Nie ma to tamto - lato na całego! Ale dałem radę i jak jutro też tak będzie, to po pracy od razu jadę nad jezioro się wykąpać. Ostatnie kilka kilometrów wracałem z Anią, bo razem raźniej ;-)
Rano jak wyjeżdżałem do pracy ok. 6:30 było całkiem rześko, bo ok. 17*C i jechało mi się wyśmienicie. Po pracy to już jednak inna bajka, bo temperatura ok.30*C i wiejący w czoło wiatr, odbierały mi siły z każdym depnięciem w korbę. W dodatku na odcinku Kobylnica - Uzarzewo starej drogi "5" włodarze gminy Swarzędz postawili na środku pobocza coś takiego: absurdalne słupki pośrodku pobocza
Jeszcze dosyć niedawno słupki te zamontowane były na linii pobocza i rowerem można było swobodnie jechać ok. metrowej szerokości poboczem, czego ślady widać na zdjęciu powyżej. Dziś moim oczom ukazał się widok słupków przesuniętych na środek pobocza i jazda rowerem staje się w tym momencie niemożliwa, bo zahaczenie nogą z jednej strony o słupek, a z drugiej o krawężnik lub rów może skończyć się źle. A jazda rowerem po pasie drogowym, którym poruszają się setki aut, z czego połowa to TIR-y, to proszenie się o śmierć przez rozjechanie!!! Pozostaje mi pogratulować gminie Swarzędz za pamiętanie o rowerzystach na ich drogach i wyrazić ogromną radość, że jakiś czas temu wybrałem ościenną gminę Pobiedziska do życia, od której bogaty Swarzędz mógłby się wiele nauczyć w kwestii podejścia do spraw rowerzystów i pieszych. Mam tylko nadzieję, że na tym absurdalnym odcinku ze słupkami, nikt nie straci życia i jeśli ktokolwiek z tych "wyższych" to jakimś cudem czyta, to proszę usuńcie te słupki w cholerę, bo służą one tylko pogorszeniu bezpieczeństwu ruchu i w utwierdzeniu w przekonaniu, że Swarzędz to jest totalna LIPA!
Na tak poza tym, to po drodze już w mojej pięknej gminie Pobiedziska czekała na mnie Ania, z którą zrobiliśmy sobie rundkę po PK Promno i okolicach: PK Promno
Niecodziennego zjawiska atmosferycznego doświadczyłem dziś na powrocie. Jadąc w upale zroszony zostałem kroplami deszczu, przywianymi z wiatrem, z jakiejś chmury. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko. Poza tym miałem dziś kryzysowy powrót. Wlekłem się jak mucha w smole. Dopiero jadąc w tak wysokiej temperaturze, po pracy, uświadomiłem sobie, że te 20km to jest kawał drogi jednak.
Kolejny upalny dzień i jeszcze cieplejszy niż wczoraj. Gdy wyjechałem z pracy termometr wskazywał prawie 38*C, więc lekko nie było, ale nie płaczę z tego powodu, gdyż jest to przecież piękna pogoda, za którą trochę już tęskniłem. Tym bardziej, że po pracy umówiony byłem z dobrym kolegą na zimny napój pod drzewkiem. Potem tylko powrót lasem do domu i 5 dyszek jak malowane :-)
O 6:30 rano było już 20*C, więc powrót z pracy zapowiadał się gorący. Tak też było, bo podczas powrotu termometr wskazywał ponad 30*C, a dla mnie to zdecydowanie za dużo i pociłem się jak parowóz pod górkę. Mimo to, pogoda jest piękna i trzeba z niej korzystać. A jak tak dalej będzie gorąco, to może zacznę sezon pływacki nad okolicznymi jeziorami :-)
ździsie: Polski Fiat 126p w Pobiedziskach - klasyk w kolekcjonerskim stanie.
Nie spodziewałem się takiej ulewy i wyjechałem z pracy w samo oko cyklonu. Wracałem drogą okrężną, polnymi drogami, a czasem nawet samym polem i przed Wierzonką dopadł mnie gruby deszcz. Jadąc śladem traktora na polu zboża, chciałem ominąć kałużę i wjechałem kołem w bruzdę błota i przeleciałem przez rower zaliczając miękką glebę :-) Szczęście, że byłem blisko Wierzonki to schroniłem się u rodziców. Potem już tak lało, że musiała mnie Ania autem odbierać. Ale wypad super, bo dużo się działo.
Kolejny dzionek dojazdu do pracy rowerem zaliczony i kolejny raz Ania wyjechała po mnie, aby towarzyszyć mi w drodze powrotnej do domu. Towarzystwo Ani pozwala mi zapomnieć o umęczonych mięśniach nóg podczas pracy. Tak właśnie - umęczonych! Kiedyś kolega używał w pracy krokomierz i wyszło mu średnio 15km przebytego dystansu podczas 8h/dzień obsługi klienta w sklepie, więc nogi mam ciężkie jak z cementu. W drodze powrotnej jechaliśmy w większości terenowymi ścieżkami przez Kobylnicę, Katarzynki, Uzarzewo i Park Krajobrazowy Promno.
Coś dziś chłodem zawiewało od rana. Tak zawiewało, że mi tak ładnie włosy na rękach stały. Świecące słońce nie dawało rady i musiałem deptać ostro żeby się rozgrzać. Do pracy dojechałem szybko, ale na finiszu złapałem laczka! To już drugi w tym tygodniu. Idę na rekord. Przyczyną okazała się być wada techniczna dętki tzn. ona była po prostu ch....wa! Humor poprawiła mi po pracy Ania, która znowu dziś postanowiła odprowadzić mnie do domu i dlatego powrót przebiegał bardzo miło i bez laczków :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017