Czasu było niewiele, ale wystarczyło na śnieżną pętelkę wokół Pobiedzisk. Najpierw strzałka do Parku Krajobrazowego Promno, aby nacieszyć się jazdą po lesie w zimowej scenerii - było cudownie. Potem już krótki objazd obrzeży miasteczka z zahaczeniem o dwa jeziora - Biezdruchowskie i Dobre. Wczoraj napadało trochę śniegu i musiałem wykorzystać to do jazdy po białym puchu, który na rowerze naprawdę lubię. Poza tym dziś mimo krótkiego dystansu, zaobserwowałem sporo zwierząt na polach, co przedstawię w galerii poniżej.
Taka pogoda jak się dziś trafiła, nie zdarza się często, ponieważ -14*C to już ewenement jak na dzisiejsze czasy. Nie mogłem sobie darować, aby nie spróbować pojeździć w tak niskiej temperaturze na rowerze - po prostu nie mogłem. Dodatkowo bezchmurne niebo i ta biel dookoła! Coś pięknego! Prawdziwa zima. Dodam tylko, że jeżdżę na rowerze ponad 10 lat, także zimowa porą i może raz w życiu miałem okazję pojeździć w podobnej temperaturze o TUTAJ. Dziś było rekordowo zimno, ale przyjemności z jazdy w takich warunkach nie da się porównać do niczego innego, trzeba się tylko odpowiednio ubrać i nastroić psychicznie i wioooo!
Trasa jaka dziś obrałem to klimaty lednickie, czyli Jezioro Lednickie i Pola Lednickie. Ślad trasy wyszedł nieco inny od zamierzonej, ale to niestety przyczyna nieprzejezdnych dróg polnych, które w ogóle nie były odśnieżone, a przyznam że w niektórych miejscach śniegu nawiało po kolana. Jednak finalnie wycieczka mnie usatysfakcjonowała, gdyż nawet na wąskich, lokalnych asfaltówkach było biało. Co do ubioru, to było spoko i w ogóle nie zmarzłem, no może oprócz małych paluszków stóp, które delikatnie zdrętwiały na mecie, ale po 40 kilometrach jazdy w -14*C miały prawo zaprotestować. Fakt jest taki, że w takich niskich temperaturach dalekich wypraw się nie robi, bo to już na zdrowie nie idzie, a te moje 4 dyszki wyszły optymalnie.
Wreszcie spadł śnieg i zrobiło się biało i zimno, czyli tak jak zimą w Polsce być powinno. A ja bardzo lubię taką aurę na rowerze i nie przepuszczam okazji na śnieżne wyrypy (jak mam oczywiście czas).Ubrałem się zatem w odpowiedni strój, do plecaka zapakowałem termos z gorącą kawą i jazda do Parku Krajobrazowego Promno.
trasa:
Bawiłem się świetnie i nawet nie zmarzłem, choć na niektórych odcinkach śnieg ostro zacinał, a mrozik szczypał po twarzy. Już dawno nie jeździłem w śniegu i mimo wszelkich niedogodności jak ślizgawka i lód to dzisiejsza, śnieżna wycieczka sprawiła mi wiele radości. Co tu dużo gadać, polecam spróbować samemu.
ździsie: Park Krajobrazowy Promno
DDR Pobiedziska - Kapalica
PK Promno
PK Promno
Jezioro Baba w Jeziercach.
nie wymiękam :-)
Jak one to robią, ze nie jest im zimno....?
Iwno. Niektóre z tych dzieci pierwszy raz w życiu śnieg na oczy zobaczyły.
Glinka Duchowna
Na drodze w Buszkówcu mała zawieja.
Konie w Buszkówcu jadły śnieg :-)
Czyżby koniec świata? Nie to tylko pole w Kociałkowej Górce :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017