Można powiedzieć, ze dzisiejsza pogoda była iście wiosenna, a ja miałem cały dzień wolny i duże braki w jeździe na rowerze, dlatego wreszcie udało mi się wyjechać na wycieczkę. Nie chciałem ryzykować jazdy w terenie, gdyż jest tam konkretne błocko, ale na asfaltach sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Tym sposobem trasę jaką dziś wybrałem, przejechałem o suchej nitce, a i sporo ciekawych widoków po drodze mogłem podziwiać.
TRASA:
Jadąc spokojnym tempem, łapiąc ciepłe już promienie słońca usłyszałem nagle śpiew skowronka! Ale mnie to ucieszyło. Poza tym wszędzie już roztopy i ze śniegu nie pozostało już praktycznie nic, jedynie tafla Jeziora Lednickiego jeszcze skuta lodem.
ździsie: Jezioro Lednickie
Jezioro Lednickie
lód
stadko saren w Komorowie (gm.Łubowo)
Resztki śniegu na drodze Dziekanowice - Komorowo (gm.Łubowo).
łabędzie nieme
łabędzie krzykliwe
samotny żuraw
Wzgórze Waliszewskie
Boeing 747 AirBridge Cargo lecący z Monachium do Moskwy.
Przerwa w Imiołkach nad brzegiem Jeziora Lednickiego (gm.Kiszkowo).
Termometr w moim zegarku w słońcu wskazywał 16*C.
Ptactwo na środku Jeziora Lednickiego.
Dziurawy asfalt z Rybitw do Latalic (gm.Łubowo).
stado żurawi
Pozdrower dla wszystkich - żyję jakby co ;-)))
Komentarze (7)
Aura już prawdziwie wiosenna, ekstra widoki po drodze :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017