Wraz z Anią i moim tatą pojeździliśmy wspólnie po gminie Pobiedziska. Przyjemne spotkanie na rowerach, w idealnych warunkach atmosferycznych, spowodowało szybki upływ czasu i nie wiadomo kiedy, trzeba było się rozstać. Tak sobie lekko jechaliśmy i rozmawialiśmy i przy okazji zatrzymywaliśmy się w następujących miejscach na podziwianie poniższych obrazków: skoki ze spadochronem w Bednarach
Lotnisko w Bednarach
Lotnisko w Bednarach
Jezioro Kowalskie - widok od strony półwyspu we wsi Kowalskie.
Młode jakiegoś ptaka na zalewie Kowalskim.
Jerzykowo - potężny, pomnikowy dąb przy starym, szachulcowym domu.
Moja ekipa :-)
Wiadomo, że co dobre szybko się kończy, więc ten tydzień i weekend pora pożegnać. Ale najważniejsze, że dużo było w nim roweru i pięknej pogody.
Wypad z Anią z Pobiedzisk do Kłecka i z powrotem. Dawno nie jechaliśmy tej trasy, więc dziś po szybkim namyśle wybraliśmy przejazd spokojnymi drogami Lednickiego Parku Krajobrazowego. 95% trasy to asfalt - dziś nie mieliśmy ochoty na terenowe podboje i postawiliśmy na relaks, tym bardziej że Ania testowała dziś nowy napęd, który jej założyłem i nie chciała go zbytnio okurzyć :-)
Trzeciego dnia jeździliśmy po gminach Międzychód, Pszczew i zahaczyliśmy o skrawek gminy Kwilcz. Pogoda dopisała również i tego dnia, dlatego w pięknym słońcu i temperaturze ok.30*C wykręciliśmy trasę jak poniżej:
trasa: Odwiedziliśmy Pszczew w woj. lubuskim jadąc malowniczym terenem, z licznymi jeziorami i lasami. Przejechaliśmy przez wiele malowniczych wiosek jak np. Prusim, gdzie nad Jeziorem Kuchennym leży ciekawie utrzymany skansen olenderski. Poza tym sporo mieliśmy tego dnia zjazdów i podjazdów, gdyż miejscowości położone są na pojezierzu, gdzie dawno temu cofający się lądolód pofałdował z lekka płaszczyznę.
Tak to wyglądało: Przyjemny szuterek w okolicach wsi Gorzycko Stare.
Uliczka w Pszczewie.
Uroczy Rynek w Pszczewie.
Pszczew - widok z Góry Sznekowej na Jezioro Kochle.
W Pszczewie przy Jeziorze Kochle młode łabędzie wylegują się na środku ścieżki, nic sobie nie robiąc z obecności ludzi.
Zastava 1100p spotkana we wsi Silna. Produkcja 1973-83. FSO.
Ania jest silna!
Takie widoki po drodze były częste. Tutaj okolica wsi Świechocin.
Wieża widokowa w Świechocinie.
Widok z wieży obserwacyjnej w Świechocinie na wieś Świechocin.
Widok z wieży obserwacyjnej w Świechocinie na okoliczne lasy.
Taki widok w okolicy Łowynia.
Skansen w Prusimiu - spichlerz.
Skansen w Prusimiu.
Jezioro Kuchenne w Prusimiu.
Miłe dla oka krajobrazy w okolicy wsi Kamienna.
Piękne krajobrazy ale także i piach pod kołami.
Na polnych drogach pierwszeństwo mają traktory :-)
Na szlaku trafił się nam także wąwóz długi na kilkaset metrów.
Były też moje ulubione konstrukcje metalowe na polach :-)
Ostatni terenowy podjazd w pięknej scenerii i zawitamy w Międzychodzie, skąd już blisko do mety.
Wyjazd obfitował w ciekawe miejsca i nowe tereny. Wszystko się udało i wypoczęliśmy na rowerach w 100%. Najbardziej cieszy nas możliwość poznawania zupełnie nieznanych miejsc. Wyjazd rowerem w celu odkrywania jest cudownym doświadczeniem i zachęcam do tego typu sportu. Polska jest piękna i za każdym razem - wyjazdem się to potwierdza.
Drugiego dnia naszej czerwcówki, pojechaliśmy do Drezdenka w województwie lubuskim. Musieliśmy przejechać w szerz całą Puszczę Notecką, z czego kilkanaście kilometrów terenem. Jeśli mówię teren w Puszczy Noteckiej, to od teraz myślę "PIACH". Nie byle jaki piach, tylko istna plaża, niczym jak na łebskiej wydmie. Daliśmy jednak radę, nierzadko pchając rowery. Jednak mimo sypkiej nawierzchni, wspomnienie z lasu mam pozytywne, bo monokultura sosnowa i pofałdowane ukształtowanie ternu w Puszczy Noteckiej wpływa na zmysły. Trzeba też zaznaczyć, że pogodę mieliśmy wymarzoną tego dnia. Oprócz tego widzieliśmy kilka ciekawych miejsc, o których nie będę się rozpisywał, tylko od razu walnę fotogalerię:
trasa:
Puszcza wita nas.
pałac w Wiejcach
Warta w Wiejcach
Zielonym szlakiem przez Puszczę Notecką.
Piaszczyste drogi na szlaku.
Po piasku i pod górę.
Miliony sosen i ten zapach lasu...
Czasem piasku było mniej i można było się troszkę rozluźnić.
Krystalicznie czyste Jezioro Podgórne.
Most nad Notecią w Trzebiczu.
Rozległe łąki w Trzebiczu nad Notecią.
pagórki
Ania & Grigor w Drezdenku
Deptak w Drezdenku
Rynek w Drezdenku
Stara Noteć
Kopalnia ropy naftowej i gazu ziemnego w Sowiej Górze.
Droga powrotna z Drezdenka do Międzychodu. 25km asfaltu przez Puszczę Notecką.
Zmęczeni, ale bardzo zadowoleni wróciliśmy z tej wycieczki - oto wpis Ani - TUTAJ
Korzystając z pięknej pogody i zaległego urlopu, wyruszyliśmy na kilkudniowy podbój nowych miejsc na granicy województw: wielkopolskiego i lubuskiego, a dokładniej w okolicy Międzychodu przy Puszczy Noteckiej. Jako bazę noclegową wybraliśmy przepięknie położoną karczmę w Radgoszczy w Puszczy Noteckiej, z której przez 3 dni wyjeżdżaliśmy na objazd uroczych miejsc na Pojezierzu Międzychodzko - Sierakowskim, w Puszczy Noteckiej oraz nad Doliną Noteci.
Pierwszego dnia zrobiliśmy rekonesans po mieście i gminie Międzychód. Upał doskwierał tego dnia niemiłosierny i trochę nas to męczyło, szczególnie jeżdżąc po tamtejszych piaszczystych ścieżkach. Na końcu wycieczki wskoczyliśmy razem do jeziora i się wykąpaliśmy - pierwszy raz w tym roku :-)
Tak to wyglądało:
Urocze uliczki Międzychodu i osiołek na Rynku.
Międzychód słynie z wąskich uliczek tzw. Gasek. Układ urbanistyczny miasta jest nadzwyczajny i nadaje klimat.
Kolejną, niespotykaną nigdzie indziej atrakcją jest Laufpompa. Źródło artezyjskie w centrum miasta. Woda wypływa z pięknej pompy i można ją pić. Jednak smak ze względu na wysoką zawartość siarki przypomina zapach jajek. Zachęcam każdego do spróbowania smaku tej wody. Laufpompa
Najokazalsza kamienica Międzychodu. Niestety właściciel nie dba o nią i budynek jest w słabej kondycji. Wielka szkoda, bo mogłaby to być największa atrakcja Rynku.
Na samym rynku w Międzychodzie znajduje się pięknafontannaprzedstawiającarybaka oraz gruszębędącą herbem miasta; na gruszy suszone były sieci.
Tego dnia był prawdziwy upał.
Nad Jeziorem Miejskim w Międzychodzie.
Międzychód retro
Ania & Grigor na Rynku w Międzychodzie
Nadwarciańskie łąki w Międzychodzie.
Warta
Stary Port w Miedzychodzie
Jezioro Ławickie
Troszkę z innej beczki - spotkany gdzieś w małej wiosce Mercedes Benz 500 SL. Klasyk pełną gębą.
Niedziela była przeznaczona na rowerowe spotkanie z moim tatą. Najpierw podjechałem do rodzinnej Wierzonki, a potem już wspólnie pokręciliśmy po naszych ulubionych fyrtlach. Każda chwila na rowerze z tatą jest najlepsza, jednak wszystko co dobre, szybko się kończy i gdzieś w połowie drogi między Wierzonką i Pobiedziskami, musieliśmy się rozstać i wracać do siebie. Kręciliśmy po trzech gminach: Swarzędz, Czerwonak i Pobiedziska. Na rozstaju dróg spotkaliśmy zupełnie przypadkowo Piotrasa z rodziną na rowerach, więc zrobiło się wesoło. Testowałem pomarańczowego klasyka wprost ze Szwecji, na którym podjechała żona Piotrasa. Manewry helikopterem na polu w Karłowicach.
Tej soboty za cel obraliśmy wraz z Anią objechanie Jeziora Gopło dookoła. Jezioro Gopło to największy zbiornik wodny w województwie kujawsko - pomorskim oraz regionu Kujaw. Trasę zaczęliśmy w Kruszwicy pod Mysią Wieżą i zielonym szlakiem wyruszyliśmy w nieznane. Szlak wiódł różnymi typami nawierzchni, jednak przeważające były asfalty - przyjemne, bo mało ruchliwe. Poza tym trafiło się kilka cudnych szutrówek i polnych odcinków. Całą trasę zaliczyłbym do łatwych i na wiele plusów, są dwa minusy: słabe oznakowanie drogi rowerowej oraz znikoma możliwość obserwacji Jeziora Gopło. Niestety na te 65 km trasy, może w 2-3 miejscach mogliśmy zjechać nad brzeg jeziora i cieszyć oczy widokiem wody. Sumując, to fajny kawałek do wycieczki i polecam oczywiście objechanie Jeziora Gopło, ze względów historycznych (sporo dworków, pałaców i zabytków), ale także przyrodniczych (duże jezioro, rezerwaty, kanały i pomniki przyrody). Jednak komuś, kto chce zobaczyć atrakcyjny widok na spory obszar Jeziora Gopło, to polecam wejście na Mysią Wieżę, z której widokiem panoramy będzie na pewno usatysfakcjonowany, bo z trasy, którą my dziś przejechaliśmy na pewno jeziora się nie dostrzeże.
taka trasa: myślę, że zdjęcia dopowiedzą resztę: Mysia Wieża w Kruszwicy
polna droga w Rzepowie
czarny szuter w Lachmirowicach
dwór w Lachmirowicach
Czasem i takie odcinki zielonego szlaku musieliśmy pokonać. Dojazd do Kościeszek.
drewniany kościół w Kościeszkach
zabytkowy budynek w Rzeszynku
biały szuter w Łuszczewie
punkt widokowy w Łuszczewie
widok na Jezioro Gopło z Łuszczewa
piesek w końcu otrzymał kawałek ciastka :-)
stogi trzciny
Jezioro Gopło w Łuszczewie
Kanał Warta - Gopło
remont kościoła w Połajewie
jazda nowym asfaltem
przeprawa promowa w Złotowie
pałac w Ostrowie
jesteśmy z powrotem przed Mysią Wieżą w Kruszwicy
Nowe tereny poznane. Zapraszam także na bloga Ani: TUTAJ
W piątek darowałem sobie jazdę rowerem do pracy, bo miałem kilka spraw do załatwienia. Jednak potem, wieczorem kiedy kurz opadł wsiadłem na rower i z Anią przejechaliśmy się po naszej gminie i sąsiedniej gminie Kostrzyn Wlkp. Zupełny relaks, a po drodze:
Nowa ddr Pobiedziska - Kociałkowa Górka. Fragment zalany świeżym asfaltem.
Niecodziennego zjawiska atmosferycznego doświadczyłem dziś na powrocie. Jadąc w upale zroszony zostałem kroplami deszczu, przywianymi z wiatrem, z jakiejś chmury. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko. Poza tym miałem dziś kryzysowy powrót. Wlekłem się jak mucha w smole. Dopiero jadąc w tak wysokiej temperaturze, po pracy, uświadomiłem sobie, że te 20km to jest kawał drogi jednak.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017