Stał się dziś cud i od rana padał deszcz. Ale kiedy przestał padać i zza chmur zaczęło przebijać się słońce, od razu wsiedliśmy z Anią na rowery i pognaliśmy do Lasów Czerniejewskich zaczerpnąć tego specyficznego i tak upragnionego zapachu lasu po deszczu.
Zapach wilgotnej zieleniny i gleby było czuć wszędzie, ale tak prawdę mówiąc to przydałoby się tak jeszcze z tydzień padającego deszczu, aby ta cała przyroda odżyła na 100%. Nam pozostało cieszyć tą chwilą i otaczającymi widokami, którymi podzielę się w galerii.
Z ciekawostek po drodze, to warto wspomnieć o spotkanym rowerze w Pobiedziskach. Rower poziomy, obudowany karoserią, trzykołowy. Wyprzedził nas z prędkością około 30km/h, kiedy my jadąc pod wiatr na licznikach mieliśmy ok.22km/h. Zresztą zrobiłem temu zdjęcie.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017