Dni coraz krótsze, a po weekendzie to już w ogóle będzie lipa, dlatego sezon na nocne wypady uważam za otwarty. Dziś po pracy wraz Anią zrobiliśmy sobie przejażdżkę przy świetle naszych potężnych lampek Convoy S2+ po gminie Pobiedziska i Łubowo. Po drodze zahaczyliśmy o iluminowane kościoły w Węglewie, Lednogórze i Imielnie, co zresztą uwieczniłem w poniższej galerii. Bardzo przyjemnie się kręciło tego wieczoru. Temperatura ok.13-15*C i zero wiatru powodowały uśmiech na twarzy. W dodatku jazda polnymi drogami przy snopie światła, rzucanego przez dwie lampki Convoy, daje wielkie wrażenie i robi dzień w nocy - super efekt!
trasa: nocne ździsie: Wspólne zdjęcie przed kościołem w Imielnie (gm.Łubowo).
Drewniany kościół w Węglewie (gm.Pobiedziska) wybudowany w 1818 r.
Kościół w Lednogórze (gm.Łubowo) w nocnej odsłonie.
Znajdź tu Anię :-)
Tak wygląda droga oświetlona dwoma lampkami Convoy S2+
Wreszcie dane było mi podziwianie złotej jesieni tego roku, choć tak naprawdę czasu na to miałem mało ze względu na późną porę kończenia pracy. Liznąłem aparatem nieco ciepłych barw liści. Ogólnie uwielbiam taki październik. Na dodatek pod koniec drogi, na spotkanie wyjechała mi Ania i razem wracaliśmy z uśmiechami na twarzach do domu - fajny dzionek to był.
trasa: kolorowe ździsie: złota jesień
Janikowo Dolne - Wierzenica (gm.Swarzędz).
Nad stawami we Wierzonce (gm.Swarzędz).
Las we Wierzonce (gm.Swarzędz).
Leśna droga Wierzonka - Barcinek (gm.Pobiedziska).
Kasztan w Barcinku.
Widok na Jezioro Kowalskie w Barcinku (gm.Pobiedziska).
Dojazd do pracy i z powrotem pobocznymi drogami terenowymi. Rano było całkiem ciepło ok.10*C, a z powrotem jakieś 2 stopnie więcej, więc jazda odbyła się dziś w bardzo przyjemnych warunkach. Dzień już naprawdę krótki się zrobił.
Jakiż to boski klimacik panuje, kiedy wyjeżdża się punkt 6:30 rowerem z domu do pracy. Najpierw jest zupełnie ciemno, dopiero gdzieś po siódmej zaczyna świtać i oczom ukazują się jesienne mgły i purpura nieba. A kiedy słonko już zaczyna witać się z moją twarzą, to akurat jestem pod wrotami roboty, dlatego potem następuje 8 godzinna przerwa techniczna. Następnie można wyruszyć w późnopopołudniową drogę powrotną do Pobiedzisk, podczas której wreszcie można cieszyć się złotą jesienią, gdzie liście na drzewach malują zółto-pomarańczowo-czerwone barwy.
Zaprzęgłem zimówkę do jazdy w tym roku i zrealizowałem plan na dziś, aby jechać i wracać do/z pracy maksymalnie omijając główną drogę (starą DK5).
Pojeździłem z Anią po Parku Krajobrazowym Promno, zagłębiając się w jego pagórkowatym terenie. PK Promno oferuje naprawdę bardzo urozmaiconą rzeźbę terenu i każdy rowerzysta mtb doceni jego walory. My oczywiście krążyliśmy w nieco bardziej softowej odsłonie, jednak nie przeszkodziło to w zmęczeniu nóg. Ten park krajobrazowy jest naszym zbawieniem, kiedy mamy ochotę na szybkie kręcenie po lesie, bo jest o żabi skok od Pobiedzisk i nadal jest nam mało znany, co czyni go bardzo atrakcyjnym rowerowo.
tymczasem taka trasa: ździsie z lasu: Jedna z leśnych dróg w PK Promno.
martwy świerk
W PK Promno nie brakuje różnego typu pagórków i wąwozów.
Choć już połowa października to złotej jesieni jakby jeszcze w lesie nic a nic.
A w koronach drzew udało mi się uchwycić dzięcioła czarnego.
Wczoraj była lipa rowerowa - a plan był nielichy. Dziś pogoda się zrehabilitowała i ów nielichy plan mógł na szczęście wypalić w 100%, a dodam że nosiło mnie ostro. Pojechaliśmy zatem do lasu. Przejechaliśmy wzdłuż cały Park Krajobrazowy Promno i wbiliśmy do Lasów Czerniejewskich, wykręcając równe 50 kilometrów w samym terenie! W lesie pięknie. Już na samym początku, tuż po wjeździe do lasu, przywitani zostaliśmy jesiennymi refleksami, które robiły dziś wspaniałą scenerię do zdjęć, jednak do pełni prawdziwej "złotej polskiej jesieni" pozostanie nam jeszcze troszkę poczekać, gdyż póki co w głębi lasu jest jeszcze zieloniutko. Jednak żeby nie było - odrobinę jesieni udało mi się na zdjęciach uwieńczyć, na co zapraszam w galerii poniżej:
trasa:
ździsie: Refleksy słoneczne w PK Promno.
Jezioro Dębiniec w PK Promno.
Ania na jednej ze ścieżek w PK Promno.
Jesienny klimat w lesie.
Jazda w promieniach.
Odkryty przesmyk w Wójtostwie w PK Promno.
Leśniczówka w Wójtostwie.
Nowa Górka (gm.Pobiedziska).
Ania ściga traktor w Zbierkowie (gm.Pobiedziska).
Jezioro Uli
muchomor czerwony
milusi portret
żółty liść
Kombajn w Leśniewie (gm.Łubowo).
Pole gorczycy przypomina majowy rzepak :-)
rusałka pawik
koźlarz babka
Brzezina w Przyborowie (gm.Łubowo).
Czaszka na brzozie. Prawdopodobnie jelenia.
To był mega dobry wypad w terenie - dziś padł rekord dystansu w samym terenie, bo 50km. w piaskach i błotku :-)
Sobota wolna, piękna pogoda i chęci na dłuższe kręcenie w terenie, zaowocowały wspaniałą wycieczką wśród pięknych okoliczności przyrody. Wraz z Anią przemierzyliśmy całą długość Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka z południa na północ, aby potem odbić jeszcze nieco dalej i zawitać do małego miasteczka Skoki. W Skokach był nawrót i jazda powrotna również przez PK Puszcza Zielonka, lecz już innymi ścieżkami, gdyż oboje nie lubimy wracać tą samą drogą - pętelki są naj naj :-)
Szukaliśmy pierwszych oznak złotej jesieni, jednak w środku lasu, próżno szukać żółtych liści, jeszcze trochę za wcześnie. Może za ok. 2 tygodnie będzie można cieszyć oczy ciepłymi barwami spadających liści. Tymczasem jest jeszcze jakby letnio, co też dało się odczuć po wysokiej temperaturze tego dnia, bo ok.24*C. Poza tym oprócz świeżego powietrza, chłonęliśmy dziś kilometry po nieutwardzonych leśnych drogach i wyszło ich dziś prawie 40 km, co poskutkowało niemałym zmęczeniem, ale zarazem sporą satysfakcją. Jeśli chodzi o cel wycieczki - Skoki, to po prostu dawno nie kręciliśmy w tamtych fyrtlach i jakoś tak koła nas tam poniosły. A samo miasteczko jest godne odwiedzin choćby ze względu na przepiękny, zabytkowy kościół z muru pruskiego.
trasa: ździsie: Droga leśna wśród brzóz w okolicy Stęszewka (gm.Pobiedziska).
Wspólnie z Anią i młodym Denisem postanowiliśmy pożegnać dziś lato na rowerach. Wyruszyliśmy z Pobiedzisk do Gwiazdowa, gdzie Denis miał metę. Po drodze mieliśmy wiele przygód, jak choćby spotkanie z padalcem, odwiedziny dwóch jezior, ciężkie, kamieniste podjazdy i zjazdy w Dolinie Cybiny, przysłuchiwanie się rykom jeleni, podziwianie samolotów na niebie i widok zachodzącego słońca. Rozmów po drodze było co niemiara, gdyż młody ma 7 lat i pytań końca nie było. Na końcu musiałem go bajerować, bo nie znałem odpowiedzi na niektóre pytania np. "Wuja? A czemu tu jest górka?", albo "Wuja? A co to jest "DŻUDŻU PAMPARAMPAM?". Ps. dżudżu pamparampam to słowa które sobie tak czasem nucę pod nosem - coś w stylu jak DUŁAP PADYDUDA DU DAP PADU DEJ! I weź tu dzieciakowi tłumacz :-) Ale najważniejsze, że Denis dał sobie świetnie rade na terenowych ścieżkach i zadowolony dojechał do mamy :-)
trasa: ździsie: Kiedy ja się oddalałem na zdjęcie, to Denis zadawał pytania Ani.
Wycieczka do pobliskiego Lednickiego Parku Krajobrazowego w towarzystwie Ani i mojego taty. Wykorzystujemy piękną pogodę i czas wolny na to, co kochamy najbardziej. Bardzo wszyscy lubimy klimat Lednickego PK. Są tam spokojne drogi, sielskie wioski, duże jezioro i świadomość, że właśnie tutaj zaczęło się polskie państwo. Było super.
trasa:
ździsie: Ania&Grigor w gorczycy. Rybitwy (gm.Łubowo).
Stadko żurawi w Latalicach (gm.Pobiedziska).
Jezioro Lednickie w Rybitwach (gm.Łubowo).
Na Polach Lednickich (gm.Kiszkowo) naszła nas ochota na rybę.
Przelot przez Imiołki (gm.Kiszkowo).
Spotkany po drodze jeden z najgroźniejszych drapieżników naszych polnych równin. Dobrze, że mam duży zoom w aparacie, bo strach było podchodzić bliżej.
Przez wieś Sławno (gm.Kiszkowo) przejeżdżał jakiś transport wojskowy.
W Sławnie miałem okazję usiąść za kółkiem amerykańskiej ciężarówki Intercontinental. Poj.silnika 11 litrów i ponad 400KM.
Ten niezwykły pojazd można podziwiać w Sławnie (gm.Kiszkowo).
Dubeltowa wycieczka dziś się odbyła, ponieważ nie dość że w rodzinnym towarzystwie, to w dodatku po rodzinnych fyrtlach. Tym sposobem wraz z Anią i moim tatą pojechaliśmy najpierw na kawkę do Ani rodzinnej miejscowości Iwno w gminie Kostrzyn, a potem przemierzając malowniczy fragment doliny rzeki Cybiny, wpadliśmy do mojej rodzinnej Wierzonki w gminie Swarzędz na łyk mamusinej zupy pomidorowej oraz pogawędkę z moim puszystym, milusim drapieżcą Lelochem, którego widok zawsze powoduje uśmiech na twarzy :-) Jak już na swoim blogu wspomniała Ania, pogoda dziś była wyśniona na rower, dlatego jechało się dziś niezwykle przyjemnie, aż żal było kończyć kręcenie. Jednak jak to w życiu bywa "wszystko co dobre szybko się kończy" i te 6 dyszek musiało nam dziś wystarczyć.
taka trasa:
a oto atrakcje po drodze: Tata Krzysztof jedzie ddrką Pobiedziska - Kociałkowa Górka.
Ania podziwia swoje spd na polnej drodze w Gortatowie (gm.Swarzędz).
Górujący nad okolicą Gortatowa 200 metrowy komin EC Poznań Karolin.
Dolina Cybiny w okolicy Swarzędza.
wędkarze
Ścieżka przy dolinie Cybiny.
Wróble się opalają.
Łabędzie sobie pływają.
Jezioro Swarzędzkie
Wierzenica (gm.Swarzędz).
Drewniany kościół we Wierzenicy z XVI w. jest najstarszym, zabytkowym budynkiem w gminie Swarzędz.
Na koniec bonus z Wierzonki: Leloch gaszący pragnienie :-))))
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017