Dziś nieco bardziej znośnie, choć temperatura wcale nie była niska! Mimo to zrobiłem strzałkę w las i po kilkunastu kilometrach po raz kolejny z rzędu wypluskałem się w krystalicznej wodzie Jeziora Pławno w Puszczy Zielonka. Figlom w wodzie końca widać nie było, ale w końcu musiałem ruszyć dupsko dalej, dlatego przemierzając Puszczę Zielonkę dojechałem do Kiszkowa, gdzie dokonałem istnej wyżerki w sklepie monopolowym: cała czekolada mleczna, banan, pączek, lód rożek i jakiś energetyk dały mi dużo energii, dlatego potem odwiedziłem jeszcze okolicę, m.in. Jez. Turostowskie, gdzie ludzie pluskali się w gorącej wodzie.
Musze przyznać, że jazda dziś sprawiała mi sporą przyjemność, mimo lejącego się potu z czoła, rower spisywał się dziś nadzwyczaj dobrze, bo nic nie skrzypiało i strzelało, jedyne czego mi brakowało to jakiegoś towarzystwa..... Piękne lato mamy tego roku i korzystam z niego na rowerze choć w weekendy, bo w tygodniu słabo to wygląda ze względu na pracę i takie tam....
Dużo dziś jeździłem po Gminie Kiszkowo, dlatego tytuł wpisu należy się właśnie dla Kiszkowa, tej sporej wsi, całkiem zadbanej, z kilkoma ciekawymi zabytkami jak np. drewniany kościół z 1733 roku. Kiedyś Kiszkowo było chyba miastem....
Trasy nie wykreślam, bo nie jest to łatwe jeżdżąc po Puszczy Zielonce, ale kilka ździsiów wstawić mogę jak najbardziej:
Lato pełną gębą - okolice Kiszkowa
Z Dąbrówki Kościelnej do Kiszkowa
Wieś z jednym gospodarstwem niedaleko Kiszkowa.- Darmoszewo, na mapie nie widnieje...
Kiszkowo - taki oto noblistyczny mural.
Kiszkowo - lodów już dawno tu nie ma, ale klimat nadal pozostaje.
Kiszkowo - zabytkowy, drewniany kościół św.Jana Chrzciciela z 1733 roku.
To by było na tyle dziś. Do następnego pozdrower....
W takim upale to chyba jeszcze nie miałem okazji jeździć na rowerze. Jak tylko wsiadłem na siodełko, od razu zacząłem obierać kurs do lasu, bo tam wśród drzew zawsze troszkę chłodniej. Zajechałem tym sposobem nad Jezioro Pławno w sercu Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka. Zbiornik ten leży we florystycznym rezerwacie przyrody i tylko nieliczni znają do niego ścieżki. Wykorzystałem ten stan i wykąpałem się w krystalicznej wodzie. Woda była tak ciepła, że oprócz tego że byłem mokry nie czułem nic :-))) Jadąc z Zielonki do Tuczna złapałem laczka w tylnym kole, ale naprawa poszła bardzo szybko i sprawnie, w większości dzięki super szybkim łatkom i nie dokuczaniu mi przez muchy końskie. Potem jazda piaszczystymi drogami Puszczy Zielonki nad kolejne jeziora: Jez.Tuczno, Jez. Stęszewsko - Kołatkowskie, ale tam już się nie kąpałem, gdyż nie wcisnąłbym się do wody w natłoku ludzi....
Bardzo wysoka temperatura spowodowała wylanie prawie całego bidonu na głowę podczas jazdy, a pić musiałem tylko pod sklepem. Nie lubię jeździć w takiej pogodzie, zdecydowanie lepiej było nad jeziorem leżeć na plecach we wodzie, ale w sumie gdyby nie rower nie dojechałbym w to piękne miejsce :-)
ździsie: Jezioro Pławno
Arboretum w Zielonce
Arboretum w Zielonce
Leśny warsztat wulkanizacyjny
Piaszczyste proste w Zielonce
Nad Jez. Kołatkowsko - Stęszewskim w Tucznie tłumy ludzi
Tam w oddali to Eko - Plaża w Stęszewku, również ludzi tłumy
Ostatnio taki nieurodzaj na moim blogu, że żal dupę ściska...w dodatku przeziębiłem się niemiłosiernie i od tygodnia borykam się z różnymi tego dolegliwościami, z resztą nie lepiej czuje się mój brat Wojtas, który mimo wszystko zdecydował się dziś na wycieczkę ze mną do Lednickiego Parku Krajobrazowego nad Jezioro Głębokie. Tak to właśnie pojechaliśmy chrząkając i pociągając nosami na mały rekonesans rowerowy.
Trasa wypadła dziś dokładnie pół na pół asfalt - teren, choć te odcinki po nieutwardzonym wspominamy najlepiej, bo tylko tam czuć było te prawdziwe lato, gdzie na drodze miękki piach połykał nasze koła, tumany kurzu nie dawały oddychać, zapach żniw unosił się dookoła, a na żółtych polach grasowały czerwone bizony, których dziś naliczyliśmy około 10 sztuk :-) Gorąco tak, że bidony opróżniliśmy szybciej niż zwykle, przez co wizyta w monopolowym nastąpiła proporcjonalnie w czas....Ja dziś zaszalałem i oprócz wody zakupiłem bronka, po którym spożyciu nagle nogi zrobiły mi się jak z waty i powrót w palącym Słońcu był "wesoły"
Dojazd do Jeziora Głębokiego przebiegał spokojnie, bo szukaliśmy możliwie jak najbardziej terenowych dróg, gdyż auta dojeżdżające na pobliskie jeziora robiły niezły zamęt na asfaltach, ale byliśmy wyrozumiali i nie pokazywaliśmy fuck'ów trąbiącym na nas frajerom, tylko spokojnie strzałka w pole lub w las. Nad małym, malowniczym Jeziorem Głębokim zrobiliśmy siestę i potem polami przez takie wioski jak Głębokie, Podarzewo, Łagiewniki na asfalt do Krześlic, skąd znów w pole i tak dalej.... (trasa na mapie)
Dziwnie się czułem jadąc rowerem w takim skwarze, kaszląc i pociągając nosem i mam nadzieję, że ten wypad pójdzie mi i bracholowi na zdrowie, bo to na prawdę jakoś mi nie pasuje :-))))
Trasa: Będzie później..........gpsies się zawiesza.....
Gdy wyjeżdżałem popołudnu z domu, było na prawdę bardzo parno. Temperatura w cieniu to ponad 30*C, a w dodatku ta wilgotność powietrza - prawie jak w dżungli, domniemam, iż by zapalić w tych warunkach świeczkę, zaraz by zgasła z braku tlenu... Dojechałem kilka kilometrów na bardzo popularną i lubianą plażę nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim (EKO-PLAŻA), gdzie wśród setek plażowiczów, wypoczywało kilkoro moich znajomych... Długo tam nie zagościłem, gdyż w stroju kolarskim, w pełnym Słońcu dziwnie się czułem na plaży, poza tym na niebie robiło się jakoś tak podejrzanie ciemno, więc postanowiłem ostrożnie, acz spokojnie przybliżyć się nieco z rowerem ku domowi.
To był dobry ruch w czasie, bo z każdym kilometrem, a przypomnę wiele ich nie miałem bo 9, na moje lico spadało coraz więcej kropel deszczu i podmuchów ciepłego wiatru. Będąc dosłownie kilkaset metrów od domu, zauważyłem na polu, za plecami bloków mojej wioski białą ścianę czegoś, co wyglądało jak tumany kurzu, deszczu, chmur, piorunów i gałęzi zmieszanych ze sobą w jeden porywisty koktajl. Miałem dużo szczęścia. Zdążyłem przed największym uderzeniem nawałnicy, która przechodziła tego dnia w mojej wiosce i wokół niej. Oglądałem te kilkanaście minut zza okna i powiem szczerze, że nie wiem co by ze mną było, gdybym wtedy jeszcze siedział w siodle... Ale nie ma co gdybać, bo zdążyłem i po jakichś 2h ponownie wsiadłem na rower, aby dokonać oględzin po tej burzy. Moim oczom ukazał się smutny widok powyrywanych drzew, krzaków, nieprzejezdnych dróg, strażaków porządkujących drogi i powymywanych poboczy. Słuchy mnie dochodzą, iż w niedalekiej okolicy, wiatr wyrywał wiaty autobusowe, a obalające się drzewa zerwały linię wysokiego napięcia, przez co w mojej wiosce dopiero dziś o 19 włączono prąd.
Jak żyję nie pamiętam takiej nawałnicy, ale jedno mnie ciekawi......gdzie podczas takiego armagedonu kryją się te pieprzone bąki (muchy końskie)!? Muszą mieć skubane dobre kryjówki, skoro zaraz po wyjeździe rowerem po nawałnicy, obleciały mnie te skubane i jedynym ratunkiem przed zjedzeniem żywcem, było jechanie z prędkością powyżej 20km/h i o zatrzymywaniu mowy nie było...
ździsie:
Na EKO-PLAŻY w Stęszewku tłumy ludzi
Na wodzie też tłumy
Zaczyna coś się dziać - cisza przed burzą
Zdążyłem wejść na klatkę schodową, a piekło się rozpętało...
Tak wyglądało większość lokalnych dróg po nawałnicy Strażacy mieli dużo pracy.
Krótki wypad z bratem Wojtkiem nad jezioro, w celu kąpieli. Objechaliśmy naszą okolicę, zahaczając aż o 4 jeziora (mapka poniżej). Na dłużej zatrzymaliśmy się nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim, gdzie się właśnie wykąpaliśmy. Ludzi nad jeziorami jak szarańczy!!! Wszelakie plaże zatłoczone, miejsc na parkingach brak. Miałem wrażenie jakby wszyscy ludzie byli dziś nad jeziorami :-))) A upał był taki, że najchętniej z wody bym w ogóle nie wychodził, a poza tym na rowerze strasznie się męczę gdy jest tak gorąco. W dodatku zaraz po wyjechaniu z domu, osa mnie upierdoliła pod pachą i cały czas czułem dyskomfort... Mimo to kręciło się całkiem spoko, w dużej mierze dzięki bratu.
mapka: ździsie: Wojtas i Grigori nad Jeziorem Kowalskim
Jezioro Kowalskie w Jerzykowie
Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie od strony Stęszewka.
windsurfer
Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie od strony Tuczna.
Do celu jechałem możliwie jak największą ilością dróg terenowych, a z powrotem większość to drogi asfaltowe. Czyli takie pół na pół, w upale, bo było na prawdę gorąco - lato jak z pocztówki, ale ja szczerze to źle się czuję w takich temperaturach na rowerze. Trasa oczywiście wymyślana na bieżąco, a jak wygląda to na mapce to poniżej:
Wreszcie udało się wyjechać z Wojtasem na wycieczkę! Żeby nie zniechęcić brata do roweru jakimiś ekstremalnymi dystansami, wybrałem optymalną trasę po naszych okolicznych, polno - leśnych fyrtlach. Nie obeszło, a raczej nie objechało się bez Puszczy Zielonki, a raczej jej południowo - zachodnich ostępów m.in. Dziewicza Góra, tereny po żwirowni w Owińskach, no i główny punkt naszej wycieczki, czyli wzniesienie terenu nieopodal wsi Bolechówko, gdzie na szczycie pola zboża, wznoszącego się na 100m.n.p.m można obserwować tereny nadwarciańskie i niżej położone wioski w gminie Murowana Goślina. Chciałem Wojtasowi pokazać tą miejscówkę, kilka razy przeze mnie odwiedzaną, bo mimo ciężkiego dojazdu (marsz z rowerem po polu zboża) warto zobaczyć widok z tego wzniesienia. My Wielkopolanie cieszymy się z byle górki po prostu, a ja to już na każdą wejdę, żeby zobaczyć co stamtąd widać :-) Oprócz wspomnianych miejsc, warto wspomnieć też o dużym fioletowym polu facelii we Wierzenicy - piękny to widok bez dwóch zdań.
Jechało się nam wspaniale, choć mnie troszkę dupa bolała od siodła. Wycieczka udana, obydwoje wróciliśmy z uśmiechami na twarzach do domu. Mapki znów nie wstawiam, bo więcej było łażenia niż jeżdżenia, skąd ta piorunująca średnia, zresztą kogo to obchodzi, lepiej pooglądajcie zdjęcia:
Pole facelii we Wierzenicy
Morze kwiatów
Paniom na koniach powiedziałem: "Cóż za piękne klacze" one się uśmiechnęły odpowiedziały: "ogiery też niczego sobie" Brawo za dystans i poczucie humoru drogie Panie :-) i od razu weselej :-)
Dziewicza Góra
Barwy lata
Z Wojtasem w zielonej szkole przy leśniczówce w Annowie
Plaża w Owińskach
Taki oto sum - potwór, a raczej jego głowa wisi w pewnym sklepie w Owińskach. Po rozmowie ze sprzedawcą dowiedziałem się, iż ów osobnik mierzył prawie 2 metry, ważył 38kg. i złowiony został w rzece Warcie. Zwróćcie uwagę na jego ostre zęby wewnątrz szczęki!!!
Tylko ze mną takie przygody - marsz z rowerem po polu zboża na wzniesienie w Bolechówku
Widok na dolinę Warty
Komin EC Bolechowo
Bardzo ciekawi mnie to wzniesienie, gdzieś daleko za Wartą, patrząc w stronę Obornik Wlkp.
Wspólne zdjęcie na górce
Wyciągam zboże zewsząd
Jezioro Trzaskowskie
Dziś w końcu było bezdeszczowo, temperatura też całkiem przyjemna i wycieczka jak talala :-) Dziękuję za odwiedzanie mojego bloga i Pozdrower.
Dziś odwiedziłem rzekę Wartę. Miejscem docelowym była przystań kajakowa "Binduga" w Mściszewie w gminie Murowana Goślina. Pogoda nadal niepewna, choć im dłużej jechałem, na niebie robiło się coraz jaśniej, aż do momentu kiedy podczas powrotu zrobiło się maksymalnie słonecznie i gorąco.
Trasa do Bindugi wiodła w większości asfaltami, choć odcinki terenowe jak były to już na maxa hardkorowe, a po drodze jechałem przez: Wierzonka - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Czerwonak - Owińska - Bolechowo - Szlachęcin - Złotoryjsko - Mściszewo. Choć niektóre z podanych miejscowości rzeczywiście przejechałem, to mapki nie wstawiam gdyż jeździłem niekiedy takimi ścieżkami, że wyznaczenie tego na mapie jest bez sensu (jazda po polu, przeskakiwanie strumyków, wchodzenie na wiadukty, jazda drogami których nie ma na mapie) dlatego też rower, który dziś wybrałem to po raz kolejny zimóweczka :-)))
Nad Wartą spokój, nic się nie działo, kajakarzy zero, nawet komarów nie było. Tylko dźwięk nurtu i jakieś ptactwo wodne. Gdybym był tam z kocem, walnąłbym się na trawce i słuchał tej muzyki. Jednak koca nie miałem, a z mojej jak zwykle spontanicznej wycieczki zrobił się niezły trip, bo na liczniku ponad 3 dychy, a z powrotem następne tyle, więc wziąłem dupę w troki.
Podczas powrotu trochę dzikowałem tzn. trochę jeździłem po grząskim polu, trochę nosiłem rower na plecach, przeskakiwałem strumyki i pociłem się jak świnia......wjechałem też na przepiękny singiel prowadzący tuż przy brzegu Warty, gdzieś od Bolechowa do Owińsk to było i jechałem tak niesamowicie piękną dróżką w totalnej dziczy, wśród oplatających mnie krzaków, w ciemnym korytarzu zieleni, gdzie po prawo płynie królowa wielkopolskich rzek, na lewo leśne oczka wodne z rzęsą na tafli, a po środku właśnie ten singiel pełen zakrętów, pagórków, korzeni i błotka...........niestety bateria w aparacie mi padła i nici z udokumentowania tegoż wywodu, ale może to i dobrze, bo mam następną wycieczkę w głowie w te miejsce, tylko trzeba kogoś namówić na towarzystwo :-)))
ździsie:
Po drugiej stronie Warty Poznań i jego wieże radiowo - telewizyjne.
Droga ze Szlachęcina do Złotoryjska
Warta w Mściszewie - widok w stronę Obornik Wlkp.
Warta - widok od strony Poznania
Wojskowy wóz strażacki. Chyba nabierali wody z Warty.
Dziewicza Góra w oddali 143m.n.p.m
Góra Moraska z jeszcze większej oddali - wzniesienie to jest wyższe od Dziewiczej Góry i ma 153m.n.p.m
Od wczoraj do dziś rana padało, a na niebie nie było ani jednego skrawka niebieskiego nieba, co nie napawało mnie optymizmem. Tak się zbierałem i zbierałem aż w końcu wyjechałem, pakując do plecaka kurtkę deszczową na wszelki wypadek :-) Plan był taki, aby pojeździć po orzeźwiającym lesie, więc dosiadłem rower do zadań specjalnych, co znaczy błotnych i wyjechałem do Puszczy Zielonki.
W lesie pięknie - mokro, błotno, wilgotno, zielono i gwarno od śpiewu ptaków. Jadąc "zimówką" nie straszne były mi kałuże na całej szerokości dróg leśnych, ani błoto wdzierające się w każdą koronkę napędu, po prostu jadę do przodu z uśmiechem na twarzy :-) Jechało mi się świetnie, choć nieco leniwie bo często robiłem przerwy na zdjęcie - tak mi się dziś w lesie podobało. Z ciekawostek jakie dziś miałem okazję zaobserwować, to spotkana po raz pierwszy na żywo kuna leśna. Niestety spotkanie trwało zbyt krótko, aby uwiecznić to słodkie zwierzątko w kadrze, jednak bardzo mnie fakt obserwacji kuny leśnej ucieszył, a w szczególności utkwiła mi w pamięci poza jaką kuna przybrała po wtargnięciu mi przed koła roweru - wiecie jak czatują surykatki? No właśnie :-))))
Po wyjechaniu z granic Puszczy Zielonki, postanowiłem pojechać troszkę dalej na północ gminy Murowana Goślina. Tym sposobem odwiedziłem takie urocze wioski jak Głębocko, w której odnalazłem jakiś stary, opuszczony, niemiecki cmentarz, potem Trojanowo, gdzie zrobiłem zdjęcie pomnikowi poległych podczas wojny, następnie Kąty i Wojnowo z ciekawym jeziorem.
Przez całą wycieczkę chmur na niebie przybywało, przez co miałem wrażenie że zaraz lujnie deszcz, jednak o dziwo nie spadła ani jedna kropla deszczu, do jazdy na rowerze było bardzo przyjemnie, choć szarość nie sprzyjała robieniu zdjęć, jednak dziś narobiłem ich całkiem sporo. Dobry tripek mi wyszedł.
Oto trasa:
ździsie: Do lasu jedzie Grigor - Dębogóra
aż pachnie z tego zdjęcia
Kałuże
Droga do Pławna
ciek wodny w rezerwacie Jezioro Pławno
paproć leśna
pszczoła to bardzo pracowite zwierzątko - ta siły nie miała na odlot, więc dałem jej okruszek czekolady :-)
Nagrobek w opuszczonym cmentarzy w Głębocku
Przejeżdżając przez przejazd kolejowy w Przebędowie, moją uwagę przykuł ten graf na skrzynce elektrycznej.
polski patent na łatanie dziur na drogach gruntowych - wyjebać 7 taczek cegieł do kałuży......Przebędowo
Pomnik pomordowanych podczas wojny w Trojanowie
w Trojanowie łąkowa sielanka
z Trojanowa dostrzec można Dziewiczą Górę - 18x zoom optyczny :-)
W Trojanowie znajduje się także hodowla bydła w byłym PGRze
Widoczki podczas jazdy z Trojanowa do Kątów
Widok podczas jazdy z Kątów do Wojnowa
Wojnowo - kiedyś była to gorzelnia
Jezioro Wojnowskie skrzętnie kryje się za krzakami
Wyboisty odcinek Małego Pierścienia Rowerowego z Wojnowa do Łopuchówka
Powrót wilgotną puszczą
Kolejny miły dzionek na rowerze, czekam na więcej Słońca....Pozdrower
Nie miałem planów jechać dziś rowerem dystansu >50, ale po uprzednim go wypucowaniu na działeczce naszła mnie tak wielka ochota na przejażdżkę, że w miarę upływających kilometrów apetyt rósł i wyszedł właśnie taki dystans. Początkowo zamiar miałem dojechać tylko do Pobiedzisk nad tamtejsze jezioro i ogólnie zobaczyć co też tam słychać w mieścinie. Jadąc główną, szeroką, asfaltową drogą (co by zaraz nie upieprzyć roweru w błocie po umyciu) w Pobiedziskach byłem nadzwyczaj szybko, dużą zasługą tej wysokiej średniej na tym odcinku był gość na kolarzówce, który w bezczelny sposób mnie wyprzedził :-))) Ja uniesiony dumą postanowiłem posiedzieć mu na kole......z marnym skutkiem, gdyż kolarz ten zasuwał cały czas ok.35km/h, a ja prawie kloca w gacie zrobiłem żeby za nim jechać, aż mnie zaczął brzuch boleć, bo wyjechałem syty jak kleszcz po sobotnim, mamusinym obiadku :-S Kiedy byłem już Pobiedziskach, kolarza nie widziałem na horyzoncie, więc skręciłem do miasteczka na odpoczynek :-)
W Pobiedziskach cisza i spokój, a na Rynku podziwiałem wystawę ze zdjęciami Puszczy Zielonki. Bardzo dbają tam o świadomość mieszkańców na temat przyrody ich otaczającej i za to wielki plus. Jakoś potem brzuch przestał mnie boleć i postanowiłem pojechać nieco dalej i po chwili zawitałem w Lednogórze nad Jeziorem Lednickim. Plaża przygotowana już do sezonu, a na wodzie pływają łódki i rowery wodne. Potem wracając wstąpiłem jeszcze na Pola Lednickie i tamtejszą "Bramę Rybę", zdjęć nie robiłem, gdyż ile można :-))) a poza tym pogoda zaczęła się pogarszać. Będąc ok. 25km. od domu złapał mnie pierwszy deszcz. Zdążyłem schronić się pod wiatą. 10min. później jechałem wilgotnym asfaltem dalej i po kilku kilometrach wjechałem na zupełnie suchy asfalt, czyli wniosek jest taki że deszcz musiał być na prawdę przelotny.
Powietrze było dziś całkiem ciepłe i mimo mokrych gaci, nie odczuwałem większego dyskomfortu. Jednak jakieś 3km. od domu złapał mnie drugi dziś deszcz, który już porządnie mnie zmoczył i w próg domu wszedłem niczym ścierwo :-))) Mimo wszystko fajnie się jechało, dawno nie byłem w lednickich terenach, zapach lata jest na rowerze doskonały, deszcz też nie był zabójczy, a przejechane spontanicznie co bądź kilometry nie poszły na marne :-))))
Taka oto trasa:
i takie oto ździsie: W Pobiedziskach materiały budowlane można nabyć w uroczej ruinie o ironio.
Wystawa fotograficzna nt Puszczy Zielonka na pobiedziskim Rynku
Jadąc dalej zapragnąłem napić się mleka......
Plaża nad Jeziorem Lednickim w Lednogórze
Jezioro Lednickie
W Rybitwach zawsze moją uwagę przykuwa ten oto zabytkowy domek
Imiołki - malutka wieś nad Jez. Lednickim - mam wielki sentyment do tej wioski, gdyż daaaawno temu byłem tu na koloni...
Mokra droga z Kiszkowa do Pobiedzisk - jakiś kilometr dalej było już zupełnie sucho :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017