Około 13:00 wyruszyliśmy wspólnie z Anią pokręcić po lesie, ponieważ oboje mieliśmy wtedy wolne kilka godzin oraz chęci na rower no i oczywiście chcieliśmy zdążyć przed zapowiadaną burzą, której jak się potem okazało w ogóle nie było i co więcej to nawet jedna kropla deszczu nie spadła w Pobiedziskach. Oj przydałoby by się porządne lanie wody przyrodzie.
Pojechaliśmy oczywiście do Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka. Ja dziś prowadziłem, dlatego drogi którymi jechaliśmy nie zawsze były komfortowe (piasek, wyboje, korzenie, kamienie, koleiny od sprzętu leśnego), ale jakie za to urocze i jaki tam spokój - tylko szum drzew, śpiew ptaków i galopujące jelenie gdzieś w gęstwinie - coś pięknego.
Super nam się kręciło po lesie, ale w pewnym momencie zaczęło się porządnie chmurzyć i trochę dostaliśmy cykora. Dziś obserwowaliśmy dziką zwierzynę na żywo, lecz więcej szczęścia z aparatem fot. miała Ania, której udało się ustrzelić w ostatniej chwili piękną łanię jelenia, zapraszam zatem na Ani bloga - TUTAJ
oto trasa:
ździsie: Gęsi gęgawe - przypominają mi dinozaury, kiedy się tak pochylają :-)
Relikt minionej epoki w Złotniczkach (gm.Pobiedziska).
Jazda takimi duktami, to dla nas sama przyjemność. Puszcza Zielonka - Odrzykożuch (gm.Pobiedziska)
Jest w Puszczy Zielonce taki piękny zagajnik, w którym od dawna podziwiam drzewa, których w polskich lasach daremnie jest szukać. Cyprysik Lawsona się owo drzewo zowie.
Z górki na pazurki.
dąbrowa
Jest też w Puszczy Zielonce takie oto miejsce. Coś dla pasjonatów historii.
Jak dojeżdżaliśmy do domu, to Ania wypiła mi wodę i musiałem wracać o suchym pysku.
No a teraz czekam aż w końcu spadnie ten deszcz.
Komentarze (13)
Ale mi szkoda tego sklepu - Chio Chips i lody z wody ew. jak kolega piszę oranżada z woreczka mhmmmm piękne czasy :)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017