Pobudka 4:10, wyjazd 5:00, powrót 8:30, dystans 70km., cel Środa Wielkopolska. Tak wyglądał dzisiejszy, świąteczny poranek w moim wykonaniu. Wszystko było tak obliczone, aby wrócić do domu, kiedy reszta domowników jeszcze spała i można było ze spokojem zabierać się za nakrywanie wielkanocnego stołu. Odnośnie samej jazdy na rowerze, to jechało się sprawnie i szybko, bo większość po płaskich i pustych o tej porze asfaltach i drogach rowerowych. Muszę przyznać, że wycieczka rowerowa o tak wczesnej porze jest trochę odrealniona wygląda lekko apokaliptycznie, ponieważ przez pierwsze 30km nie spotkałem ani jednego człowieka oraz auta, w samej Środzie Wlkp. o 6:30 byłem chyba jedynym "żywym" na mieście, nawet S5 i A2 świeciły pustką!!! Jedynie śpiewające ptaki i żerujące sarny dawały gwarancję, że nie jestem w Matrixie :-)
trasa: ździsie: tak wygląda świr o 4:58 rano :-)
a tak wygląda droga rowerowa w Pobiedziskach o 5 rano
poranek nad Jeziorem Średzkim
poranna kawa na średzkim Rynku
Moim zdaniem najładniejsza budowla w Środzie Wlkp - kolegiata.
miejsce narodzin mego pierworodnego :-*
elektrownie wiatrowe w okolicy wsi Gablin (gm.Dominowo)
pastelowo w Siedlcu (gm.Kostrzyn Wlkp.)
spory ruch na szynach w Gułtowach (gm.Kostrzyn Wlkp.)
myszołów
Pozdrower
Komentarze (6)
Po śniadanku zawsze można odespać poranek. No chyba że do kościółka się goni - ale to można później trochę odespać, o ile pierworodny oczywiście pozwoli ;)))
W Środzie to chyba na jakiś pociągach byłem, ale rynek też fajny. Jezioro Średzkie jednak wygrywa :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017