Ale ciepło się zrobiło ostatnio. Wykorzystałem to i powrót z pracy odbyłem oczywiście okrężną drogą. Dziś jechało mi się jakoś tak ciężko, nie to co wczoraj, ale nikt nie mówił że codziennie będzie pięknie. Dziś znów można stwierdzić po śladzie na mapce, że zdecydowanie wolę powroty z pracy, choć dodam że jestem wtedy bardziej zmęczony niżeli rano podczas dojazdu :-)
taka trasa: ździsie: Ligowiec (gm.Swarzędz)
Dziewicza Góra 143m n.p.m. (gm.Czerwonak)
Pola w okolicy Wierzenicy (gm.Swarzędz)
Aleja Augusta Cieszkowskiego we Wierzenicy (gm.Swarzędz)
Wystające znad Kicina wieże RTV na poznańskim Piątkowie. Ta wyższa mierzy 125 metrów wysokości.
Pole rzepaku we Wierzenicy (gm.Swarzędz).
Droga Ludwikowo - Tuczno w Puszczy Zielonce. Las coraz bardziej zielony.
To na tyle - nara ;-)
Komentarze (11)
Aleja Augusta Ciszkowskiego wygląda bardzo malowniczo :)
Grzechu, jak ja Cię szanuje za te kolejowe foty Bracie! Aż mnie kusi by na któryś weekend umówić się na wspólny trip w okolice Wir/Szreniawy i obfocić parowóz. Przy okazji możemy też pogadać :P A nie, czekaj - wirus... :(
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017