Kolejny dzionek dojazdu do pracy rowerem zaliczony i kolejny raz Ania wyjechała po mnie, aby towarzyszyć mi w drodze powrotnej do domu. Towarzystwo Ani pozwala mi zapomnieć o umęczonych mięśniach nóg podczas pracy. Tak właśnie - umęczonych! Kiedyś kolega używał w pracy krokomierz i wyszło mu średnio 15km przebytego dystansu podczas 8h/dzień obsługi klienta w sklepie, więc nogi mam ciężkie jak z cementu. W drodze powrotnej jechaliśmy w większości terenowymi ścieżkami przez Kobylnicę, Katarzynki, Uzarzewo i Park Krajobrazowy Promno.
ździsie: Felt pod świerkiem w Kobylnicy.
Szuter w Katarzynkach.
Pagórki w Katarzynkach.
Balon nad Anią w Pobiedziskach.
Komentarze (5)
W drugą stronę też źle jest. Ja np. siedzę całe dnie za biurkiem tylko i jakbym na rower nie wychodził to chyba by mi odwaliło :D
Dlatego właśnie część wielkopowierzchniowych sklepów funduje swoim pracownikom hulajnogi elektryczne do jazdy w pracy. I tam najlepiej, żeby zostały :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017