Wczoraj musiałem odpocząć od roweru, gdyż po tygodniowych dojazdach do pracy miałem zakwasy w nogach. Dziś już po regeneracji, po południu wraz z Anią zrobiliśmy sobie rundkę po sąsiedniej gminie Łubowo. Czuć już jesienne chłody i powoli trzeba szykować grubsze zestawy ubrań na rower, ponieważ mimo krótkiej rundki, palce rąk i stóp zaczęły trochę kostnieć. Dobrze, że mieliśmy gorącą inkę w termosach :-)
trasa:
ździsie: Zabytkowe wiatraki w Moraczewie (gm.Łubowo).
Stodoła w Lednogórze (gm.Łubowo), choć zabytkiem nie jest, to swoje lata już tam pewnie stoi.
Spokój nad Jeziorem Lednickim.
Kukurydziane żniwa właśnie w pełni.
Nowo odkryta droga polna Lednogóra - Imielenko (gm.Łubowo).
Komitet powitalny w Imielenku :-)
Rudy kocur sobie siedział.
Droga z Imielenka do Chwałkówka (gm.Łubowo). Takie drogi lubimy najbardziej.
Ania rozgrzewa się inką z termosu.
I po weekendzie. Od jutra kolejny tydzień, mam nadzieję dojazdowo - pracowy.
Słońce dało dziś odpocząć od siebie i od razu zrobiło się tak, jak w listopadzie być powinno, czyli szaro, chłodno i ponuro - klasyk. Jadąc z powrotem zahaczyłem trochę o las i Jezioro Kowalskie, gdzie kolory jesieni nieco poprawiły mi humor. Tydzień roboczy zaliczony i co cieszy 4/5 dni dojazdów rowerem :-) Teraz mam już weekend i jak pogoda pozwoli pojeżdżę sobie w ciekawszych celach.
tymczasem ździsie: Cmentarzysko beemek w Janikowie (gm.Swarzędz)
Jezioro Kowalskie
Nie wszystkie liście jeszcze spadły.
Ols nad rzeką Główną płynąca w okolicy osady Kuracz (gm.Pobiedziska).
Po wyjściu rano z domu, moje ciało przeszył pierwszy w tym roku ziąb. Choć nie było mrozu, bo ok.3*C to przy gruncie mogło lekko przymrozić, czego dowodem była oszroniona trawa. Ubrałem się odpowiednio i żadnego dyskomfortu termicznego podczas jazdy nie odczuwałem. Dojazd do pracy przebiegł sprawnie i całkiem żwawo, a w połowie drogi rażony zostałem promieniami wschodzącego Słońca, które wychyliło się zza porannej mgiełki - ech to był wspaniały obrazek przed pracą. Jadąc z powrotem również miałem ciekawe widoki na niebie, choć już nie tak spektakularne jak wczoraj.
Dziś jazda w te i z powrotem szybkim, w większości asfaltowym wariantem, gdyż po wczorajszym błocie umyłem rower, że żal byłoby od razu go upier.....Ale choć króciutkiego, terenowego odcinka zabraknąć i tak u mnie nie mogło :-) Wracając miałem za plecami przepiękny widok purpurowego nieba. Dawno nie obserwowałem tak spektakularnego zachodu słońca. Ten widok ukoił moje nerwy po ciężkim dniu pracy.
Poranny, leśny odcinek w terenie.
Obserwując te dzisiejsze, niesamowicie piękne, wieczorne niebo, na myśli miałem dwa skojarzenia: 1 - w życiu piękne są tylko chwile 2 - świat jest piękny, tylko niekórzy ludzie to.....(wiadomo co). daleko blisko bliżej najbliżej
Kolejny dzionek dojazdu i powrotu do/z pracy. Podczas dzisiejszej jazdy, na uwagę zasługuje towarzystwo Marsa podczas powrotu z pracy. Będąc już w domu, wyszedłem na balkon i cyknąłem mu pamiątkowe zdjęcie moim kieszonkowcem. Jeśli chodzi o listopadową jazdę na rowerze, to zaczynają się robić kałuże na drogach, a w terenie coraz więcej błota.
ździsie: Jazda przez lotnisko w Ligowcu o poranku (gm.Swarzędz).
Droga Katarzynki - Uzarzewo (gm.Swarzędz). Jak widać w listopadzie na tej drodze warunki nie są najprzyjemniejsze.
Wieczorne niebo podczas powrotu z pracy. Zdjęcie zrobione telefonem w ramach testu.
Choćby miało dziś padać, na rower i tak musiałem wyjść, bo z braku kręcenia aż mnie nogi swędziały! Prognozy były deszczowe, ale na szczęście się nie sprawdziły. Tym sposobem wraz z Anią i moim tatą wykręciliśmy dobrych kilkadziesiąt kilometrów po drogach terenowych gmin: Pobiedziska i Kiszkowo. Po drodze jak to zwykle u nas bywa, było wiele wspólnych tematów, pogaduszek, ale także jak to na rowerzystów przystało kręcenia korbą pod górki, na płaskim i z górki, podziwiania otaczającej nas jesiennej przyrody i cieszenia się chwilą w najlepszym z możliwych wariantów - na rowerze! No właśnie...
Teraz troszkę prywaty: To, że moja narzeczona kręci korbą to już jest wielkie szczęście, ale to że mamy wspólnie możliwość pojeżdżenia w towarzystwie mojego taty, który jak nikt inny ma takie chęci, motywację i siły do wspólnych, rowerowych wycieczek to już jest coś więcej niż szczęście - to jest bezcenne. Jak się widzę z tatą przy okazji, to jakoś tak mu tego nie mówię, jednak wiem że czyta mojego bloga i z pewnością się ucieszy, widząc jak bardzo jestem z niego dumny. Nie wiem, czy będę miał takie zdrowie, siły i pozytywną energię do jazdy na rowerze w Jego wieku, ale chcę żeby wszyscy wiedzieli, że tata jest dla mnie przykładem do naśladowania. Życzmy mu wszyscy wiele zdrowia!
trasa: . ździsie: Słońce dziś nie mogło przebić się zza chmur.
Miejsce spotkania z Tatą - Jezioro Jerzyńskie (gm.Pobiedziska).
Gęsi gęgawe.
żurawie w Złotniczkach (gm.Pobiedziska).
Ania na polnej drodze ze Złotniczek do Krześlic (gm.Pobiedziska).
Jedno z wielu gospodarstw po drodze. Łagiewniki (gm.Pobiedziska).
Ania na drodze polnej z Łagiewnik do Turostówka (gm.Kiszkowo).
Jezioro Turostowskie
W Turostowie (gm.Kiszkowo) wypasane jest bydło szkockiej rasy wyżynnej Highland. Dziś miałem szczęście zaobserwować potężnego byka tej rasy. Jego rogi w rozpiętości mogły mieć nawet ponad metr!
Pastwisko w Turostowie (gm.Kiszkowo).
Mimo że jest już listopad, na polach wciąż kwitnie wiele kwiatów.
Złota jesień nadal zachwyca.
Trakt Bednarski (gm.Pobiedziska).
Ścieżka na skraju lasu jesienną porą we Wronczynku (gm.Pobiedziska).
Ostatnia przerwa na gorzką czekoladę i łyk kawy inki z termosu.
W samych Pobiedziskach też można na jesienne akcenty natrafić. Ta ściana bluszczu robi wrażenie.
Dziś o poranku piękne słoneczne niebo i chłodno, a podczas powrotu jazda ciemnym lasem PK Promno w towarzystwie Ani, która wyjechała mi na spotkanie. Dobrze mi się jeździ ostatnio rowerem do pracy. Szkoda, że jutro ma padać :-(
ździsie: Jazda ciemnym lasem, przy takim oświetleniu nabiera innej jakości :-)
No i zaczęło się - powroty z pracy po ciemku. Poza tym wszystko ok. czyli jak nie pada, to jadę rowerem do i z pracy. Ps. jutro ma padać :( W połowie drogi powrotnej, na spotkanie wyjechała mi Ania i potem jechało się już wspólnie do domu :-) poranne sarny
Grzechem byłoby nie skorzystać z tak pięknej pogody i nie wyjechać dziś rowerem na jakąś wycieczkę. Pomysł kręcenia po Lasach Czerniejewskich padł wczoraj i plan zrealizowaliśmy z Anią i moim tatą w 100%. Wycieczka była o tyle przyjemniejsza, że dziś słońce mocniej grzało i co najważniejsze było praktycznie bezchmurnie, a to podkreślało dodatkowo ciepłe barwy jesiennych liści. Można powiedzieć, że dziś podziwialiśmy prawdziwą, polską, złotą jesień w pełnej krasie.
Trasę wymyślałem na bieżąco z Anią, tak aby pokazać tacie piękno naszych, leśnych fyrtli. Tym sposobem pojechaliśmy taką fajną traskę jak poniżej:
trasa: ździsie: Ania na ostatnich metrach podjazdu w Borówku.
Widok z górki w Borówku (gm.Pobiedziska).
Tata opowiada, Ania słucha, a ja robię zdjęcia :-)
Podziwianie piękna złotej jesieni w Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka było dziś głównym celem wycieczki, na którą wybrałem się w towarzystwie Ani i taty. Myślę, że ścieżki jakie pokazałem dziś mojemu towarzystwu na długo zapadną w pamięci. Zresztą sami zobaczcie moi drodzy znajomi z bikestats jaka piękna jest Puszcza Zielonka jesienią.
trasa: jesienne ździsie: Ania, ja i tata Krzysztof.
Trakt Bednarski
Brukowana droga w Bednarach (gm.Pobiedziska).
taniec synchroniczny w wykonaniu gęsi
Dąbrówka Kościelna (gm.Kiszkowo).
Gdzieś w środku puszczy.
Stodoła w Dzwonowie Leśnym w samym sercu Puszczy Zielonki.
Jazda bursztynową buczyną.
Stadko danieli w Łopuchówku (gm.Murowana Goślina).
Byk daniela
Łopuchówko - siedziba Nadleśnictwa.
Jezioro Worowskie
Jezioro Leśne
Złote lasy.
Okolice rezerwatu Żywiec Dziewięciolistny.
Kani czubajek mogliśmy dziś nazbierać cztery kosze.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017