Wreszcie pojeżdżone z Anią. Mieliśmy trochę czasu od rana, więc jazda na rowery, aby pożegnać lato. Plan był taki, by udać się w kierunku Jeziora Lednickiego, dlatego wyszła nam taka oto trasa:
Lato pokazało ostatniego dnia klasę i było naprawdę ciepło, że aż musieliśmy się rozbierać. Ja jechałem na krótko - zupełnie jak latem właśnie. Bardzo przyjemna wycieczka, obfitująca w fajne widoki i kilometry babiego lata wiszącego na rowerach i ubraniach :-)
Zdjęcia niech dopowiedzą resztę: asfalt Główna - Węglewo
Po kilku kilometrach jazdy musieliśmy się rozbierać. Słonko ładnie przygrzewało. Tutaj pole w Węglewku.
Szuter Węglewko - Lednogóra
Wspólne zdjęcie nad Jeziorem Lednickim w Lednogórze.
Drewniana stodoła w Skrzetuszewie.
Kwitnąca na żółto gorczyca przypomina wiosnę.
Amerykańska ciężarówka International w Sławnie. Robi wrażenie.
Lew na jednej z posesji w Sławnie też robi wrażenie :-))))
Czołowe drapieżniki polskiej wsi :-))))
Sielski widok w Sroczynie.
Na polach burakobranie. Specjalna maszyna najpierw nabiera z kupki buraki, potem je czyści i na końcu ładuje na ciężarówkę.
Prawie jak pustynia - Gniewkowo.
Ania jak zwykle zadowolona :-)
Koniec lata kochani. Teraz pora witać jesień - moim zdaniem najlepsza pora roku na rower, a jak to wyjdzie w praktyce to się okaże :-)
Komentarze (6)
Super fotki. Jak patrzę na Twoje trasy brakuje mi MTB, bo na moim gravelu w takich terenach jest konkretna trzęsiawka :D Coś czuje, że za rok trzeba będzie zmienić gravela na MTB i szosę - to chyba najbardziej praktyczne zestawienie. Fotka z nad jeziora na profilove, a lew nawet lepszy od tego z Tarnowa Podgórnego! :D
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017