Dziś w Kostrzynie Wlkp. odbywała się jakaś tam tamtejsza, coroczna impreza plenerowa dlatego cel dzisiejszej wyrypki przyczepkowej był oczywisty - Kostrzyn Wielkopolski. Nie żywię jakiejś wielkiej chęci do tego miasteczka, bo według mnie nic tam nie ma, ale skoro grali tam na żywo perkusją i były lody włoskie, to zacisnąłem zęby i podjechałem z synkiem i żoną. Jak się okazało na mecie, było fajnie - duża zasługa pogody, bo tej soboty słonko przyświeciło jak nigdy, a temperatura ok.20*C to sztos w maju. Ps. ciężko było na odcinku Kapalica - Kociałkowa Górka (gmina Pobiedziska), gdzie przez Park Krajobrazowy Promno biegnie przepiękna droga rowerowa, usłana kilkoma tak stromymi podjazdami, że jazda z przyczepką staje się niemałym wyzwaniem - ale dałem radę jak zwykle, choć ledwo :-) Cieszę się, że spędziłem czas z rodziną i na rowerze - a Kostrzyn to tragedia i tak.
ździsie: jazda do celu
Czarek idzie na imprę
powrót - czym prędzej do gminy Pobiedziska
Komentarze (3)
Tej nie stękaj bo ja mam starszego syna czytaj cięższego i sobię radzę na tych pojazdach ???? Podczas tej imprezy w Kostrzynie jest bieg. Na kacu biegłem z Witkiem i o dziwo wykręciliśmy niezły czas. A jak młody na mecie dostał medal to w ogóle był uradowany ???? Pozdrawiania dla Ciebie wariacje i twoje rodzinki.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017