Sobota wolna, piękna pogoda i chęci na dłuższe kręcenie w terenie, zaowocowały wspaniałą wycieczką wśród pięknych okoliczności przyrody. Wraz z Anią przemierzyliśmy całą długość Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka z południa na północ, aby potem odbić jeszcze nieco dalej i zawitać do małego miasteczka Skoki. W Skokach był nawrót i jazda powrotna również przez PK Puszcza Zielonka, lecz już innymi ścieżkami, gdyż oboje nie lubimy wracać tą samą drogą - pętelki są naj naj :-)
Szukaliśmy pierwszych oznak złotej jesieni, jednak w środku lasu, próżno szukać żółtych liści, jeszcze trochę za wcześnie. Może za ok. 2 tygodnie będzie można cieszyć oczy ciepłymi barwami spadających liści. Tymczasem jest jeszcze jakby letnio, co też dało się odczuć po wysokiej temperaturze tego dnia, bo ok.24*C. Poza tym oprócz świeżego powietrza, chłonęliśmy dziś kilometry po nieutwardzonych leśnych drogach i wyszło ich dziś prawie 40 km, co poskutkowało niemałym zmęczeniem, ale zarazem sporą satysfakcją. Jeśli chodzi o cel wycieczki - Skoki, to po prostu dawno nie kręciliśmy w tamtych fyrtlach i jakoś tak koła nas tam poniosły. A samo miasteczko jest godne odwiedzin choćby ze względu na przepiękny, zabytkowy kościół z muru pruskiego.
trasa: ździsie: Droga leśna wśród brzóz w okolicy Stęszewka (gm.Pobiedziska).
Kałuża
Szablak krwisty
Kościół w Dąbrówce Kościelnej (gm.Kiszkowo).
Z widokiem na las w okolicy Dąbrówki Kościelnej.
W drodze do Niedźwiedzin (gm.Skoki).
Bór świerkowy.
Jezioro Karolewskie (gm.Skoki).
Centrum Skoków.
Kościół w Skokach.
Wieża ciśnień w Skokach.
Dziękuję za uwagę ;-)
Komentarze (11)
Super fotki. Sporo różnych motywów na zdjęciach. Nie znałem nazwy tej czerwonej ważki, bo też ją u siebie widuje, teraz już wiem. Zacny kilometraż.
Puszcza Zielonka - nazwa zobowiązuje do trzymania zielonego anturażu, nawet w pażdzierniku! Piękna wycieczka we dwoje, przesympatyczna relacja i nie wiem, kto bardziej fotogeniczny - Ania czy ten szablak?
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017