Poznań - Jezioro Maltańskie
Na drogach asfaltowych było sucho i bezpiecznie, no może poza tymi nieco bardziej uczęszczanymi odcinkami do Poznania, gdzie ruch samochodowy był duży. Do Jeziora Maltańskiego droga przebiegła szybko i komfortowo.
Nad samym jeziorem droga rowerowa o dziwo pokryta była lodem, stąd mało minęliśmy osób uprawiających sport, ale i my mieliśmy nie lada problem chcąc utrzymać pion na rowerze, mało brakowało do gleby. Na ścieżkach ludzi brak, ale był za to jeden kozak i to w samym jeziorze, siedzący w przeręblu i prężący bicki przed rozentuzjazmowaną widownią.
Ścieżki na Malcie pokryte są lodem prawie całkowicie, dlatego aby się gdzieś tam przedostać, zrezygnowaliśmy z jazdy tymi urokliwymi, miejskimi lasami przy brzegu rzeki Cybiny. Wybraliśmy zatem odlodzone drogi rowerowe i przedostaliśmy się poza granice miasta.
W powrocie jadąc w stronę Swarzędza, odbiliśmy przez Zieliniec do Gruszczyna, skąd przedostaliśmy się do pobliskiego lotniska. Stał tam ładny helikopter i podjechaliśmy ukradkiem w celu zrobienia sobie przy nim zdjęcia. Potem rozdzieliliśmy się z Darkiem i pomknęliśmy w swoje fyrtle.
trasa:
ździsie:

Bicki prężył w lodowatej wodzie, nie zauważając że z jaj ma pestki...

Przerwa na coś gorącego z termosu nad Jeziorem Maltańskim.

ścieżki pełne lodu

Cóż za współpraca. Psu jest ciepło i zarazem służy jako podpórka do czytania gazety.

Kobylnica Ligowiec - serwisanci regulują mechanizmy w helikopterze. Ciekawi mnie czy dali by radę wyregulować przerzutkę w rowerze :-)
Jak zwykle w towarzystwie Darka jeździło mi się nadzwyczaj dobrze. Czas jazdy jakby wolniej płynął, a kilometry nabijały się szybciej. Miło było odwiedzić Jezioro Maltańskie zimą, tafla lodu jeszcze bardzo gruba....ale nie spieszno mi jeszcze do wiosny. Niech sobie jeszcze tak będzie długo, bo jeździ się na prawdę przyjemnie.




