Dziś w Kostrzynie Wlkp. odbywała się jakaś tam tamtejsza, coroczna impreza plenerowa dlatego cel dzisiejszej wyrypki przyczepkowej był oczywisty - Kostrzyn Wielkopolski. Nie żywię jakiejś wielkiej chęci do tego miasteczka, bo według mnie nic tam nie ma, ale skoro grali tam na żywo perkusją i były lody włoskie, to zacisnąłem zęby i podjechałem z synkiem i żoną. Jak się okazało na mecie, było fajnie - duża zasługa pogody, bo tej soboty słonko przyświeciło jak nigdy, a temperatura ok.20*C to sztos w maju. Ps. ciężko było na odcinku Kapalica - Kociałkowa Górka (gmina Pobiedziska), gdzie przez Park Krajobrazowy Promno biegnie przepiękna droga rowerowa, usłana kilkoma tak stromymi podjazdami, że jazda z przyczepką staje się niemałym wyzwaniem - ale dałem radę jak zwykle, choć ledwo :-) Cieszę się, że spędziłem czas z rodziną i na rowerze - a Kostrzyn to tragedia i tak.
Ps. Miałem zajebisty opis tej wycieczki i był już gotowy i nagle coś kliknąłem, albo i nie i wszystko poszło się jeb#@% w pizdu!!!!...także powiem tylko, że było fajnie.
ździsie: jazda lasem
Jezioro Baba
w Polskiej Wsi wyprzedził mnie polski polski fiacik
Tego dnia postanowiliśmy nadrobić nieodwiedzone atrakcje z dnia poprzedniego, dlatego była przejażdżka z Wdzydz Tucholskich do Przytarni, zahaczając po drodze o plażę w Borsku nad Jeziorem Wdzydzkim. W Przytarni podziwialiśmy panoramę z tamtejszej 40 metrowej wieży widokowej, znajdującej się na wzgórzu o wysokości 195m n.p.m. Choć Słońce świeciło, to warunki były ciężkie ze względu na silny wiatr i temperaturę ok.9*C, stąd dwie dyszki nam dziś wystarczyły. To była kolejna udana, rowerowa majówka i najważniejsze, że spędzona z rodziną. Zachęcam do poznawania Kaszub.
ździsie: Jezioro Wdzydzkie w Borsku
Jezioro Wdzydzkie w Borsku
Rzeka Wda w Borsku.
Widok na fragment Jeziora Wdzydzkiego z drogi w Kliczkowach.
żuraw
Wieża widokowa w Przytarni.
Dziś brama była otwarta - hurrrra!
A oto widoki z wieży:
Po atrakcjach widokowych, powrót tą samą drogą, a tam: Wdzydze Tucholskie
Tegoroczną majówkę postanowiłem spędzić wraz z rodziną w województwie Pomorskim na Kaszubach, w powiecie Kościerskim. Bazę wypadową mieliśmy we wsi Wdzydze Tucholskie, w gminie Karsin . W Kaszubach zakochaliśmy się wraz z żoną już kilka lat temu, podczas naszej wyprawy po Kaszubskim Parku Krajobrazowym, ale jeśli chodzi o ten region kraju, to zwiedziliśmy już prawie cały (kliknij w kategorię Kaszuby do góry mojego bloga). Został nam właśnie Wdzydzki Park Krajobrazowy i jego główna atrakcja - zespół jezior wdzydzkich, zwanych też Morzem Kaszubskim. Tego dnia objechaliśmy ów całe Jezioro Wdzydzkie dookoła, zielonym szlakiem rowerowym, który wycisnął z nas siódme poty, ze względu na rodzaj nawierzchni, ale przede wszystkim ze względu na dość zróżnicowane ukształtowanie terenu. 80 procent trasy to leśne dukty z piaszczystymi drogami, usłanymi korzeniami, sypkim piaskiem i długimi podjazdami. Reszta to albo asfaltówki dobrej jakości, albo betonowe płyty. Dróg rowerowych niestety nie było, jak w przypadku naszej niedawnej eskapady po Borach Tucholskich. Jednak cała ta leśna aura, bliskość przyrody, przepięknych borów i widoki ogromnego jeziora zrekompensowały nam wszystkie trudy pokonanej drogi. Warto wspomnieć, że nasz synek spisał się na medal i zdaje się, jakby nie chciał wychodzić ze swojego legowiska w przyczepce, w której to przespał dobre 1/3 całego czasu, a całą resztę podziwiał drzewa i wodę. Co widzieliśmy i na co warto zwrócić uwagę podczas objeżdżania Jeziora Wdzydze zamieszczam w obszernej fotorelacji poniżej. Ja dodam tylko od siebie, że drugi raz już chyba bym się nie wybrał na tę wyprawę z dzieckiem w przyczepce, bo trasa choć przepiękna krajobrazowo, to zdecydowanie nie z przyczepką - chyba że ktoś ma nogi ze stali tak jak ja :-))) Ale oczywiście solo i rowerem górskim to poezja dla zmysłów i jak synek podrośnie, to obowiązkowo go tam zabiorę do odświeżenia pamięci - żonę też :-) Warto dodać, że pogodę tego dnia mieliśmy idealną - temperatura ok.15*C, prawie bezchmurne niebo, wiatr słaby ok. 5km/h. Plan wykonany w 99 procentach, bo wieża widokowa w Przytarni była zamknięta.
trasa:
ździsie: No to w drogę - start z naszej bazy w Reboczi (Wdzydze Tucholskie) i od razu piach.
dookoła piękne Bory Tucholskie
Zielony szlak rowerowy obfitował w takie oto leśne dukty. Tak pięknych borów u nas nie ma - ale tu musi być grzybów jesienią!
Ania jak zwykle asekuruje tyły. Tutaj gdzieś w okolicy osady Lipa. Czarek sobie śpi.
Ania na zielonym szlaku - wdychamy leśne powietrze.
leśny klimat tuż przy Jeziorze Wdzydze - tutaj przygrzewało słonko.
Jezioro Wdzydzkie - Zabrody
99 procent naszej trasy - zielony szlak rowerowy
Wdzydze Kiszewskie - Kaszubski Park Etnograficzny - wiatrak holenderski
Wdzydze Kiszewskie - Stanica Wodna PTTK
Wdzydze Kiszewskie - wieża widokowa o wysokości 36 metrów. Widok z góry na krzyż jezior wdzydzkich jest nie do opisania.
Widok z wieży we Wdzydzach Kiszewskich na Jezioro Jelenie.
Wieża widokowa w Przytarni widziana z wieży widokowej we Wdzydzach Kiszewskich.
Widok z wieży widokowej we Wdzydzach Kiszewskich na Jezioro Gołuń.
Czarek w drodze powrotnej z wieży pokonał niemal całą wysokość i nieźle się przy tym bawił :-)
Przepiękny, asfaltowy odcinek na szlaku - Wiewórkowo.
Tereny bagienne w okolicy Przerębskiej Huty.
Jazda po płytach betonowych w miejscowości Czarlina.
Mostkiem przez rzekę Wdę.
Na trasie są też kładki przez tereny podmokłe.
Piaszczyste, leśne podjazdy w okolicy między Przerębską Hutą, a Rowem.
Stamtąd przyjechaliśmy - to był najcięższy odcinek tego szlaku. Piachy, bagna i korzenie. Przerębska Huta. Potem był już tylko piach, kamienie i podjazdy.
Kaszubskie barwy żaglówki.
W Przytarni skończył się las i naszym oczom ukazała się góra z wieżą widokową na czele.
Postanawiamy podjechać na górę w Przytarni 195m n.p.m. Niestety pod wieżą witamy zamkniętą bramę (otwarte od 10-16) Także ten cel zostawiamy na jutro. Ale się namęczyłem podczas podjazdu. Zdjęcie tego nie odda, ale było co deptać z całym tym moim Czarkiem na plecach :-)))
No i na koniec widoki z naszej bazy w Reboczi - tzn. we Wdzydzach Tucholskich:
Piękna pogoda o poranku zachęciła nas do zrobienia jakiejś fajnej wycieczki z Czarkiem w przyczepce. Na tapet wzięliśmy Jezioro Kowalskie, znajdujące się jakieś 10km od domu. Ten zalew odwiedzaliśmy już chyba z tysiąc razy, ale jeszcze nigdy nie objechaliśmy go z dzieckiem w przyczepce, a to przecież całkiem wygodna trasa i jak się okazało idealna dla naszego szkraba, bo prawie całą trasę przespał :-))) Tuż po wyjechaniu, zdziwił nas zimny wiatr, wiejący od wschodu, ale po kilku przejechanych kilometrach się przyzwyczailiśmy, ale za to na skraju lasu "za wiatrem" słonko potrafiło nieźle przygrzać w czoło Większość trasy przebiegała drogami terenowymi, gdzie podziwialiśmy (ja i Ania - Czarek spał) zieleniejące łąki, drzewa, zapachy kwitnących kwiatów, klimat jeziora i śpiew ptaków.
jazda w terenie - okolice wsi Karłowice (gm.Swarzędz)
droga polna gdzieś między Karłowicami, a Kowalskim
podziwianie pociągu to ostatnio główny punkt wycieczek Czarka
Trzeba powoli szykować sprzęt, bo za niedługo wyjeżdżamy pojeździć nieco dalej z Czarkiem - będą nasze ulubione Kaszuby, a konkretnie Jezioro Wdzydzkie...
Niedzielny, rodzinny wypad z przyczepką nad Jezioro Kowalskie. Plan był, aby pojechać nieco dalej, jednak po godzinie jazy zaczęło robić się groźnie na niebie i postanowiliśmy wracać. Niemniej jednak udało nam się wykręcić miłe kółko po naszej gminie. Było sporo dróg gruntowych dziś, ale za to Czarek caluśką wycieczkę przespał i obudził się dopiero pod domem, kiedy się zatrzymaliśmy :-)))
Wymarzona pogoda, sobota, wszyscy zdrowi i wyspani, więc jazda na wycieczkę. Tak się złożyło, że Czarek większość trasy przespał w swoim dyliżansie i obudził się na ostatniej prostej do domu, a rodzice w tym czasie kręcili bez przystanku, dlatego też ominęło nas kilka ładnych miejscówek - jak się zatrzymujemy to mały cwaniaczek od razu się budzi :-))) Ale nie ma tego złego...bo kiedy się obudził, to przejeżdżaliśmy obok pięknej łąki nad strumykiem, gdzie oczywiście zrobiliśmy sobie krótki, wiosenny biwak - ech piękne chwile.
trasa: Pobiedziska - Węglewo - Latalice - Rybitwy - Lednogóra - Imielno - Gołunin - Polska Wieś - Pobiedziska.
Popołudniowa rodzinna wyrypka z synkiem w przyczepce, na plac zabaw do Wronczynka w naszej gminie Pobiedziska. Jazda przyjemnymi drogami i w super pogodzie. Z Pobiedzisk do placu zabaw wyszło 12km, z czego 5 terenowych kilometrów ze Złotniczek do Krześlic przebiegało po polnej drodze usłanej kałużami i błotem - Czarek miał ubaw z jazdy slalomem. Po drodze było podziwianie koników, sarenek, gęsi, kolorowych kwiatków i pociągów....po prostu miło.
ździsie: sarnia rodzinka
nić porozumienia niemowlaka ze źrebakiem
fragment drogi polnej ze Złoniczek do Krześlic
przerwa na placu zabaw we Wronczynku
Czarek podziwia elfa na stacji kolejowej w Pobiedziskach.
Po porządnym odespaniu wczorajszego, jak tylko odsłoniłem rolety i ujrzałem prawdziwą wiosnę za oknem, na myśl od razu przyszło mi jedno - "PRZYCZEPKA". Myśl ową udało się zrealizować dopiero po południu co prawda, ale się udało, co bardzo nas wszystkich cieszy. Dlaczego po południu? Śpieszę z wyjaśnieniem. Otóż przed południem, zaplanowaliśmy wspólny spacer nad nasze pobliskie jezioro, po którym to spacerze, nasz Czaruś udał się na dwugodzinną drzemeczkę. Obudził się ok. 15:00, więc na wycieczkę wyjechaliśmy przed 16:00 - tak już to jest z małymi brzdącami. Ciekawiło nas zachowanie syna, po dłuższej przerwie od przyczepki (ostatni raz miał w październiku 2022). Okazało się, że cwaniaczek sobie chyba przypomniał "stare dobre czasy" i rozsiadł się jak lord w swoim legowisku, przyjmując pozycję człowieczka zrelaksowanego i zadowolonego z zastałej sytuacji :-))) No może troszkę ponarzekał, jak mu słonko prosto w oczka zaświeciło, ale ogólnie dajemy mu wysoką ocenę z zachowania - takie dobre 5-.
Trasa jaką obraliśmy była bezpieczna i komfortowa tzn. ddr z Pobiedzisk do Kociałkowej Górki przez Park Krajobrazowy Promno, potem serwisówką przy S5 i krótki terenowy odcinek przez las w Czachurkach i wszystko w granicach i na obrzeżach naszej pięknej i ulubionej gminy Pobiedziska. Ps. polecamy odwiedzić.
ździsie: Park Krajobrazowy Promno
stado jeleni w okolicy Kociałkowej Górki
jest i ona - żona ma :-)
terenowy odcinek Czachurki - Gołuń
Czaruś uzupełnia kalorie po drodze
zestaw przyczepkowy
Wreszcie się zaczyna - senon przyczepkowy. Piękny czas, kiedy można realizować swoje hobby w gronie ukochanych. :-*
Pobudka 4:10, wyjazd 5:00, powrót 8:30, dystans 70km., cel Środa Wielkopolska. Tak wyglądał dzisiejszy, świąteczny poranek w moim wykonaniu. Wszystko było tak obliczone, aby wrócić do domu, kiedy reszta domowników jeszcze spała i można było ze spokojem zabierać się za nakrywanie wielkanocnego stołu. Odnośnie samej jazdy na rowerze, to jechało się sprawnie i szybko, bo większość po płaskich i pustych o tej porze asfaltach i drogach rowerowych. Muszę przyznać, że wycieczka rowerowa o tak wczesnej porze jest trochę odrealniona wygląda lekko apokaliptycznie, ponieważ przez pierwsze 30km nie spotkałem ani jednego człowieka oraz auta, w samej Środzie Wlkp. o 6:30 byłem chyba jedynym "żywym" na mieście, nawet S5 i A2 świeciły pustką!!! Jedynie śpiewające ptaki i żerujące sarny dawały gwarancję, że nie jestem w Matrixie :-)
trasa: ździsie: tak wygląda świr o 4:58 rano :-)
a tak wygląda droga rowerowa w Pobiedziskach o 5 rano
poranek nad Jeziorem Średzkim
poranna kawa na średzkim Rynku
Moim zdaniem najładniejsza budowla w Środzie Wlkp - kolegiata.
miejsce narodzin mego pierworodnego :-*
elektrownie wiatrowe w okolicy wsi Gablin (gm.Dominowo)
pastelowo w Siedlcu (gm.Kostrzyn Wlkp.)
spory ruch na szynach w Gułtowach (gm.Kostrzyn Wlkp.)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017