Krótka przedwieczorna przejażdżka moją ulubioną trasą do tego typu wypadów. Zrobiłem rundkę wokół Jeziora Kowalskiego i wszystko byłoby w porządku, bo mimo braku Słońca, temperatura była całkiem przyjemna, ale zaraz po wyjeździe na niebie zaczęło robić się podejrzanie ciemno. 2 kilometry przed domem zrobiło się już tak ciemno, że z chmur wylały się hektolitry deszczu. Nie pozostało mi nic innego, jak schronienie się pod wiatą, choć i tak byłem już lekko przemoczony. Tak sobie lało i lało i nie przestawało, więc zawdziałem przeciwdeszczówkę i te ostatnie kilometry przepłynąłem po głębokich kałużach i zamiast wioseł używałem nóg.
Taka trasa:
ździsie:
Jezioro Kowalskie - wszystkim dobrze znany widok ze skarpy w Jerzykowie
Tutaj zaś mniej znany widok ze skarpy w Kowalskim
Coś się zbiera
Zaczyna padać
Tymczasowy schron przeciwdeszczowy w Karłowicach
Tym sposobem zaliczyłem dziś pierwszą jazdę w deszczu tego roku :-)
Dojazd do Poznania nad Jezioro Maltańskie, w celu zrobienia dwóch okrążeń wokół jeziora. Na maltańskich ścieżkach duży ruch, bo pogoda dziś była idealna do aktywności. Najbardziej podobały mi się samice na rolkach ;-)
Krótki relaksacyjny wyjazd. Tym razem do Swarzędza ot tak sobie....Jeździłem sobie po tym miasteczku, krążyłem, węszyłem...Niestety oprócz ciekawej wieży ciśnień, Jeziora Swarzędzkiego i pobliskiej doliny rzeki Cybiny, na próżno szukać tu jakiś zachęcających miejscówek dla przeciętnego turysty rowerowego... Może i są w tej mieścinie jakieś atrakcje, jednak historia miasta chyba raczej nigdy nie miała nic wspólnego z turystyką i ogólne wrażenie przejeżdżając je wzdłuż i w szerz mieści się w znanym i lubianym powiedzeniu: "nędza ze Swarzędza" Ja jako turysta zakupowy w Swarzędzu cenię ilość supermarketów na jeden kilometr kwadratowy - są tu chyba wszystkie marki dyskontowe świata i to jedna przy drugiej, a co lepsze to budują się następne :-))))
ździsie:
wieża ciśnień
Ratusz
Jezioro Swarzędzkie - moim zdaniem największa atrakcja turystyczna Swarzędza
zieleń
a to już atrakcja wiejska po drodze......zając szarak na polu we Wierzonce :-)
Na pomysł dzisiejszej wycieczki wpadłem zaraz po przebudzeniu, kiedy przypomniałem sobie że gdzieś niedaleko miasteczka Skoki, rozciąga się przepiękny teren usłany przeróżnej wielkości jeziorami, których naliczyć można tam ok. 17. Przekalkulowałem w myślach dystans, czy aby nie jest to zbyt daleko jak dla mnie na dziś, gdyż dawno nie kręciłem tylu kilometrów i to w większości po wymagającym terenie. Jednak postanowiłem rzucić wyzwanie moim nogom i głowie i wyruszyłem na podbój dwóch uroczych jezior: Rościńskiego i Budziszewskiego.
Trasę do Skoków wybrałem najlepszą jaka mogłem, czyli prościutko przez Puszczę Zielonka, przecinając ją całą wzdłuż na równe połowy. Tym sposobem w Skokach pojawiłem się po około dwudziestu kilku kilometrach. W zanadrzu miałem mapę "Zielonki" która sięga na szczęście tamte rewiry, bo bez niej chyba nie udałoby mi się objechanie tych zbiorników, całych dookoła.
Obrałem dobry kierunek i jadę do pierwszego akwenu, czyli Jeziora Rościńskiego. Jednak zawiodłem się widokami na trasie, gdyż tak niedostępnego jeziora nie widziałem dawno. Zbiornik nie jest mały, bo jego powierzchnia to 77ha, a długość maksymalna to 1415m. Jednak aby dostać się nad jego brzeg, trzeba albo przedzierać się przez trzcinowiska, lub bagna, albo wejść na działkę prywatną. Ja właśnie tak zrobiłem, przejechałem pewien szlaban i poprosiłem właścicielkę o 5 minut na zdjęcia i choć nie są to zdjęcia z najlepszego miejsca, to i tak się cieszę. Za to trasa wokół Jeziora Rościńskiego jest bardzo ciekawa przyrodniczo, ze względu na florę i miłe dla nóg piaszczyste podłoże. Woda jest niestety bardzo słabej jakości, przede wszystkim wizualnej.
Po tej rundce, przyszła kolej na następny wodny rarytas. Nad Jezioro Budziszewskie dostałem się czerwonym szlakiem, prowadzącym wzdłuż lewego brzegu. Szlak ten jest bodajże wędkarskim, dlatego przejezdność w niektórych miejscach była ograniczona np. zwisającymi gałęziami, niezliczoną ilością szyszek i patyków, no i oczywiście bezlitosnym piaskiem. Na szczęście wszystko to było w głębokim lesie i jazda taką ścieżką sprawiała mi frajdę. Przechodząc do sedna, chciałbym podzielić się wrażeniami znad Jeziora Budziszewskiego.....otóż to jezioro jest ZAJEBISTE!!! Określenie to odnosi się bardziej do jego gabarytów: powierzchnia 1,62 km² , wymiary 4,6 × 0,52 km, maksymalna głębokość 14m. Widok tak rozległego zbiornika zrobiła na mnie wielkie wrażenie, szczególnie po dojechaniu na jego koniec, z którego rozciągał sie przepiękny widok na jego całość. Jestem meeeega zadowolony z tego widoku i zarazem zdziwiony, że jako miłośnik dużych jezior, do tej pory go nie odwiedziłem!? Dziwię się do teraz.......
Po tych atrakcjach, aż żal było się zwijać, jednak na liczniku 45km. a do domu następne tyle....ale przecież dam radę, tym bardziej że miłym zbiegiem okoliczności zadzwonił do mnie Piotras :-))) - Latasz? Piotras, jestem w tak zajebistym miejscu..... - Spotkamy się............
Po tym krótkim, acz treściwym dialogu znalazłem się po jakimś czasie z powrotem w Puszczy Zielonka i już w towarzystwie Piotrasa i Jego żony Sylwii przecięliśmy "Zielonkę" w szerz, wyjeżdżając gdzieś w Gminie Kiszkowo. Potem odprowadziliśmy się do Jeziora Stęszewskiego i pomachaliśmy sobie na pożegnanie...Dobrze, że się spiknęliśmy, bo ostatnie kilometry mojej dzisiejszej wycieczki zostały pięknie udekorowane uśmiechami na twarzach :-)
Myślę, że wystarczy tego pisania, więc zapraszam do zapoznania się z przebiegiem trasy na mapce:
A oto ździsie:
Jazda przez Puszczę Zielonka, widziana sprzed mojego kokpitu :-)
Szynobus pędzący z Wągrowca do Poznania.
Owce w Szczodrochowie
Kładka przed Jeziorem Karolewskim w Skokach
Jezioro Karolewskie - niesamowicie czysta woda!
Poniżej zamieszczam zdjęcia z trasy wokół Jeziora Rościńskiego:
Mała Wełna
A teraz kolej na zdjęcia z trasy wokół Jeziora Budziszewskiego
A poniżej to już zdjęcia z powrotu w towarzystwie Piotrasa i Sylwii do domu.
Państwo Ziętkowie i Grigori :-)
Bocian biały :-)
Do jazdy po Puszczy Zielonka najlepsze są konie biologiczne
Okolice Kiszkowa
W Turostówku unosił się piękny zapach tych żółtych kwiatków.
Super wypad sobie dziś zrobiłem. Cieszę się, że odkryłem nowe ścieżki, de facto w niedalekiej odległości od mojego domu...Pogoda piękna, opaliłem się na kolarza :-) Miłe spotkanie z Ziętkami i dobre 8 dych w nogach dziś. Polecam odwiedzanie okolic Skoków, a przede wszystkim tamtejszych jezior - są na prawdę malownicze. Dziękuję za uwagę i do następnego :-)
Tak się jakoś złożyło, że gość o wdzięcznej ksywie Rolnik, zapragnął poznać mnie i mojego przyjaciela Piotrasa i przy okazji rypnąć się z nami po Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka. Skonsultowałem temat z sarbinowskim ziomalem i dogadaliśmy czas i miejsce zbiórki - oczywiście byliśmy "za" bo co nam szkodzi poznać rzekomego Rolnika z bikestats. A nóż okaże się wporzo gościem......
Dzień okazał się być wymarzonym do jazdy rowerem i zdaje się, że jakaś siła wyższa ukierunkować chciała Nas na miłe przyjęcie nowo poznanego gościa z Krzyżownik bodajże, i powiem jedno.....nie trzeba było mydlić oczu piękną aurą mi i Piotrasowi, bo gościu okazał się być thebeściakiem :-) Pierwsze wrażenie - swój koleś!!!! :-))) Pewnie będziesz to czytał Mateusz, więc się ciesz, bo wjechałeś do grona elitarnego ;-) Piotras&Grigor to znana marka :-)))
Ale przejdźmy do sedna, czyli celu spotkania. Puszcza Zielonka - kochamy ją wszyscy. Jest taka piękna, leśna, świeża i niesamowicie pachnąca! Uwielbiamy ją wszyscy, kochamy i szanujemy. Rolnik chyba też pokochał jak własne pole. Zwiedziliśmy kilka fajnych miejscówek jak choćby: "Klasztorne modrzewie", Dąbrówkę Kościelną, Głęboczek,, okolice Jeziora Leśnego, Łopuchówko, żwirownie w Sławicy, piękną osadę w Dzwonowie Leśnym, Zielonkę i jej Arboretum, Florydę i lasy, lasy, lasy, lasy, lasy.....
..........się okazało, że Mateusz to encyklopedia wiedzy o piwie - słuchaliśmy jego piwnych opowieści z takim zaciekawieniem, jak na pierwszych lekcjach "przygotowania do życia w rodzinie" w podstawówce. Ma on tak szeroką wiedzę w tym temacie, że zapisuję go grona ekspertów w danej dziedzinie :-)
Piękny wypad nam wyszedł i cieszę się, że mogłem Mateuszowi pokazać kilka ciekawych miejsc w moim ukochanym kompleksie leśnym. Sam nie odczułem znojów tej wycieczki, a w terenie wyszło ponad 5 dyszek. Drogi leśne były wilgotne, przez co nie grzęźliśmy w piaskach, a korony drzew dawały nam ukojenie przed żarem lejącym się z nieba, ale mimo to pojawiła się pierwsza w tym roku "kolarska" opalenizna :-)))
Cieszę się niezmiernie, że wyszedł nam ten dzisiejszy trip. w końcu pojeździłem po jedynym, słusznym terenie z Piotrasem i poznałem ziomka Mateusza vel Rolnika, który jak się okazało nadaje na tych odpowiednich falach :-)
ździsie:
Kościół w Uzarzewie
To fioletowe pole to facelia, a chłopaki się smarują. Okolice Kołaty.
Jezioro Kołatkowsko - Stęszewskie
Nasze wspólne zdjęcie nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim
Jeden z wielu, ponad 40 metrowych modrzewi w rezerwacie "Klasztorne Modrzewie"
Klasztorne Modrzewie w Puszczy Zielonka
Jazda po lesie
Głęboczek
Wąwozem przy Jeziorze Leśnym
Padalec zwyczajny
Jezioro Leśne
Jezioro Leśne
Oto placek żony Piotrasa - Sylwia nawet nie wiesz jaka nam radość sprawiłaś!!!!!
Okolice Jeziora Gackiego
Piaszczyste drogi w Sławicy
Takie oto klasyki się marnują....
Żwirownia w Sławicy
Dzwonowo Leśne - jabłonka i stodoła.
W Zielonce zrobiliśmy sobie piknik w Arboretum.
Nad Jeziorem Miejskim w Okońcu było dziś sporo plażowiczów.
Dziękuję Wam meny za ten piękny rowerowy trip i trzeba myśleć o następnym :-)
Dziś zwykły dojazd do pracy, z tą różnicą że powrót przebiegł troszkę okrężna drogą. Zawsze po pracy noga słabo podaje i te 3 dyszki w zupełności mi dziś wystarczyły :-)
Oprócz standardowego dojazdu i powrotu z pracy, wybrałem się wieczorem na objazd okolicy. Piękne, ciepłe barwy wieczornego nieba, letnie powietrze, jazgot ptaków, rechot żab i zapachy zbóż....same przyjemności na rowerze. Nie ma się co rozpisywać, po prostu znów świetnie czuję się na dwóch kołach :-)
ździsie:
Uwaga! Na drodze Wierzonka - Kobylnica sarny skaczą 700m. do góry!
Pędzi EP09-012
O tym właśnie niebie pisałem
No to żegnaj piękny dniu....
Ps. dziękuję Ci Pani C....u za miłe towarzystwo :-)
Poranny deszcz uniemożliwił jazdę rowerem do pracy, więc pozostał czas po pracy kiedy świeciło już Słońce. Fajną mamy teraz porę, kiedy dzień jest tak długi, bo wyjechałem o 19:00 w pełnym blasku, a wracając o 21:30 jeszcze było widno :-)
Pojechałem do sąsiedniej gminy Czerwonak, zobaczyć tamtejszą marinę przy Warcie. Jak się okazało mają tam bardzo ładną przystań wodną, świetne miejsce do spędzania czasu nad rzeką. Potem pojechałem do Owińsk, zobaczyć co też słychać u Bartka - jednego z najpotężniejszych dębów jakie widziałem. Ten okazały pomnik przyrody liczy sobie ponad 600 lat, a w obwodzie ma 770cm. Z Owińsk wracałem 6 kilometrowym odcinkiem leśnej drogi, na granicy Puszczy Zielonka, na której to zawsze żałuję że nie jestem kobietą, ponieważ na całym odcinku pod kołami borykać się trzeba z tzw. tarką, czyli coś w stylu poprzecznych kolein, wyrobionych chyba od pracy amortyzatorów aut i uwierzcie mi, że jazda po czymś takim z fujary każdego faceta robi ogon bobra!!!
Dziś pojeździłem i to się liczy, a resztę dopowiedzą ździsie:
Najpierw dojazd i powrót z pracy asfaltowym wariantem, rowerem do tego przeznaczonym (zimówką) - nic nadzwyczajnego, oprócz tego że zapomniałem włożyć karty pamięci do aparatu, kiedy chciałem zrobić zdjęcie rzeczki o poranku :-S Po powrocie z pracy napełniłem żołądek ciepłą strawą, włożyłem kartę pamięci do aparatu i pojechałem na krótką przejażdżkę porobić kilka zdjęć, żeby na moim blogu nudą nie wiało :-)
Przed wieczorem zaczęło padać i ok.19:00 było całkiem szaro, jednak temperatura była na tyle przyjemna, że chlapiąca woda spod kół w niczym mi nie przeszkadzała, powiem nawet że było zupełnie komfortowo. Tym sposobem pojechałem pod Dziewiczą Górę i potem fragmentem Szlaku Kościołów Drewnianych Wokół Puszczy Zielonka z Kicina do Wierzenicy. Podjechałem także nad stawy hodowlane we Wierzonce, gdzie znajduje się grób poległego podczas wojny, młodego żołnierza - zdjęcie w galerii. Zrobiło się już troszkę ciemno, a gacie miałem mokre na rowie, więc strzałka do domu ;-)
Zwykły wypad, bez fajerwerków, ale kręcenie znów sprawia mi przyjemność. Znów myślę o jutrze na rowerze :-) Jest dobrze!
Kilka ździsiów:
Mój najwyższy szczyt w okolicy - Dziewicza Góra oczywiście i jej niebotyczne 143m.n.p.m a wieża widokowa ma 40m. wysokości i widok z niej jest na prawdę godny polecenia, kto nie był niech żałuje...
Zwieńczająca iglica z krzyżem na wieży kościoła w Kicinie - złoto? miedź? A może AMELINIUM?
Wspomniany fragment Szlaku Kościołów Drewnianych z Kicina do Wierzenicy - bardzo przyjemna szutrowa droga. Ten obłok po prawej stronie to dowód, że deszczyk padał sobie równo, raz spadł na krzaczek, a raz na......obiektyw :-s
Przyjemna Ścieżka im. Augusta Cieszkowskiego. Znak ten musi stać od niedawna, gdyż znam tę polną drogę od dziecka, ale w życiu nie wiedziałem, że tak się właśnie zwie...dla wtajemniczonych dodam żeby nie zapuszczali się tędy autem :-)
Taki smutny akcent na koniec. Chłopak został rozstrzelany bez imbecylów z III Rzeszy - 20 lat :-(((
Cały prawie dzień czekałem, aż przestanie padać deszcz. Taką miałem dziś o dziwo ochotę na rower, że prawie zdecydowany byłem na jazdę w mokrym, jednak zdrowy rozsądek kazał mi poczekać. Opłacało się, gdyż ok. godziny 18:00 deszcz ustał na dobre, chmury z nieba jednak nie zniknęły i wokoło wydawało się być na wskroś ponuro.
Mimo szarej poświaty wsiadłem na rower (tym razem zimówkę) i pojechałem w teren. Jak nie mam planu, to jadę nad Jezioro Kowalskie, tak jakoś mam, może przyczyną tej, a nie innej trasy jest święty spokój pośród lasu, po drogach leśnych, wśród przyrody, a widok sporego jeziora jak wiedzą Ci co mnie znają, działa na mnie jak 4 piwa na raz... Już pierwsze metry po ścieżce na łące orzeźwiły moje gołe łydki rosą, a na leśnych ścieżkach chlapiące błoto spod tylnego koła umalowała mi na brązowo plecak. Jednak wcale się tym nie zrażałem, bo na prawdę mam znów ochotę do jazdy!
Gdy już dojechałem na zbiornik, nie omieszkałem przejechać kawałka tamtejszego, nieco już podniszczonego singla. Raz nawet skręciłem dla urozmaicenia w jakąś nieznaną ścieżkę, co skończyło się oczywiście jazdą przez las, ale nie po drodze :-) Przy tamie w Jerzykowie była też krótka pogawędka z emerytowanym kajakarzem i kiedy skończyliśmy konwersację strzeliłem Panu klimatyczną fotkę.
Potem jeszcze odbiłem na Puszczę Zielonka i przez różne takie wioski i wioseczki wykręciłem dziś te 3 dyszki. Myślę, że tak trzeba, bo nie sposób wsiąść na rower po tej mojej stagnacji i pizgnąć na raz stówkę - nie chcę od razu. Małymi krokami, a znów będę kręcił jak za starych dobrych czasów, a na prawdę tęsknię za tym i za niektórymi miejscami i za Wami bikestats'owicze!
ździsie:
Wspomniany koniec ścieżki leśnej przy Jeziorze Kowalskim
Jezioro Kowalskie - fragment.
Kajakarz
Klimatycznie nad Jeziorem Kowalskim
Bednary - nieco z innej beczki, ale tamtejsza kapliczka ma swój urok.
Trzy dni pod rząd na rowerze proszę Państwa - Grigori nie poddawaj się :-) Dziękuję za odwiedziny i pozdrower!
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017