Popołudniowa rodzinna wyrypka z synkiem w przyczepce, na plac zabaw do Wronczynka w naszej gminie Pobiedziska. Jazda przyjemnymi drogami i w super pogodzie. Z Pobiedzisk do placu zabaw wyszło 12km, z czego 5 terenowych kilometrów ze Złotniczek do Krześlic przebiegało po polnej drodze usłanej kałużami i błotem - Czarek miał ubaw z jazdy slalomem. Po drodze było podziwianie koników, sarenek, gęsi, kolorowych kwiatków i pociągów....po prostu miło.
ździsie: sarnia rodzinka
nić porozumienia niemowlaka ze źrebakiem
fragment drogi polnej ze Złoniczek do Krześlic
przerwa na placu zabaw we Wronczynku
Czarek podziwia elfa na stacji kolejowej w Pobiedziskach.
Komentarze (5)
Mega dużo dzieci uwielbia pociągi :). Kolega jak mu syn nie chciał spać, to go zabierał do pociągu - z Katowic do Tych i nazot. Na powrocie Młody był " już pozamiatany" :)
Stacje Pobiedziska znam, ale nigdy mi się tam Elfem nie udało pojechać :( :PP
Mój tez bardzo lubił oglądać pociągi - szczególnie ze w pobliżu nas te dosyć czesto i gęsto jeżdża. rozponawał które to międzymiastowe a które zatrzymują się lokalnie ;).
Oj pamiętam te czasy, jak mieliśmy perfekcyjnie rozpracowaną topografię wszystkich placów zabaw w okolicy i której podporządkowane były trasy rodzinnych wycieczek.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017