Niebywała sprawa miała dziś miejsce - termometr wskazał więcej niż 10*C. Kto to słyszał żeby w maju było tak ciepło?! Anomalia pogodowa normalnie. A tak na serio to było wreszcie ciepło, a ja miałem niedzielę wolną od różnego rodzaju zajęć, dlatego nie zmarnowałem czasu i wsiadłem na rower. Wymyśliłem sobie trasę z metą w małym miasteczku w powiecie gnieźnieńskim - Kłecku. Odświeżyłem sobie nieco tamtejsze drogi, gdyż dawno już tam nie jeździłem.....hmmmm tak w ogóle to dawno generalnie nie jeździłem :-) Cieszyłem się jak za dawnych czasów, kiedy to łykałem kilometry jak żaba muchę. Trasa do Kłecka prowadziła przyjemnymi, mało ruchliwymi asfaltami przez Lednicki Park Krajobrazowy, a po drodze cieszyłem oczy wiosennymi klimatami, ciekawą architekturą oraz jeziorami, których tam nie brakuje. Jedynie tylko ponarzekam na wiatr, który do celu pomagał jak nigdy, ale za to z powrotem (25km) przeszkadzał ze zdwojoną siłą - to była męczarnia, ale za to jaki trening nóg dostałem.
Pogoda naprawdę czad. Jesli w gniazdach nie ma pingwinów a są bociany to faktycznie wiosna auehaheuaehau Fajny gaz wozisz :) ale zameczki i pałace wyglądają obłędnie
Jest klimat! Gorzelnia wysprzątana na zewnątrz, krzaczory usunięte z wejścia. Teraz się prezentuje! Zdjęcia jak zawsze poziom, nadaj kamieniami robisz zdjęcia? ? Tak myślałem, nic się nie zmieniło ? Trzymaj się i trzaskaj kaemy. Pozdro
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017