Najpierw do pracy, a po pracy czekała już na mnie Ania, która odprowadziła nas do domu. Wracaliśmy sobie spokojnie swoimi ścieżkami, w dużej mierze terenowymi, kiedy to nagle, nie wiadomo od czego poczułem jakbym jechał po czymś miękkim. Tym razem trafiło na mnie - laczek w tylnym kole! Dętkę wymieniałem w lesie (właśnie tak), gdzie komary zrobiły sobie ze mnie ucztę, teraz mnie wszystko swędzi. Ale na szczęście serwis poszedł szybko i mogliśmy sprawnie wrócić do domu. W mojej rodzinnej Wierzonce spotkaliśmy mojego brata Wojtasa, który zrobił nam poniższe zdjęcie. Musze go w końcu na rower wyciągnąć...
ździsie
We Wierzonce zaraz wjedziemy do lasu.
jazda lasem
Komentarze (7)
U nas komarów jak na razie nie ma. Pozdrowienia dla miłej Pary... ;)
Kiedyś słuchałem profesora Miodka i coś mówił, że przed "w" i "f" piszemy "we" między innymi w celu, jak to powiedziałeś uniknięcia "zaplucia". We Wrocławiu, we Wronkach, we Wierzonce itd. Choć są jeszcze inne wyrazy, przy których trzeba wstawiać "we" jak np. we Lwowie, we śnie, we mgle. Są to wyrazy kłopotliwe, ale jak powiesz w Wierzonce, w śnie, to nie będzie to de facto błędem.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017