Dziś wyjechałem już do pracy Feltem zimowym, którego sobie ładnie serwisowałem w weekend. Nie był specjalnie zajechany, ale trochę rzeczy musiałem naprawić. Luz w tylnej piaście, regulacja przedniego hamulca, wymiana klocków i regulacja tylnego hamulca, regulacja obydwu przerzutek, czyszczenie łańcucha oraz montaż błotników i oświetlenia. Jak na razie wszystko jest ok i ogłaszam uroczyste otwarcie sezonu jesienno - zimowego u mnie.
Jeśli o jazdę chodzi, to takie poranki jak dzisiejszy lubię. Te prawie 0*C, mgłę i
zero wiatru. Wydaje się, że jedzie się szybko, bo mało co widać. Jednak mnie widać, bo mam teraz tą mocną lampkę z tyłu, która nawet we mgle razi w oczy - serio! Załapałem się też na piękny wschód słońca. Po pracy szybka strzałka do domu, najszybszym wariantem, bo tam czekała mnie kolejna wycieczka tego dnia. Tym razem w towarzystwie Ani, która chciała przetestować działanie nowego oświetlenia w swoim rowerze. Można powiedzieć, że dziś byłem od rana do nocy na rowerze, z kilkoma przerwami na pracę i obiad :-)
ździsie: wschód słońca
Maszyna do trudnych warunków jesienno - zimowych gotowa do jazdy.
Tej niedzieli spotkałem się z tatą, Piotrasem i Rolnikiem na wspólne kręcenie po Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka. Ustawka była o 9 rano i po wyjściu na rower z rana, przywitało mnie piękne słoneczko, ale także pierwszy tego roku szron. Pomyślałem sobie - zaczyna się prawdziwa jesień. Na miejscu zbiórki szybkie ogarnięcie i wiooo do lasu we czwórkę. Wycieczka przebiegała w bardzo miłej atmosferze i jeszcze bardziej miłych krajobrazach. Las zaczął pięknie parować i pachnieć. Między drzewami biegały zwierzęta, a my lawirowaliśmy w błocie, między kałużami. Jechało się naprawdę fajnie, noga dziś podawała, a poza tym, w takim towarzystwie to aż chce się jeździć. Podczas wycieczki odwiedziliśmy kilka ciekawych miejscówek i widzieliśmy zwierzęta. A co to za miejsca i zwierzęta, to zapraszam do galerii poniżej.
trasa:
ździsie:
Rolnik, Piotras, ja i mój tata Krzysztof
parujące o poranku Jezioro Wronczyńskie Małe
parująca Puszcza Zielonka
stado jeleni w Niedźwiedzinach
nieużywany wiadukt kolejowy w Sławicy
kopalnia żwiru w Sławicy
w kierunku Rejowca
Romet Wagant - klasyk. Ale i te buteleczki na murku przed sklepem to też polski klasyk. Brakuje tylko jednej setki i byłoby (pięć set +), czyli zakupy na polską kieszeń :-)))
Piotras testował dziś swoje nowe Nobby Nicki i powiem, że miał nad nami sporą przewagę w błotku.
W poszukiwaniu daniela.
W Tucznie nad naszymi głowami krążył sobie majestatycznie ogromny bielik.
Po chwili jednak do bielika dołączyło liczne stado żurawi, które wyłoniło się z chmur, a samego bielika gonił i dokuczał mu jakiś ptak, prawdopodobnie gawron, albo coś wronowatego.
Do pracy standard asfaltem i oprócz tego, że było zimno, bo 5*C, to nic ciekawego. Po pracy natomiast urozmaiciłem sobie trasę, jadąc w większości terenem, swoimi ulubionymi ścieżkami. W lesie, na polu choć brudno, to dla mnie bez porównania więcej radości. Miałem bliskie spotkanie z liskiem w pewnym ciemnym lasku nad rzeką Główną. Piękny zdrowy samiec dosłownie wybiegł mi przed koło, gdy jechałem singlem. Nie bał się mnie. Jechałem powolutku, a on zatrzymywał się co chwilę, jakieś 10 metrów ode mnie i widziałem jak wytęża nozdrza, aby wyczuć intruza Grigora. Wbiegł po chwili w las, a mi udało się nawet jakieś zdjęcie mu zrobić. Jest zamazane, ale jest :-)))
Coś nie mogę wjechać w ten październik. Codziennie pada deszcz. Dziś załapałem się tylko na trasę do pracy w wilgotnej aurze.
Ps. Po wielu pozytywnych recenzjach i artykułach w necie postanowiłem zakupić sobie tylną lampkę Mactronic Walle. Ta lampka chyba nie ma sobie równych i rzeczywiście kiedy ją włączyłem, to utwierdziłem się w przekonaniu, że będę doskonale widoczny na drodze. To dobrze wydane 6 dyszek. Ktoś używa?
Dziś nadal ciepło, ale bardziej wietrznie, więc schroniliśmy się z Anią w pobliskich lasach. Najpierw strzałka do Parku Krajobrazowego Promno, który leży tuż za oknem naszego mieszkania. Tam pojeździliśmy sobie spokojnie singlami, podziwiając pagórkowate ukształtowanie terenu w tym parku, oraz przyrodę lasów i jezior. Następnie przedostaliśmy się do Lasów Czerniejewskich, gdzie z kolei nakręciliśmy kilka kilometrów tamtejszymi drogami, wśród setek grzybiarzy. W lesie po wczorajszych i ostatnich opadach sporo wilgoci i tworzącej się warstwy błota. Jednak większość duktów przyjemnie przejezdna. W głębi lasu jesieni jeszcze nie widać. Inaczej na obrzeżach, czy w mieście - tutaj już niektóre liście zupełnie żółte. Ania postanowiła jechać dziś swoim rowerem na sezon jesień - zima, czyli BikeMaChinę, a ja jeszcze pokatuję wiosenno - letniego białego rumaka.
ździsie: okolice Kaczyny
Jezioro Wójtostwo
w drodze do PK Promno
PK Promno
PK Promno - tutaj dzikie zwierzęta korzystają z błotnych kąpieli.
PK Promno - tutaj jest o tyle fajnie, że po parku samochodem jeździć się nie da, co daje kilometry pięknych ścieżek dla rowerów.
Lasy Czerniejewskie - tutaj swobodny wjazd mają już samochody, dlatego szlaki rowerowe wyglądają jak na zdjęciu. To jest żółty szlak rowerowy.
Choć prognozy na dziś zapowiadały zachmurzenie, to okazały się być nietrafne, bo po chwili od wyjazdu zaczęło świecić słońce, aż musiałem się w krzakach przebierać na krótko. Pojechaliśmy z Anią do lasu. Najpierw przejazd przez PK Promno, potem przesmyk do PK Puszcza Zielonka. W terenie przyjemnie, ale już całkiem mokro, czasem nawet dużo błota, stąd rowery mamy do mycia. Jeszcze trochę i będzie pora wyciągnąć rowery zimowe...A dziś tymczasem fajnie pojeździliśmy sobie w terenie naszej i ościennych gmin.
ździsie: czubajki kanie w PK Promno
wspólne zdjęcie nad Jeziorem Kołatkowsko - Stęszewskim
Dojazd do pracy tylko, ponieważ z powrotem zostałem eskortowany autem, chroniąc się przed deszczem. A paskudnie się zrobiło po 16:00! Wpis bez zdjęć niestety.
Najpierw rzecz jasna do pracy. Wyjazd o 6:30 z domu, a przed oczami mgła i chłód ok. 8-9*C. Jechało się fajnie i z wiatrem, ale jakby nie patrzeć to był dojazd do pracy, więc echhh :-( Ale na szczęście praca się kończy i można znów wsiąść na rower :-))) Radość była o tyle większa, że w drodze powrotnej postanowili towarzyszyć mi: Ania oraz Piotras! Skubańce umówili się za moimi plecami. Szczęście posiadać takich skubańców, ponieważ kiedy się już spotkaliśmy, to zapomniałem o męce 8 godzin tyry i nie wiadomo kiedy, trzeba było przybić z Piotrasem pożegnalną pionę. Ale zanim to nastąpiło wstąpiliśmy na pyszną kawę i eklera w Piekarni i Cukierni Pod Strzechą w Biskupicach Wielkopolskich. Było smacznie i przyjemnie i powiem na koniec: takie powroty z pracy mógłbym mieć codziennie. Dziękuję Ani i Piotrasowi, że zechcieli taką niespodziankę mi dziś sprawić.
ździsie: Jazda do pracy. Bugaj ok. 7:20 i niecałe 9*C w gęstej mgle.
Kawa w "Pod Strzechą" Biskupice Wlkp. polecam.
To my
Powrót przez Kaczynę do Pobiedzisk.
Ps. Zobaczcie jak Piotras bawi się w górach na zjazdach! Tutaj
Pierwszy dzień jesieni uczciłem dziś wraz z Anią wieczorną wycieczką po Lasach Czerniejewskich. Celem był Rezerwat Bielawy, którego pierwszy raz odwiedziłem kilka dni temu solo. Rezerwat Bielawy to zespół grądu środkowoeuropejskiego, czyli mówiąc prościej naturalny las mieszany w naszej strefie klimatycznej. Piękny, mroczny, gęsty i praktycznie nietknięty. Ani się podobało, ale szkoda że byliśmy tam przed 19:00, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, bo troszkę za ciemno było. Trzeba będzie tam podjechać w złotą jesień i za dnia na małą sesję przyrodniczą. Ogólnie super się dziś jechało, bo do celu było lasem, a z powrotem z wiatrem po polach.
taka trasa:
ździsie: W lesie gdzieniegdzie mokro.
Kot albinos w Rakowie.
Rezerwat Bielawy
Rezerwat Bielawy
Powrót polnymi drogami. Tutaj odcinek w Leśniewie.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017