W drugim dniu kaszubskiej podróży, wybraliśmy się na najwyższą górę polskich pojezierzy i całego Niżu Polskiego - Wieżyca o wysokości 328,7 m n.p.m. Zanim jednak zawitaliśmy u podnóży tej wspaniałej góry, podziwialiśmy po drodze przepiękne panoramy na duże jeziora i pasma morenowych Wzgórz Szymbarskich. Widokowo, to była jedna z najlepszych tras jakie do tej pory miałem okazję widzieć w Polsce.
Trasa podzielona na dwie części, gdyż gdzieś tam w Ostrzycach gps się zawiesił:
Brak mi słów, więc zastąpię je zdjęciami: Chmielonko
Jezioro Raduńskie Dolne
przystań żeglarska na Jeziorze Raduńskim Dolnym w Chmieleńskich Chróstach
Na Kaszubach nazwy miejscowości opisane są w dwóch językach - polskim i kaszubskim.
Większość lokalnych dróg, pokryte jest płytami betonowymi, lub kostką brukową. Tutaj przyjemny odcinek z Chmieleńskich Chróstów do Lipowca.
Zauważyliśmy też wiele gospodarstw, w których hoduje się konie pociągowe.
Droga z betonowych płyt we wsi Łączyno.
Przepiękny widok na Jezioro Raduńskie Górne w Kamiennym Dole. Woda w tamtejszych jeziorach zniewala przejrzystością.
Wszyscy zażywaliśmy wtedy kąpieli w Jeziorze Raduńskim Górnym.
Widok na Wieżycę z Łączyńskiej Huty
Pomosty w Stężycy na Jeziorze Raduńskim Górnym.
A teraz widoki z wieży widokowej na szczycie Wieżycy:
Jadąc dalej, przejeżdżamy przez Ostrzyce, a w nich natrafiamy na kolejny punkt widokowy - Jastrzębia Góra 227 m n.p.m.. Cieszymy oczy kolejnymi panoramami Wzgórz Szymbarskich: Jezioro Ostrzyckie i Wieżyca na drugim planie.
Zbliżając się do mety - Chmielna, raczymy się kolejnymi widokami, oraz słynnymi kaszubskimi truskawkami, rosnącymi na zboczach tamtejszych wzgórz morenowych.
Zbiory truskawek w okolicy Chmielna. W dole Jezioro Kłodno.
Na koniec zasłużony relaks w rześkiej wodzie Jeziora Kłodno :-) Tego mi było trzeba :-)
W czwartym dniu jeździliśmy po północnych częściach Kaszubskiego Parku Krajobrazowego w towarzystwie naszego dobrego znajomego z bikestats - panther, czyli Łukasza. Oprowadził nas po zakamarkach tamtejszych, leśnych rezerwatów. Zapraszam do trzeciego dnia kaszubskiej przygody na dwóch kołach, gdzie odwiedziliśmy nadmorski Sopot.
Przeczytałem, obejrzałem... i od razu przypomniała mi się wyrypa do Władysławowa, gdzie przemierzałem m.in. przez Szymbark, Ostrzyce i Złotą Górę. Ach, jak tam było pięknie. I tak się zastanawiam, czy następna wyrypa nad morze, także nie będzie poprowadzona przez tamtejsze fyrtle :-)
Łałłłłł.... ale ładnie... nie no pięknie. Po Warmii i Mazurach trochę mi się udało pojeździć i pozachwycać, na Kaszubach nie byłem .... teraz po tej waszej relacji, tych zdjęciach po informacji z pierwszej ręki od Monica i panther dotyczącej tej trasy, pozwolicie że kopia tej waszej trasy wyląduje w moim zeszyciku planów rowerowych....
Podczas drugiego dnia nastąpiło rozwinięcie. Tak jak zauważyła Monica to najpiękniejszy pod względem widoków kawałek Kaszub. Nic dodać, nic ująć. Po takich terenach jeżdżę, tutaj mieszkam, mam to każdego dnia. Prawda, że pięknie ;-)
Przepiękną trasę zrobiliście, tego dnia rzeczywiście objechaliście najpiękniejszy, najbardziej widokowy kawałek Kaszub. Ja równie tak jak Trollking nie znoszę tych dróg z betonowych płyt, ale cóż, bez nich byłyby w okresie mokrym bardzo ciężko przejezdne z uwagi na te pagóry. Cieszę się że tak Wam się spodobało, że pogoda dopisała i że wyjazd jednym słowem jak najbardziej udany. Pozdrawiam serdecznie ;-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017