Zdążyć przed nawałnicą.

Niedziela, 19 lipca 2015 · Komentarze(7)
Kategoria 40-100 km
Gdy wyjeżdżałem popołudnu z domu, było na prawdę bardzo parno. Temperatura w cieniu to ponad 30*C, a w dodatku ta wilgotność powietrza - prawie jak w dżungli, domniemam, iż by zapalić w tych warunkach świeczkę, zaraz by zgasła z braku tlenu...
Dojechałem kilka kilometrów na bardzo popularną i lubianą plażę nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim (EKO-PLAŻA), gdzie wśród setek plażowiczów, wypoczywało kilkoro moich znajomych...
Długo tam nie zagościłem, gdyż w stroju kolarskim, w pełnym Słońcu dziwnie się czułem na plaży, poza tym na niebie robiło się jakoś tak podejrzanie ciemno, więc postanowiłem ostrożnie, acz spokojnie przybliżyć się nieco z rowerem ku domowi.

To był dobry ruch w czasie, bo z każdym kilometrem, a przypomnę wiele ich nie miałem bo 9, na moje lico spadało coraz więcej kropel deszczu i podmuchów ciepłego wiatru. Będąc dosłownie kilkaset metrów od domu, zauważyłem na polu, za plecami bloków mojej wioski białą ścianę czegoś, co wyglądało jak tumany kurzu, deszczu, chmur, piorunów i gałęzi zmieszanych ze sobą w jeden porywisty koktajl.
Miałem dużo szczęścia. Zdążyłem przed największym uderzeniem nawałnicy, która przechodziła tego dnia w mojej wiosce i wokół niej.
Oglądałem te kilkanaście minut zza okna i powiem szczerze, że nie wiem co by ze mną było, gdybym wtedy jeszcze siedział w siodle...
Ale nie ma co gdybać, bo zdążyłem i po jakichś 2h ponownie wsiadłem na rower, aby dokonać oględzin po tej burzy.
Moim oczom ukazał się smutny widok powyrywanych drzew, krzaków, nieprzejezdnych dróg, strażaków porządkujących drogi i powymywanych poboczy. Słuchy mnie dochodzą, iż w niedalekiej okolicy, wiatr wyrywał wiaty autobusowe, a obalające się drzewa zerwały linię wysokiego napięcia, przez co w mojej wiosce dopiero dziś o 19 włączono prąd.

Jak żyję nie pamiętam takiej nawałnicy, ale jedno mnie ciekawi......gdzie podczas takiego armagedonu kryją się te pieprzone bąki (muchy końskie)!? Muszą mieć skubane dobre kryjówki, skoro zaraz po wyjeździe rowerem po nawałnicy, obleciały mnie te skubane i jedynym ratunkiem przed zjedzeniem żywcem, było jechanie z prędkością powyżej 20km/h i o zatrzymywaniu mowy nie było...

ździsie:


Na EKO-PLAŻY w Stęszewku tłumy ludzi


Na wodzie też tłumy


Zaczyna coś się dziać - cisza przed burzą


Zdążyłem wejść na klatkę schodową, a piekło się rozpętało...


Tak wyglądało większość lokalnych dróg po nawałnicy


Strażacy mieli dużo pracy.

Komentarze (7)

Wyjeżdżałem tego samego dnia z WLKP w słońcu, na trasie odczytałem, że zrobił się Armageddon, a wieczorem widziałem to live w Sudetach. Nie ma co, narzekać na pogodową nudę nie można :)

Trollking 21:38 wtorek, 21 lipca 2015

Na całe szczęście zdążyłeś uciec do domku

Nefre 20:46 wtorek, 21 lipca 2015

Matka natura jest złośliwa !!!
Ja w tę albo podobną (moją) "jeździłem" (pływałem) trochę ! :-)

Jurek57 20:14 wtorek, 21 lipca 2015

Ładnie przyfarciłeś. Ja za to po tej nawałnicy wyskoczyłem trochę pokręcić, bynajmniej było czym oddychać :-)

maniek1981 19:27 wtorek, 21 lipca 2015

A potem to przylazło nad Warszawę - też się nieźle działo, ale szczęśliwie obserwowałem nawałnicę znad grilla i spod wiaty, a nie z siodełka rowerowego. :)

zarazek 07:58 wtorek, 21 lipca 2015

I weź tu mieszkaj w wielkopolskim ,Kataklizmy letnie dają popalić

Roadrunner1984 20:57 poniedziałek, 20 lipca 2015
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!