Tak się dziś w pracy wkurwiłem, że po wyjeździe z niej, na prostej depnąłem i osiągnąłem ponad 53km/h na prostej. Najważniejsze, że emocje rozładowane i jutro mogę zaczynać dzień od nowa :-) Poza tym całkiem przyjemna mgiełka zaczęła się tworzyć wieczorem.
Było tak pięknie! Dzień wolny od pracy, możliwość wyjechania do lasu o świetle Słońca, ostatki złotej jesieni, hasające daniele między drzewami, błotko na szlaku, szeleszczące liście, pustka w lesie (chodzi o przypadkowych ludzi) oraz sprawny rower :-))) Dębogóra
dąbrowa
dąbrowa w Dębogórze - pewnie stąd wieś wzięła nazwę
ogromne mrowisko gdzieś na skraju boru świerkowego
Od dłuższego czasu czułem się obserwowany w lesie.....okazało się, że w odległości około 100 metrów zostałem namierzony przez całkiem pokaźne stadko danieli :-)
Tak było i to dłuższy czas, do póki w tylną przerzutkę nie wkręciła mi się gruba gałąź, która niestety rozjebała mi na strzępy tylna przerzutkę. Na reakcję nie miałem czasu, gdyż ów "gałązka" spowodowała spustoszenie w napędzie mojej kochanej zimówki w dosłownie oka mgnieniu. Zanim nacisnąłem klamkę hamulca, z korpusu przerzutki zostały strzępy :-( Jednak zachowując zdrowy rozsądek i nerwy na wodzy, zdjąłem tylne koło, naprostowałem pogięty hak, poskładałem korpus przerzutki i ustawiłem bieg 2x3 tak, aby móc jechać.....udało się! Mogłem kontynuować jazdę, choć tylko na jednym dość kołowrotkowym biegu. Niestety zarówno hak, jak i przerzutka jest do wymiany. Mam nadzieję, że rama nie dostała w dupę po tym jak gałązka najpierw wygięła, a potem wyrwała hak przerzutki..... spustoszenie w tylnej przerzutce
Od razu zadzwoniłem do śmigającej w tym czasie Ani, aby miała na uwadze tego typu przypadki i od razu hamowała :-))) A ja cóż - czekam na części i kolejny serwis przede mną. Kurwa jak ja kocham rower - zamiast płakać, to ja się cieszę, że będzie serwis :-))))
Miał być zwyczajny dojazd i powrót z pracy, jednak zadzwonił Piotras i wyszła niezła wycieczka i to nocą o świetle lampek - wspaniała sprawa! Trasy wstawiał nie będę, bo to nic nie wniesie, ale sporo pozytywnej energii wniesie na pewno fakt, że spędziłem na rowerze w listopadzie i nocą kilka godzin z przyjacielem :-) Oryginał nad oryginały - Piotras!
Zwyczajnie rano do pracy i powrót z zahaczeniem o wioski w okolicy Wierzonki. Nic szczególnego. Najważniejsze, że jest pokręcone i nawet niespodziewanie ponad 4 dyszki wyszły :-) Mig 21 na lotnisku w Ligowcu
Bardzo nieprzyjemna pogoda na jazdę rowerem. Dziś rano, kiedy wyruszyłem do pracy, padał rzęsisty deszcz. Po pracy już nie padało, ale nadal utrzymywała się szarość i wilgoć. W dodatku ciemność daje się we znaki po godzinie 16, czyli wtedy gdy wychodzę z pracy. Nastał czas prawdziwych jesiennych szarug......
Odnośnie samej trasy, to po prostu kręciłem się wokół komina, aby dokręcić do 4 dych dzisiaj - taka miałem zachciankę. Nie jest lekko jechać takimi drogami....
Dziś niedziela, dzień który od zawsze w mojej pamięci zapisuje się jako pogodny i stworzony do relaksu. Ta dzisiejsza niedziela na szczęście nie odbiegała od mojego wyidealizowanego obrazu i okazała się wpisywać w moje wyobrażenia, dlatego tez Słońce świeciło z maksymalną intensywnością jak na listopad, pozwalając mi i Ani na relaksacyjną wycieczkę, która powiodła nas:
Na sam początek wyruszamy z Wierzonki z myślą o Murowanej Goślinie. Po drodze wymyślałem najciekawsze kąski, aby Ani nie nudzić samymi płaszczyznami, dlatego jadąc skrajem Puszczy Zielonki zawitaliśmy w Owińskach, gdzie podziwiamy barokowy zespół pocysterski z kościołem pw. św. Jana Chrzciciela z 1720 roku. Pagórkowate okolice między Czerwonakiem, a Owińskami. Niech ktoś mi powie, że Wlkp. to same płaszczyzny.
Owińska - zespół pocysterski
Za Owińskami postanawiam wjechać na asfaltowany odcinek drogi serwisowej obok obwodnicy Murowanej Gośliny. Choć droga ta nie jest stworzona dla ruchu, to można poruszać się nią komfortowo, z zaznaczeniem kilku przepraw przez rowy melioracyjne, albo po grząskiej trawie. Jednak widoki z tej trasy są na prawdę atrakcyjne dla oka. Można tam zaobserwować pagórkowaty teren okolic Murowanej Gośliny. Stojąc na najwyższym punkcie trasy widać z jednej strony Górę Moraską 153 m n.p.m., a z drugiej strony Dziewiczą Górę 143 m n.p.m. 200 metrów dalej jest koniec drogi i trzeba przedostać się po trawie, przez rów na trasę obok.
Widok na okolice Starczanowa. Delikatne pagórki cieszą oko.
Dziewicza Góra w oddali.
schrupaliśmy po grześku i.....
Niczym heros znosiłem rowery z wiaduktu.
Rzeka Trojanka
Następnie udaliśmy się do Murowanej Gośliny, którą przemierzyliśmy na wskroś, kierując się z powrotem do Puszczy Zielonki. W Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka zrobiliśmy sobie miłą przerwę nad Jeziorem Kamińskim i potem jazda przez lasy do domu. Grigor i Ania w Murowanej Goślinie
Lustereczko powiedz przecie, któż debeściakową parą jest na rowerze?
przemysł w Murowanej Goślinie
taki oto klasyk w Rakowni
relaks nad Jeziorem Kamińskim
Weekend spędzony z Anią i na rowerze - czego więcej mi trzeba? Niczego....
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017