Najpierw wypad solo do rodziców na herbatę i placka, a na powrocie dołączyłem do Ani i strzałka do Parku Krajobrazowego Promno, pokręcić wspólnie po lesie i następnie po okolicy Pobiedzisk. W lesie nieopodal Wierzonki zaobserwowałem liczną grupę dzików i kilka danieli, a w PK Promno jedną sarnę. Szkoda, że nie zdążyłem aparatu wyjąć, zresztą przy obserwacji dzików miałem lekką srakę i zapomniałem o foto.
Tak jak zapowiadałem, tak zrobiłem - pojechałem na wycieczkę tego pięknego dnia. Wraz z Anią zaplanowaliśmy wycieczkę północnymi fyrtlami Wielkopolski, przez tereny, których jeszcze nie zwiedzaliśmy, a mianowicie 3 miasta: Oborniki - Szamotuły - Obrzycko. Pogoda dziś była wymarzona, bo 10*C, bezchmurne niebo i znikomy wiatr. Nie było innej opcji, jak zrobić dłuższą wycieczkę po nowych gminach.
trasa:
Co prawda w Obornikach Wlkp. byłem już kilka razy, ale tylko w mieście, a niewątpliwej atrakcji, jaką jest punkt widokowy na miasto i okolice w Uścikowie nie miałem okazji odwiedzić, więc dziś nadrobiłem zaległą miejscówkę. Zapraszam zatem do podziwiania miejsc, które dziś z Anią odwiedziliśmy.
Oborniki Wlkp.: Widok na Oborniki z punktu widokowego w Uścikowie.
Oborniki z punku widokowego w Uścikowie.
Osiedla mieszkaniowe w Obornikach, a w tyle wielka Puszcza Notecka.
Szachulcowy kościół w Obornikach z 1766 r.
W drodze do Szamotuł, kręciliśmy w większości po drogach rowerowych i chodnikach, gdyż tamtejsza droga wojewódzka nr 187 była bardzo niebezpieczna. Czasami jednak musieliśmy jechać jezdnią, bo żadnej alternatywy nie było. Na szczęście czasy się zmieniają i dróg dla rowerów przybywa, czego mogliśmy doświadczyć w dalszej części naszej wycieczki. Same Szamotuły zaskoczyły nas pozytywnie. To nieduże miasto, ze starą zabudową. Szczególnie piękny Park Zamkowy i bazylika kolegiacka, zaskoczyły nas swoim rozmachem. Fajnie było pokręcić po tym mieście.
Szamotuły: Zamek Górków w Szamotułach
Ania i Grigor przed Zamkiem Górków w Szamotułach
Baszta Halszki
Wieża Ciśnień w Szamotułach.
Bazylika kolegiacka w Szamotułach.
Słup ogłoszeniowy z zegarem na szamotulskim Rynku.
Z Szamotuł do kolejnego miasteczka na naszej trasie - Obrzycka, prowadziła przepiękna droga dla rowerów. Szeroka, gładziutka i chyba świeżo oddana do użytku ddr-ka, aż prosiła się o zostawienie na niej śladu. Jechało się tędy wyśmienicie i nie wiedząc kiedy, nasze koła zawitały w Obrzycku. A po drodze:
Kobylniki i Obrzycko: Kilometry pięknej ddr-ki z Szamotuł do Obrzycka.
Pałac w Kobylnikach
Ania i Grigor przed Pałacem w Kobylnikach
Na Rynku w Obrzycku wyczuwałem sielankową atmosferę. Podobają mi się takie klimatyczne miasteczka.
Ratusz w Obrzycku
Na obrzyckim Ratuszu.
Warta w Obrzycku
Pałac w Obrzycku
Za Obrzyckiem robimy skręt na drogę w kierunku Obornik Wlkp. Dojeżdżamy do miejscowości Stobnica i naszym oczom ukazują się dwie wspaniałe rzeczy. Pierwsza rzecz to długa na kilkanaście kilometrów droga dla rowerów, aż po same Oborniki, utworzona w miejscu dawnej linii kolejowej, a druga rzecz to monumentalna budowla - zamek nad jeziorem. Do zamku niestety dojechać się nie da, wszędzie tylko gburowata ochrona i zasieki na kilka metrów. Jednak ja nie dałem za wygraną i jakieś tam zdjęcie przez drzewa zrobiłem. Ciekawe co to za zamek powstaje, ale jest naprawdę ogromny.
Stobnica: Kilkunastokilometrowy odcinek drogi dla rowerów ze Stobnicy do Obornik Wlkp. prowadzący skrajem Puszczy Noteckiej.
Zamek w Stobnicy
Wspaniała sobota pod każdym względem. Nie dość, że spędzona w całości na rowerze, to w dodatku w pięknej pogodzie, w ładnych, nowych terenach i w towarzystwie Ani. Polecam odwiedzić te tereny, bo naprawdę warto!
Przejażdżka w ramach urlopu, po gminie Pobiedziska. Nakręciłem 4 dyszki, w większości po asfaltowych drogach, co w zupełności mi wystarczyło. Dziś mieszały mi się pory roku, bo w kalendarzu jest zima, a aura dookoła iście jesienna ze względu na duże zamglenie, szarość i temperaturę ok. 2*C, a w lesie natomiast zaobserwowałem młode, zielone listki bzu oraz przebiśniegi, które są już oznaką zbliżającej się wiosny. Tylko lata w niczym nie dało się dostrzec, ale to byłaby już przesada.
Zdjęcia robione kawałkiem kory z drzewa, bo aparacik oddałem do serwisu: przebiśniegi w połowie lutego
młode listki bzu
Prace przy przebudowie drogi Pobiedziska - Kociałkowa Górka posuwają się do przodu.
Jutro zapowiadają wiosnę, więc polecam wybrać się na rower. Ja ostatnio troszkę odpuściłem kręcenie, ale jutro na pewno coś pojeżdżę i to niekoniecznie pod domem. CDN.
Trasa jak w tytule. Oto kilka zdjęć na blogu Ani: TUTAJ
Ja tylko wstawię jedno zdjęcie z trasy, w Jerzykowie gdzie na pewnej posesji rośnie taka oto okazała sosna pospolita. Pomnik przyrody mierzy w obwodzie 270 cm. a jego korona ze względu na brak towarzystwa innych drzew w tej okolicy, rozrosła się na boki tworząc tzw. "parasol".
Ostatnimi dniami mniej jeździłem, ale za to czytałem :-))) Kolejna dawka wiedzy na temat Rosji. Wielbię ten kraj.
Okazuje się, że Ci "krystaliczni" z TV to ćpuny. Było ciekawie :-)
Okolicznościowa, bo mieliśmy plan dojazdu nad Jezioro Swarzędzkie, jednak chlapa i mega błoto na polnych drogach sprowadziły nas na ziemię po kilkunastu kilometrach jazdy terenem i finalnie dzisiejszy cel odkładamy na później, kręcąc po okolicy. Korzystając z okazji, przed Uzarzewem skręcamy na gminę Kostrzyn Wlkp. i jedziemy w kierunku PK Promno. Ehhh! Ten dźwięk mielonego piasku w zębatkach napędu - bezcenne! Zwykła wycieczka, celem zaspokojenia rowerowej żądzy. Z ciekawostek po drodze, to widzieliśmy sarny, myszołowa i konia.
moje ździsie: Tutaj śnieżny odcinek Pobiedziska - Kaczyna.
Kawałek dalej, w Kaczynie droga zamieniła się w grząską przeprawę. Po takiej nawierzchni jedzie się bardzo ciężko. Mokry śnieg w połączeniu z błotem, daje niezły wycisk mięśniom...Ale my nie jesteśmy mięczakami i jedziemy do przoduuuuuu jazdaaaaaa - brawa dla Ani!
Park Krajobrazowy Promno
Park Krajobrazowy Promno - Rezerwat Przyrody Jezioro Dębiniec
Krótki, choć okrężny wypad z Anią nad Jezioro Lednickie. Tafla jeziora zamarznięta, więc mogłem wejść nieco dalej i zrobić zdjęcie całego zbiornika. Z ciekawostek, to udało nam się zaobserwować młodego sumika, pływającego pod taflą lodu. Podczas jazdy zaczął prószyć śnieg, a potem to już coś co bardziej przypominało drobinki lodu, tnące nas po twarzach aż po sam dom.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017