jak już wyjadę i jedzie się dobrze, to zajeżdżam zazwyczaj nieco dalej od zamierzeń początkowych. Tym sposobem opony mojej zimówki zawiodły mnie przez wierzonkowskie lasy do Barcinka, potem Bugaj, Jerzykowo, Biskupice i wjazd do Parku Krajobrazowego Promno.
Tam pojeździłem po ścieżkach rezerwatu Jezioro Dębiniec, gdzie cholernie "upećkałem" się w błocie i zamieniłem się w błotnego Grigora :-)
W Promnie wszędzie mnóstwo wody i wilgoci, dlatego się stamtąd ewakuowałem do Pobiedzisk, gdzie odbyłem szybki objazd rynku, aby potem wykonać manewr "nazad" i pojechałć do domu przez Nadrożno, Jerzyn, Kołatę, Jerzykowo i Barcinek.
Mimo brudu zarówno na rowerze, jak i na mnie jazda była dziś całkiem spoko. Wisienką na torcie był wspaniały widok zachodzącego Słońca nad Jeziorem Kowalskim, którym to zakończyłem dziś dzień :-)
Popołudniową porą wybrałem się na krótki objazd okolicznych jezior, tak dla relaksu. Na pierwszy rzut poszło Jezioro Tuczno, najmniejsze pośród tych, które dziś odwiedziłem, ale za to z ładnym singielkiem dookoła. Potem wjechałem na zielony szlak prowadzący po korzeniach wzdłuż Jeziora Stęszewskiego, aż po Jezioro Wronczyńskie Wielkie, przy którego brzegu już niestety tak łatwo się nie jedzie.
Mimo niedużego dystansu troszkę się naszarpałem jeżdżąc po tych wertepach, szczególnie przy wspomnianym Jez. Wronczyńskim Wlk., gdzie ścieżka jest gęsto zarośnięta krzakami, zastawiona niekiedy zwalonymi pniami i zalana bagnem. Ale ja oczywiście wszędzie się wcisnę rowerem :-)
Podam dane tych jezior:
1. Jezioro Tuczno - 13ha i 4m. głebokości max.
2. Jezioro Stęszewskie - 78ha. i 13m. głębokości max.
3. Jezioro Wronczyńskie Wielkie - 40ha. i 4,7m. głębokości max.
Fajna pora się zrobiła do jazdy rowerem, bo temperatura jest idealna i zginęło praktycznie całe te robactwo :-)))
Dziś w odróżnieniu od kilku poprzednich wycieczek, wyjechałem na spotkanie innego parku krajobrazowego, który znajduję się w niedalekiej odległości od mojej wioski. Chodzi o Park Krajobrazowy Promno, znajdujący się jakieś 10km. od Wierzonki i ciągnący się na południe od Pobiedzisk, jadąc drogą nr 5 od Promna po Wagowo przy drodze S5.
Chciałem pojeździć trochę po innym lesie niż znana Wam już dobrze z moich wojaży Puszcza Zielonka. Dlaczego inny? Ponieważ lasy PK Promno są jakieś takie bardziej dzikie, mimo iż to mniejszy obszar niż "zielonka", jest tam także bardziej kameralnie, gdyż zdecydowanie mniej tam ludzi zmotoryzowanych, ze względu na specyfikę wyznaczonych szlaków po często wąskich singletrackach. Zresztą wjazd autem jest tam niemożliwy, bo ograniczają to szlabany - i dzięki Bogu :-)
PK Promno to nieduży obszar, ale bardzo cenny przyrodniczo i znajdują się tam 3 rezerwaty: Las Liściasty w Promnie, Jezioro Dębiniec oraz Jezioro Drążynek.
Ja odwiedziłem wszystkie rezerwaty, ale największe wrażenie robi na mnie zawsze "Las Liściasty w Promnie". Jego urozmaicona rzeźba terenu, oraz występowanie tam zbiorowisk grądu środkowoeuropejskiego nadaje temu miejscu niesamowity klimat, co postarałem się udokumentować na fotografiach.
Oprócz wspomnianego lasu, moje zainteresowanie przykuły także często występujące tam obniżenia terenu z licznymi bagnami, gdzie grasowało wiele płazów.
Super miejsce do odwiedzin rowerem, ale także pieszo, z zaznaczeniem że to świetne miejsce dla entuzjastów przyrody.
W drogę powrotną wybrałem się już poza terenem parku, jadąc m.in. przez Iwno w gminie Kostrzyn, gdzie sfotografowałem bardzo interesujący pałac służący obecnie jako restauracja itp. Bardzo miła wycieczka jednym zdaniem.
Park Krajobrazowy Promno moim okiem:
Dziś zapragnąłem pojechać do Skoków - małego miasteczka, leżącego przy drodze z Poznania do Wągrowca. Dlaczego Skoki? A ponieważ wyznaczają północny koniec Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, a w zasadzie jego otulinę i aby tam dojechać, najlepszym wariantem jest terenowa wycieczka przez całą długość parku.
Wprawiłem się ostatnio w przemierzaniu puszczy rowerem, dlatego dziś jazda była dla mnie prawdziwą przyjemnością, zważywszy na podłoże po którym się przemieszczałem, ale także i na odkrycie miejsc, którymi jak dotąd okazji odwiedzić nie miałem, a jakie to miejsca pokażę w fotorelacji :-)
Na początek wjazd do lasu i tak jechałem, kierując się niebieskim szlakiem, mijając Zielonkę, Głęboczek, Dzwonowo, Sławicę i wyjechałem w Sławie Wlkp. gdzie ów szlak się skończył. Potem właśnie wjechałem w tereny mi nieznane i tak przez piękną wioskę Szczodrochowo obrałem kurs czerwonym szlakiem. Za Szczodrochowem moim oczom ukazał się super widok - w lesie na wprost mogłem jechać tylko po zbudowanej drewnianej kładce, gdyż dookoła jawiły się tereny podmokłe, a po lewej stronie prześwitywało
Jezioro Karolewskie, które moje oczy widziały po raz pierwszy. Jeziorko bardzo urocze, po tafli pływali kajakarze, a woda na prawdę bardzo czysta!
W ogóle w Skokach jest sporo jezior, jakby nie patrzeć miasteczko jest otoczone różnymi zbiornikami, jak choćby stawy rybne na płd-wsch. których wielkość pomylić można ze sporym jeziorem (foto w galerii).
Potem pokrążyłem troszkę po miasteczku, porobiłem miłe wrażenie turysty z aparatem wśród tubylców, najadłem się w tamtejszej cukierni, opiłem colą i pojechałem dalej. Jakoś tak głowa i nogi zmęczone nie były, więc drogę powrotną wyznaczyłem na bieżąco, jadąc troszkę się oddalałem od pierwotnego planu. Tym sposobem przejechałem przez Rakojady i Kakulin, aby tam wjechać na Cysterski Szlak Rowerowy, który to zaś poprowadził mnie przez inne urocze wioski jak Glinno z tamtejszą hodowlą ciekawej rasy bydła, potem Bliżyce i Wysoką, gdzie jak nazwa mówi było nawet wysoko :-)
Zjeżdżając z Wysokiej pokierowałem się na Pawłowo Skockie, skąd już zawitałem z powrotem w mojej kochanej Puszczy Zielonka. Na koniec przejechałem park swoimi ulubionymi fyrtlami, robiąc zdjęcia ciekawszym obiektom np. sobie :-)))
Zajebiście mi się dziś kręciło i znów pykła 50 w terenie, czego akurat w planach robić nie miałem, ale jak już wyszło to ino się cieszyć!
Tym miłym akcentem zakończę ten dzisiejszy wpis, bo redagowanie go zajęło mi 2h. Przez ten czas zrobiłbym ładnych parę kilometrów po lesie :-) Dziękuję za uwagę i pozdrawiam GRIGORI RULES
Planu nie było, bo gdzie tu coś planować kiedy wstaje się w południe :-) W związku z tym na pierwszą część wypadu miałem tylko 1,5h bo o 15:00 musiałem ze względów rodzinnych być w domu. Te małe okienko wykorzystałem na szybki wypad po lesie i polach (na mapce to te mniejsze kółeczko).
Po uporaniu się z zadaniami dnia powszedniego, po 17:00 ponownie wsiadłem na bike'a i pomknąłem na drugą część jeżdżenia (na mapce to te większe kółeczko) Wybrałem się lasem nad Jezioro Kowalskie, potem już jechałem terenowymi drogami, ciesząc się jazdą moim dawno nie ujeżdżanym Feltem :-) Podczas powrotu, kiedy zrobiło się już późno, na rękach wyszła mi gęsia skóra, a na niebie mieniła się tęcza :-)
Choć lato jeszcze trwa, powolutku czuć już chłodniejsze powietrze....a to znak, że zaczynam wracać do normalności rowerowej, bo Ci co mnie znają, wiedzą że wolę jeździć w nieco niższych temperaturach :-)
Kolejny dzień eksploracji Puszczy Zielonka. Żeby nie było monotonnie, to dziś za cel wypadu obrałem zbiornik wodny, który znam z mapy, ale jeszcze nigdy nie widziałem go na żywo. Jezioro Dzwonowskie otoczone jest lasami, a jego linia brzegowa jest praktycznie niedostępna dla ludzi, ze względu na gęsto porastające brzegi trzciny, oraz przez mulistą glebę. Jezioro to nie jest duże, bo zajmuje tylko 20ha, nie jest też głębokie - 2,2m. ale wpisuje się za to świetnie w krajobraz tego parku krajobrazowego, w którym podobnych zbiorników, otoczonych lasami jest sporo.
Oj namęczyłem się szukając dobrej miejscówki na zrobienie fotki Jeziora Dzwonowskiego, jeżdżąc po zupełnie nieznanych mi dotąd ścieżkach, ale przy okazji odkryłem niesamowite zakątki i udało mi się podejść kilka danieli, nieświadomych mojej obecności w tej dziczy :-) Zdjęcie na szczęście udało mi się cyknąć.
Oprócz tego podjechałem także nad kilka znanych mi już jezior i wiosek...
Co by tu nie napisać i nie pokazać, to i tak nic z tego nie jest w stanie odzwierciedlić piękna Puszczy Zielonka. Ja osobiście polecam każdemu odwiedzenie parku rowerem i przekonanie się jakie dobro mamy pod nosem :-)
Na koniec wycieczki spotkały mnie dwie przygody ze sprzętem. Najpierw łańcuch mi się zakleszczył w szprychach, a potem złapałem laczka. Łańcuch wyszarpnąłem "ujebując" sobie całe łapy, a oponę musiałem dopompowywać i jakoś te ostatnie parę km. się dokulałem :-) Bez przygód nie ma zabawy :-)
Nakreśliłem też taki prowizoryczny ślad na mapie, aby tak delikatnie uwidocznić Wam jak to moje dzisiejsze jeżdżenie wygląda z góry. Jednak drogi, a raczej ścieżki którymi ja jeżdżę niestety na tej mapie nie ma, dlatego ślad jest taki na oko.
Tak mi się spodobała jazda po lesie, że po raz kolejny pojechałem do Puszczy Zielonka, ale tym razem w towarzystwie brata Wojtasa. Jeżdżąc po puszczy, pokazywałem bratu piękno otoczenia, hasające daniele, latające ptaki, oraz te małe osady o których pisałem parę dni temu. Tym sposobem zrobiliśmy razem ponad 50km. w samej Puszczy Zielonka i jak to zwykle bywa w tym miejscu widzieliśmy wiele ciekawych zakątków.
Gdy wyjeżdżaliśmy z domu termometr wskazywał 19,7*C i trochę było chłodno, jednak już po paru kilometrach, kiedy nasze koła przejechały granicę lasu, zrobiło się baaaardzo przyjemnie i nawet całkiem słonecznie.
Brachol ma u mnie dużego plusa, że w końcu razem pojeździliśmy, a ja jak zwykle zadowolony z leśnej eskapady wypisuję tu relację dla wszystkich bikestats'owiczów i nie tylko :-)
Dziś się postarałem i wyrysowałem ślad na mapie:
Ale standardowo kilka "ździsiów" obowiązkowo wstawić muszę:
Dziś zakładałem nowy napęd i robiłem ogólny serwis roweru kolegi. Trochę się nim przejechałem na koniec i bez skrupułów będę mógł powiedzieć właścicielowi: "będziesz Pan zadowolony"
Pragnienie pobycia trochę w lesie, wśród przyrody i z dala od zgiełku zaprowadziło mnie ponownie na zielone ostępy Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka.
Podobnie jak wczoraj delektowałem się świeżym powietrzem, jeżdżąc po leśnych zaułkach rowerem do zadań specjalnych. W tym leśnym kompleksie jest tyle dróg do wyboru, że można wyjeżdżać codziennie w tym samym kierunku, wybierając za każdym razem inną ścieżkę, raz bardziej uczęszczaną, raz prawie w ogóle. Ja dziś zapuszczałem się tymi trochę bardziej popularnymi, ale mimo to ludzi dziś nie spotkałem wielu na szlaku, głównie mijałem rowerzystów, z którymi zawsze miło się pozdrawiałem.
Zawsze gdy w Puszczy Zielonka przejeżdżam przez takie osady jak Czernice, Głęboczek, Dzwonowo, czy Miączynek, gdzie znajdują się może ze 3 domy otoczone lasami, bez utwardzonych dróg dojazdowych i oddalone od najbliższego sklepu dobrych kilka kilometrów, zastanawiam się jak ci ludzie sobie tam radzą na co dzień. Jak tam np. zimą do pracy dojechać!? Mnie jako turyście bardzo się to podoba, bo ma to swój niepowtarzalny urok, ale sam mieszkać tak bym nie chciał - bynajmniej bez miliona na koncie ;-)
Kolejny dzień w lesie i znowu 50km. w terenie :-) i prawie zmęczenia nie czuję, ale to chyba zasługa tlenowego kręcenia w tym przecież czystym środowisku. Pozdrawiam wszystkich tu zaglądających i do następnego.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017