Wyjazd ok 19:00 na wycieczkę z Anią po dalszej okolicy, czyli zahaczenie o sąsiednie gminy: Swarzędz i Kostrzyn. Wycieczka bardzo przyjemna, ze względu na temperaturę i trasę, prowadzącą w większości po mało uczęszczanych drogach.
trasa: ździsie: Góra - Puszczykowo Zaborze
Puszczykowo Zaborze - Sarbinowo (gm.Swarzędz)
elektryczność
Widok na poznańskie wieże RTV na Piątkowie z Sarbinowa (gm.Swarzędz).
Rynek w Kostrzynie - jak dla mnie mało atrakcyjny.
Wyjazd z Anią przed 19:00 na wycieczkę po okolicy. A dokładnie z Pobiedzisk przez PK Promno do gminy Kostrzyn, znanymi nam ścieżkami. Dzień jest teraz tak długi, że nawet wyjeżdżając z domu o tak późnej porze, wróciliśmy po 40km przy świecącym słońcu - fajne to :-) Po drodze zahaczyliśmy o polne wzniesienie terenu w okolicy między Tarnowem (gm.Kostrzyn), a Górą (gm.Pobiedziska), skąd mamy fajny widok na rozległe pola i co najlepsze wysoką, poznańską zabudowę. Co jeszcze ciekawego widzieliśmy, to w ździsiach poniżej.
ździsie: Polna droga z Sokolnik Gwiazdowskich do Gwiazdowa (gm.Kostrzyn).
Polne wzniesienie terenu między Tarnowem, a Górą.
Poznańskie wieżowce widziane ze wzniesienia w Tarnowie ok. 20km w linii prostej przy zoomie cyfrowym 40x (Jakość słaba ze względu na zoom cyfrowy).
Rower mieliśmy w planach od rana, jednak tylko wieczorny wypad mógł dziś dać ulgę przed tym tropikalnym klimatem, dlatego termin wyjazdu przesunęliśmy na godzinę ok.18. To było dobre przesunięcie, bo mimo późnej pory, na termometrach naszych liczników widniała wartość ok.26*C, co jest już do przyjęcia, pod warunkiem że jedzie się do lasu :-) Pokręciliśmy po Lasach Czerniejewskich i jego okolicach. A kiedy wracaliśmy, słonko chyliło się ku zachodowi, więc jakoś daliśmy radę :-) Przypomnę, że jechaliśmy we trójkę - Ania, Wojtas i ja oczywiście.
trasa:
ździsie: W Lasach Czerniejewskich klimat niczym w lasach deszczowych.
Super szuterek przez Lasy Czerniejewskie.
Czerwcowy, polny klimacik.
Elektrownia wiatrowa w Nekli góruje nad okolicą.
Boeing 747 cargo przelatujący nad naszymi głowami w Siedlcu (gm.Nekla).
Piękny czerwiec za oknem, więc trzeba było ruszyć dupska na jakąś miłą wycieczkę wśród pięknych okoliczności przyrody. Oprócz oczywiście Ani, towarzyszył nam dziś mój brachol Wojtas, który rezyduje w Pobiedziskach na weekend. Celem wypadu była mała wieś w gminie Kiszkowo - Łagiewniki Kościelne. Dlaczego taki cel? A tak dla hecy. Czy celem musi być od razu Kraków, Bałtyk, albo góry? A niech się łagiewniczanie cieszą, że właśnie ich mała wioseczka została wybrana przez ekipę Grigora, jako cel wycieczki :-) Poza tym Łagiewniki Kościelne okazały się być bardzo ciekawą i zadbaną wsią, w której podziwialiśmy stary dwór, park ze ścieżką edukacyjną oraz ciekawą wyspę lodową na stawie zwaną "Kipą". Po drodze cieszyliśmy oczy czerwienią makowych pól, zielenią świeżych liści, fioletem facelii, żółcią rzepaku oraz błękitem nieba. Poza tym nieźle się opaliliśmy, bo słońce grzało dziś rekordowo w tym roku.
trasa: a oto ździsie: Czerwień polnych maków. Teraz wiecie skąd się bierze nazwa tego miesiąca?
Ceglany budynek w Kuraczu (gm.Pobiedziska).
Jazda drogami polnymi daje nam wiele przyjemności.
Droga polna Kuracz - Nadrożno (gm.Pobiedziska).
Fiolet facelii i żółć rzepaku po drodze.
Takie drogi uwielbiamy. Polna przeprawa z Łagiewnik - do Gniewkowa (gm.Kiszkowo).
Zima w czerwcu? Nie, to nasiona topoli osiki.
Przerwa na lody w Kiszkowie.
Jezioro Rybno Wielkie. Udało się ująć uciekającą sarnę przy okazji.
No i jesteśmy w Łagiewnikach Kościelnych, a tam: Bydło się relaksuje.
Dwór z XIX w. w Łagiewnikach kościelnych (gm.Kiszkowo).
Wyspa lodowa Kipa w Łagiewnikach Kościelnych.
Jesion wyniosły o obwodzie 521cm w parku w Łagiewnikach Kościelnych.
Fragment pięknego parku i ścieżki dydaktycznej w Łagiewnikach Kościelnych.
Potem już wracaliśmy spokojnymi, asfaltowymi drogami przez Lednicki Park Krajobrazowy do domu, zahaczając po drodze o słynny pałac w Zakrzewie. Pałac w Zakrzewie (gm.Kłecko).
Świetna wyrypka wyszła, ale przez ten dzisiejszy upał nieźle dostaliśmy w kość. Teraz piecze nas skóra na rękach :-)))
Nastał najpiękniejszy okres w roku bez dwóch zdań. Przełom maja i czerwca to bez wątpienia najbardziej barwna pora w przyrodzie. Kolory i zapachy jakie oferuje nam otoczenie nie mają sobie równych. Dziś mimo zmęczenia po pracy, wsiedliśmy wspólnie z Anią na rowery i zrobiliśmy sobie takie miłe, relaksacyjne kółeczko po okolicy. Po drodze zahaczyliśmy o Jezioro Lednickie, ciesząc nań zmysły szumem falujących zbóż jęczmienia. Trochę się rozmarzyłem pisząc powyższe, ale naprawdę takie chwile w życiu trzeba doceniać. Wspólne chwile z ukochaną, spędzone na rowerach, w przepięknych okolicznościach i w jeszcze piękniejszych miejscach - to jest bezcenne. Życzę każdemu takich doznań :-)
ździsie: muszelka na plaży w Rybitwach (gm.Łubowo)
Wspólne kółko po gminie Pobiedziska z Anią. O mały włos nie pojeździlibyśmy dziś wcale, bo jak chwyciłem za rower, z tyłu miałem oponę na flaku, a kiedy wyciągnąłem drugi rower, to na dworze zaczął padać deszcz. Jednak jakoś się tak ułożyło, że w końcu pojechaliśmy do przodu i przy okazji odświeżyliśmy sobie niektóre, terenowe drogi w okolicy.
oto kilka atrakcji: Kładka z gałęzi na rzece Głównej w Kuraczu.
Miałem ostatnimi czasy robotę do wykonania i rower musiał iść w odstawkę - nie samym rowerem człowiek żyje. No ale dziś w końcu wsiadłem i pojeździłem. Kółko po gminie Pobiedziska, tak dla relaksu, z Anią oczywiście.
Popołudniowa ustawka z Robertem. Cel - Puszcza Zielonka. Ale zanim dojechaliśmy do celu, po drodze było mnóstwo jazdy w terenie, co nam obydwu bardzo pasowało. Wyszło niezłe koło i fajny dystans, z czego większość po drogach nieutwardzonych. Takie wypady lubię, bo w przyjemnej okolicy i świetnym towarzystwie. Dzięki Robert za towarzycho i do następnego.
Na spotkanie rowerowe z kolegami do lasu. Zebrało nas się czterech i zrobiliśmy wspólnie kilkanaście kilometrów po Puszczy Zielonce, która jest idealnym miejscem do jazdy w terenie, jednak dziś mieliśmy nieco utrudnione zadanie, ponieważ rano nad lasem latały samoloty zrzucające nad całym kompleksem jakieś chemikalia na owady. Z tego względu wszędzie wjechać się nie dało, ze względu na zagrożenie dla zdrowia. Czas miałem dziś jednak ograniczony i musiałem odłączyć się od grupy, celem powrotu do domu. W drodze powrotnej towarzyszyła mi Ania, która dziś miała większe szczęście do obserwacji dzikiej zwierzyny niż ja. Mnie udało się upolować zająca i zaskrońca, a Ani - ZOBACZ.
Jak się jedzie w grupie, to nie ma za bardzo czasu na zdjęcia, dlatego dziś skromnie jeśli o zdjęcia chodzi. Z kolei mam satysfakcję z kilometrów pokonanych w samym tylko terenie: Tablica informacyjna w Puszczy Zielonce.
Ścieżka leśna w okolicy Kołaty (gm.Pobiedziska)
zając szarak
zaskroniec zwyczajny
Ps. Piotras, Docent, Cinek - miło było spotkać, dzięki :-)
W tytule chodzi o to, że.. ... widzieliśmy dziś w lesie kilka łań i młodego byka...
...które stały na drodze, obserwowały nas i pewnie sobie o nas myślały, że: "Co to za jelenie?".
Poza tym takie ścieżki w Lasach Czerniejewskich lubimy najbardziej: Droga Jezierce - Rakowo w Lasach Czerniejewskich.
bloki w Czerniejewie
Zarówno wczoraj jak i dziś mieliśmy szczęście do obserwacji jeleni i to zupełnie niespodziewanie. Wczoraj stadko byków z potężnymi porożami w polu, a dziś w lesie małe stadko kilku łań i jednego młodziaka z kiełkującym porożem. No i chyba muszę przyznać wszystkim rację, że jednak ja to mam szczęście do spotykania zwierząt na swojej trasie :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017