Kilka godzin od rana miałem dla siebie i wykorzystałem to na krótką przejażdżkę po okolicy. Pokręciłem po sąsiedniej gminie Kostrzyn Wielkopolski. Pogoda na rower była przyjemna, dlatego jechało mi się komfortowo, a na trasie cieszyłem zmysły upragnioną wiosną. W Rujscy na polu zauważyłem stadko danieli, odpoczywających po imprezie u jeleni. Ogólnie jazda typowo rekreacyjna, czyli taka jaką lubię najbardziej.
taka trasa:
A oto ździsie: Park Krajobrazowy Promno
Majaczący w oddali komin EC Poznań Karolin.
Rynek w Kostrzynie Wlkp.
Bloki w Gwiazdowie (gm.Kostrzyn).
Panorama z widokiem na wieś Jagodno (gm.Kostrzyn).
Iwno (gm.Kostrzyn)
Kościół w Iwnie (gm.Kostrzyn).
Stara asfaltówka z Rujscy do Sannik (gm.Kostrzyn).
Daniele.
ps. Przypomniał mi się dowcip a propos danieli...
Wiecie jaka jest różnica między danielem, a jeleniem?
Niebywała sprawa miała dziś miejsce - termometr wskazał więcej niż 10*C. Kto to słyszał żeby w maju było tak ciepło?! Anomalia pogodowa normalnie. A tak na serio to było wreszcie ciepło, a ja miałem niedzielę wolną od różnego rodzaju zajęć, dlatego nie zmarnowałem czasu i wsiadłem na rower. Wymyśliłem sobie trasę z metą w małym miasteczku w powiecie gnieźnieńskim - Kłecku. Odświeżyłem sobie nieco tamtejsze drogi, gdyż dawno już tam nie jeździłem.....hmmmm tak w ogóle to dawno generalnie nie jeździłem :-) Cieszyłem się jak za dawnych czasów, kiedy to łykałem kilometry jak żaba muchę. Trasa do Kłecka prowadziła przyjemnymi, mało ruchliwymi asfaltami przez Lednicki Park Krajobrazowy, a po drodze cieszyłem oczy wiosennymi klimatami, ciekawą architekturą oraz jeziorami, których tam nie brakuje. Jedynie tylko ponarzekam na wiatr, który do celu pomagał jak nigdy, ale za to z powrotem (25km) przeszkadzał ze zdwojoną siłą - to była męczarnia, ale za to jaki trening nóg dostałem.
Początek wycieczki nietypowo, bo z Wierzonki, skąd odbierałem rower po serwisie. Tata miał mi tylko piastę skręcić i nasmarować, a wyszedł kompleksowy serwis całego roweru. W każdym razie moja zimówka jest odpicowana jak należy i od razu zrobiliśmy sobie miłą wycieczkę po moich rodzinnych, polnych, leśnych stronach.
Podejrzewam, że nie będzie dziś osoby zadowolonej z pogody, dlatego ja narzekał nie będę tylko od razu wstawię kilka "ździsiów" z wyrypy. Polna droga Mechowo - Kicin.
Planów rowerowych nie miałem na niedzielę, ale skoro się wyspałem, cały dzień wolny, za oknem słońce i gdzieś w okolicy kręcił się mój tata, to grzechem byłoby nie skorzystać ze sprzyjających okoliczności i nie wsiąść w końcu na rower. Tak też uczyniłem i po dłuższej chwili już razem z tatą odwiedziłem kilka miejsc w gminie Pobiedziska, z zahaczeniem o PK Puszczę Zielonka. Ale dziś ludu wyszło na świeże powietrze! Tłumy spacerowiczów, sznury motocyklistów, peletony kolarzy, korki aut itp. Wszędzie aż się kurzyło! Ale tak w sumie nikomu się nie dziwię, gdyż dziś wreszcie wiosna pokazała swoje ciepłe oblicze, z którego skorzystałem i ja sam.
Dzisiaj pojeździłem po gminie Kiszkowo, gdyż chciałem odwiedzić kilka miejsc, których już dawno nie widziałem, jak np. stawy w Kiszkowie, górka na polu w Rybnie Wielkim, rzeka Mała Wełna. Wszędzie tam udało mi się dziś dotrzeć i nacieszyć oczy. Dzisiaj poczułem już prawdziwą wiosnę; w miarę upływu czasu robiło się coraz cieplej, ptaszki pięknie śpiewały, a powietrze falowało na słońcu. Oprócz tego zaobserwowałem dziś sporo różnej zwierzyny, jak choćby parkę bielików figlujących nad moją głową w okolicy Pawłowa Skockiego i to był zdecydowanie gwóźdź dzisiejszego programu.
Po równym miesiącu musiałem ruszyć w końcu dupsko i pokręcić troszkę po okolicy. Choć pogoda nie zachęcała, to i tak wyszła mi całkiem długa wycieczka po lesie. Wybrałem się do PK Puszczy Zielonki. Z początku kręciło się ciężko z powodu zimnego, czołowego wiatru, jednak po wjechaniu w tereny zalesione troszkę to zmalało i mogłem się trochę nacieszyć spokojną jazdą, ścieżkami między drzewami. Odwiedziłem kilka ulubionych miejscówek m.in. Zielonkę, jeziora Tuczno i Stęszewskie. W lesie wyczaiłem stado jeleni, które potem tropiłem w leśnej kniei aby na koniec zrobić im zdjęcie - udało się :-) W drodze powrotnej, zupełnie przypadkowo spotkałem kolegę Darka, który również jeździł tego dnia w rodzinnym gronie po Puszczy Zielonce i potem jeszcze wspólnie zrobiliśmy kilka wesołych kilometrów.
Mimo niezachęcającej pogody, udało mi się dziś wsiąść na rower i wykręcić 5 dyszek. Pojechałem asfaltem do Czerniejewa, dokąd dobre 20 km miałem z wiatrem w plecy i na miejscu byłem po pół godzinie. Niestety nie mogłem tak jechać z wiatrem za daleko, gdyż czekał mnie powrót, a tutaj już tak lekko i szybko nie było. Zimne i silne wietrzysko hamowało mnie i mroziło palce u stóp. Widoki po drodze też nie zachwycały, było jakoś tak ponuro, że nawet zdjęć specjalnie robić mi się nie chciało, ale jakoś się kulałem, by w końcu z uśmiechem i satysfakcją zsiąść z roweru i powiedzieć, że na dziś starczy.
Taka trasa: A oto kilka ździsiów: Brama Zespołu Pałacowego w Czerniejewie.
Krótka przerwa pod wiatą dała odetchnąć od wiatru.
Można powiedzieć, ze dzisiejsza pogoda była iście wiosenna, a ja miałem cały dzień wolny i duże braki w jeździe na rowerze, dlatego wreszcie udało mi się wyjechać na wycieczkę. Nie chciałem ryzykować jazdy w terenie, gdyż jest tam konkretne błocko, ale na asfaltach sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Tym sposobem trasę jaką dziś wybrałem, przejechałem o suchej nitce, a i sporo ciekawych widoków po drodze mogłem podziwiać.
TRASA:
Jadąc spokojnym tempem, łapiąc ciepłe już promienie słońca usłyszałem nagle śpiew skowronka! Ale mnie to ucieszyło. Poza tym wszędzie już roztopy i ze śniegu nie pozostało już praktycznie nic, jedynie tafla Jeziora Lednickiego jeszcze skuta lodem.
ździsie: Jezioro Lednickie
Jezioro Lednickie
lód
stadko saren w Komorowie (gm.Łubowo)
Resztki śniegu na drodze Dziekanowice - Komorowo (gm.Łubowo).
łabędzie nieme
łabędzie krzykliwe
samotny żuraw
Wzgórze Waliszewskie
Boeing 747 AirBridge Cargo lecący z Monachium do Moskwy.
Przerwa w Imiołkach nad brzegiem Jeziora Lednickiego (gm.Kiszkowo).
Czasu było niewiele, ale wystarczyło na śnieżną pętelkę wokół Pobiedzisk. Najpierw strzałka do Parku Krajobrazowego Promno, aby nacieszyć się jazdą po lesie w zimowej scenerii - było cudownie. Potem już krótki objazd obrzeży miasteczka z zahaczeniem o dwa jeziora - Biezdruchowskie i Dobre. Wczoraj napadało trochę śniegu i musiałem wykorzystać to do jazdy po białym puchu, który na rowerze naprawdę lubię. Poza tym dziś mimo krótkiego dystansu, zaobserwowałem sporo zwierząt na polach, co przedstawię w galerii poniżej.
Taka pogoda jak się dziś trafiła, nie zdarza się często, ponieważ -14*C to już ewenement jak na dzisiejsze czasy. Nie mogłem sobie darować, aby nie spróbować pojeździć w tak niskiej temperaturze na rowerze - po prostu nie mogłem. Dodatkowo bezchmurne niebo i ta biel dookoła! Coś pięknego! Prawdziwa zima. Dodam tylko, że jeżdżę na rowerze ponad 10 lat, także zimowa porą i może raz w życiu miałem okazję pojeździć w podobnej temperaturze o TUTAJ. Dziś było rekordowo zimno, ale przyjemności z jazdy w takich warunkach nie da się porównać do niczego innego, trzeba się tylko odpowiednio ubrać i nastroić psychicznie i wioooo!
Trasa jaka dziś obrałem to klimaty lednickie, czyli Jezioro Lednickie i Pola Lednickie. Ślad trasy wyszedł nieco inny od zamierzonej, ale to niestety przyczyna nieprzejezdnych dróg polnych, które w ogóle nie były odśnieżone, a przyznam że w niektórych miejscach śniegu nawiało po kolana. Jednak finalnie wycieczka mnie usatysfakcjonowała, gdyż nawet na wąskich, lokalnych asfaltówkach było biało. Co do ubioru, to było spoko i w ogóle nie zmarzłem, no może oprócz małych paluszków stóp, które delikatnie zdrętwiały na mecie, ale po 40 kilometrach jazdy w -14*C miały prawo zaprotestować. Fakt jest taki, że w takich niskich temperaturach dalekich wypraw się nie robi, bo to już na zdrowie nie idzie, a te moje 4 dyszki wyszły optymalnie.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017