Wczoraj dostałem info, że ekipa z Gniezna rzuca wyzwanie Dziewiczej Górze i chcieliby widzieć mnie w swojej obecności. Dziś rano obudziłem się z wielkim bólem głowy i moje myśli dalekie były od roweru.....jednak tęsknota za tymi wspaniałymi tripami w tej, a nie innej ekipie zmotywowała mnie do ruszenia dupy.
Wyjechałem ziomkom na spotkanie. Nasze drogi skrzyżowały się jakieś 15km od mojego domu w Parku Krajobrazowym Promno. Potem jechaliśmy już razem w składzie liczącym 5 bikerów:
Pan Jurek, Kuba "
Kubolsky",
Mateusz wnuk Pana Jurka i nowo poznany bikestatsowicz
Mariusz z Trzemeszna i ja oczywiście.
Szczerze mówiąc moja forma jest tak słaba, że dziękowałem losowi, że spotkałem ich tam w Promnie, bo delikatnie mówiąc słabo się czułem. Jednak każdy kilometr pokonany z nimi nie pozostawiał śladu zmęczenia i te 5 dych przejechałem w miarę swobodnie. Trochę pluję sobie w twarz myśląc o ekipie z Gniezna, która to o własnych siłach przyjechała ze stolicy i do niej wracała, nakręcając przy tym ładny dystans z palcem w dupie, a ja jestem tak daleki od takich dystansów, czyli +100km. Muszę nadrabiać straty, bo czuję że omija mnie wiele wspaniałych chwil z gnieźnieńską ekipą, a z nimi zawsze jest dobrze.
Wracając do sedna, towarzyszyłem kolegom w dojeździe do Dziewiczej Góry. Podjechaliśmy wszyscy całkiem stromym podjazdem, kamienistą drogą, na której nasze nogi dostały niezły wycisk.....ja to nawet mówiłem sobie po cichu: "po huj się tak męczę" ale to naprawdę miłe uczucie i po woli czas na przesiadkę z 4 bawarskich kółek na 2 amerykańskie, bo te drugie dają chyba większą przyjemność.
Tym sposobem spędziłem miłą niedzielę i nawet łeb przestał mnie potem boleć. Dzięki chłopaki za propozycję i czekam za następnymi :-)
Zdjęć nie trzaskałem za dużo, gdyż byłem tu tylko dodatkiem. Wejdźcie sobie moi drodzy do wyżej wymienionych bikerów i popczytajcie ich relacje, są na pewno bardziej interesujące...

Nasza ekipa na Dziewiczej Górze, od lewej: Mateusz, Kubolsky, Mariusz, ja, Pan Jurek.

We Wierzonce nasze drogi się rozjechały. Ja do domu, a chłopaki jakieś 5 dych do domów jeszcze mieli.....hardcore