Na podwieczorek zafundowałem sobie przejażdżkę nad Jezioro Kowalskie. Tamtejszym, zupełnie zapyziałym, niegdyś moim ulubionym singletrack'iem przejechałem wzdłuż jednego z brzegów. Niestety przyjemności za wiele nie było w przedzieraniu się pomiędzy porozrzucanymi gałęziami i meandrowaniu po ciągnikowych koleinach...oj zniszczyli mi taki fajny rowerowy odcinek :-(
Poza tym dobre i 2 dyszki kręcenia, bo czuję się po tej przejażdżce całkiem fajnie :-)
Typowy leśny wypad. Puszcza Zielonka jeszcze śpi snem zimowym. Większość jazdy, to zimno i śnieg, ale przez kilka minut zaświeciło Słońce i od razu temperatura podskoczyła o kilka stopni. Kilka razy się zgubiłem, wjeżdżając w jakieś nieznane mi leśne single, prawdopodobnie utworzone w celach zrębowych. Tym sposobem kila razy musiałem zawracać, czasem po nieprzyjemnych podmokłych terenach, jakimi mogą być trzcinowiska, ale gdyby nie to, pewnie nie zauważyłbym dziś żeremia :-) W lesie widziałem różne stada, jak np. stado jeleni przebiegających mi drogę w środku lasu, ale także stado policjantów, szukających rzekomego przestępcy po lasach Dziewiczej Góry. Dupa mnie boli jak wsiadam na siodełko, pewnie miesiąc zajmie jej ponowne przyzwyczajenie do twardego. Jazda mimo to była przyjemna i czuję się już lepiej.
ździsie:
Czy ktoś już wie, w jakim celu przy drodze Tuczno - Zielonka stoi ten słup od wielu, wielu lat?
Leśne oczka wodne nieopodal Potasz
Błotnista droga na czerwonym szlaku. Tylko ta opona na poboczu psuje klimat.
Wyjazd taki troszkę z przymusu, bo strasznie nie chciało mi się dupy ruszyć....Ale jak miałbym jeździć wtedy, kiedy mam rzeczywiście na to ochotę, to pewnie kolejny miesiąc miałbym rowerowo z głowy - taki głupi czas :-S
Ale jak już wyjechałem, to było w miarę i zajechałem na nieuczęszczane, przemysłowe tereny przy Elektrociepłowni Poznań - Karolin. Przedzierałem się trochę po tamtejszych krzaczorach i to tyle na dziś.
Takie właśnie tereny
Komin EC Poznań - Karolin. Niedawno malowany, a już zasyfiony....Balkonik na ok.160 metrze.
Kwiecień plecień...? Jakaś kpina, zamiast lata sama zima! Tak powinno brzmieć to powiedzenie. No chociaż dzisiaj przeplatał troszkę wiosny z zimą...Raz 15*C, kiedy Słońce wyszło, a raz może z 3-4*C kiedy Słońce zaszło za chmury i posypał się śnieg - można się rozchorować. A ja wywlekłem się na przejażdżkę po okolicach, bez konkretnego celu. Totalny brak formy, bo po 20km. musiałem skorzystać z usług sklepu monopolowego. Dopiero dwa batony i tajger pomogły wrócić o własnych siłach do domu.
ździsie:
Od wschodu taki oto grzyb atomowy.
Kiedy Słońce wyszło, powietrze aż falowało od ciepła, a siedząc na kraju lasu, za wiatrem można było się opalać :-)
Jednak kwiecień pozostaje kwietniem i trzyma się twardo dawno utartemu powiedzeniu o przelataniu, skutkiem tego była ta śnieżyca.
Dziękuję za uwagę i wesołych świąt tym co obchodzą, tym co nie - wesołego dnia :-)
Korzystając z okazji odwiedzin rodzinnych stron, zrobiłem malutką przejażdżkę w towarzystwie Marty i Zuzi po miejscach z mojego dzieciństwa :-) Przemiło było znów zobaczyć ścieżki, którymi hasałem w wieku kilku lat :-) Obowiązkowo czeka mnie objazd ziemi gostynińskiej latem tego roku!!!
Sentyment do wsi Rogożewek mam tak wielki, że cieszył mnie widok każdego drzewa, łąki, stawku, wierzby......stacja w Rogożewie to już w ogóle odlot! Na dopełnienie dodam, że dziś po raz pierwszy usłyszałem śpiew skowronka i dla mnie była to MIAZGA!!! (Marty sekwencja) Krótka przejażdżka dała mi prawdziwą radość i już nie mogę się doczekać na coś grubszego na rowerze!!! Marto i Zuziu dziękuję - to był świetny pomysł przed obiadkiem :-***
TRASA:
ździsie: Marcowanko u kotów - u ludzi zwie się to ru....nko :-)
Gdzie po torach gałganie!
Gagarin relacji Płock - Gostynin.......dalej już nie wiem gdzie pędził...
Nasza wspólna fotka na stacji w Rogożewie
Na prośbę Zuzi wstawiam zdjęcie sprzed szkoły w Emilianowie :-)
Latem planuję konkretny objazd Gostynińskiego Parku Krajobrazowego, tymczasem dobre i 6 kilometrów :-) Buziaczki dla współtowarzyszek :-*
Dziś wpadłem na pomysł pojechania gdzieś dalej, ale z dojazdem na start z rowerem na pace samochodu. Za cel obrałem tereny w gminach: Janowiec Wielkopolski, Damasławek i Żnin. Po wypakowaniu roweru w Janowcu, pojechałem asfaltem w zupełnie nieznane mi jeszcze tereny. Najpierw Damasławek, o którym myślałem że to jakieś takie większe miasteczko, jednak tak jak szybko tam wjechałem, tak szybko byłem już poza miasteczkiem. Nic szczególnego nie utkwiło mi tam w pamięci, oprócz może pokrzywionego roweru, przypiętego do płotu.... Jadę więc dalej.....wjeżdżam do Wapna, tam moją uwagę przykuwa jakiś ogromny zespół budowli z cegły. Moloch był opuszczony, nic się tam nie działo, zresztą w całym Wapnie nic się nie działo, choć może to małe miasteczko, to ulice były tam zupełnie puste. Za Wapnem skręciłem już za granicę Województwa Wielkopolskiego i przywitałem wioski i lasy w Kujawsko - Pomorskim.
Pogoda się zupełnie zmieniła! Jak do Wapna miałem Słońce i wiatr w plecy, tak z powrotem musiałem smagać się na wietrze i oglądać chmury zza pomarańczowych okularów. Jednak jechało mi się dobrze, gdyż w głowie miałem perspektywę odkrywania nowych terenów, po których rowerem nigdy nie jeździłem. Tym sposobem odwiedziłem ciekawy dworek i kościół w Srebrnej Górze, przejeżdżałem przez wioskę o zajebistej nazwie - PARYŻ :-) gdzie oczywiście ku uciesze przejeżdżających rolników robiłem sobie samojebkę. Potem jeszcze kilka biednych wiosek po drodze, ucieczki przed kundlami i na koniec zwiedzanie wnętrza opuszczonego kościoła w Zrazimiu.
Do auta stojącego na parkingu w Janowcu Wlkp. wróciłem bardzo zmachany przez ten wiatr, ale warto było zrobić taki wypad, bo połączyłem przyjemne z pożytecznym (BMW - rower) :-)))
Tak wyglądała trasa:
Całą resztę dopowiedzą ździsie:
Rynek Janowca Wlkp.
Takie jabza rosły po drodze
Unia wybudowała i jedzie się szybko
Jak na znaku
Z Damasławka to utkwiło mi w pamięci...
to też...
Wieża ciśnień w Damasławku
Moloch w Wapnie
Nieco bliżej
oldschool w Wapnie
Jakiś kiczowaty lokal w Wapnie
Już wiem gdzie muminki mieszkały....
Było tez troszkę nieznanych lasów
Srebrna Góra - Dom Opieki Społecznej
Brama dworska i kościół św.Mikołaja w Srebrnej Górze
wiejskie klimaty i zapachy po drodze - uwielbiam to!
Zaraz po odespaniu wczorajszej nocnej jazdy, wsiadłem na rower i zapodałem strzałeczkę na Dziewiczą Górę. Celów miałem kilka, m.in. to że dnia dzisiejszego odbywały się tam zawody Nordic Walking, w których uczestniczyła moja koleżanka Karolina i chciałem pogratulować jej zdobycia pierwszego miejsca w klasyfikacji ogólnej zawodów. Niestety nie wiem dlaczego, podczas wręczania pucharów jej nie było i mogłem tylko poklaskać do wiatru ;-) Czekaj, czekaj Karola już ja sobie z Tobą porozmawiam!
Jednak będąc już w tym urokliwym miejscu, postanowiłem pokręcić się po tamtejszych górkach, pagórkach, torach downhill'owych, liściach, podjazdach i zjazdach. Odkryłem dziś kilka miejscówek, które szczerze mnie zdziwiły swoim ukształtowaniem, tak że z niektórych górek musiałem sprowadzać rower na plecach, żeby nie zabić się na amen.
W lesie powolutku przyroda budzi się do życia. Widziałem jakieś pierwiosnki wyrastające spod liści i leniwie szeleszczące mrówki, które zdawały się być jeszcze pół przytomne na swoich wulkanach z igliwia. Wracając odbiłem jeszcze do Tuczna nad Jezioro Stęszesko - Kołatkowskie zjadając u jego brzegu banany, potem w Karłowicach natknąłem się na mecz piłki nożnej w wykonaniu chłopaków z mojej wioski - pozdrowienia dla ziomków: Keni i Bartka :-)
Bardzo lekka jazda dziś była, całkiem przyjemnie jeździło mi się po tych wszystkich wzniesieniach, odpocząłem na rowerze i jest dobrze. Dla osłody dodam kilka zdjęć:
Dziewicza Góra
Dziewicza Góra
Dziewicza Góra
Pierwiosnki :-)
Dziewicza Góra - tutaj niestety brakło mi sil na podjazd rowerem.....
Pewnie nie jeździłbym tego dnia, a raczej nocy, gdyby nie telefon od Piotrasa. Wymyślił on jazdę nocną, tam dokąd nas koła poniosą. Ja zmotywowany Jego obecnością od razu się zgodziłem, gdyż ostatnio wspólne wypady w Piotrasa towarzystwie mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, a takich okazji z najlepszym ziomalem nie mógłbym zaprzepaścić - to byłby wręcz grzech!
Spotkaliśmy się i coś ok.22:00 wyjechaliśmy. Trasa wyglądała mniej - więcej tak, jak poniżej:
Jak zwykle jazda upływała nam pod znakiem dobrego humoru, mnie to czasem sił brakowało do kręcenia od ciągłego śmiechu - Piotras Ty luju :-) Ale żeby nie było za śmiesznie, czasem podejmowaliśmy rozmowy nieco bardziej poważne, które potem dawały stracha w ciemnych polnych dróżkach - wrrrrr wyobraźnia działa wtedy ze zwiększoną mocą :-)
Po objechaniu powyższej trasy, zacząłem ziewać i czułem osłabione nogi......a na zegarku zrobiła się 2:00 w nocy! Dojechaliśmy do Biskupic, skąd rozjechaliśmy się do swoich ciepłych, miękkich wyreczek :-) Ostatnie 10 km. jazdy przez kompletnie zdziczałe, leśne ostępy, po nie zawsze równej nawierzchni, przy akompaniamencie szeleszczących krzaków dały mi do zrozumienia, że tu muszę zapierdalać szybciej, bo jeszcze zderzę się jakimiś dzikami, jeleniami albo CZŁEKOKNUROZWIERZEM, który ponoć grasuje o tych porach w wierzonkowskich lasach!!!
Mój aparat to nie kombajn i w nocy spisuje się średnio, dlatego ździsiów tylko kilka:
Piotras and Grigori on the Night
Kościół w Siedlcu ładnie oświetlony
Piotras fotografował niebywały widok - jakieś oświetlone "pegeery"
Krótka przerwa na liona za 3,50 na stacji benzynowej w Pobiedziskach.
Dziękuję Piotras za ten super pomysł! Jestem znów zadowolony z jazdy :-) Do następnego.
Dostałem dziś prezent urodzinowy od Piotrasa, w postaci wspólnej wycieczki do PK Puszcza Zielonka. Chyba nie muszę mówić, że trafił kolo w dziesiątkę! Wspólna jazda po przeróżnych ścieżkach, łąkach, gałęziach, piachu, błocie, wśród drzew, stad danieli i nawet raz jeleni dała nam wielką radość i przy okazji chwilę pozytywnej gaduchy. Jeszcze raz dziękuję Piotrkowi za ten rowerowy prezent i choć na chwilkę mogłem zapomnieć jaki już stary jestem ;-)
ździsie: No to na puszczę......
Miód na oczy nasze
Po liściach z górki i pod górkę...
Stawy rybne w Dąbrówce Kościelnej.
Przecieraliśmy też kilka mniej znanych nam ścieżek....
Trudno dostępny brzeg Jeziora Dzwonowskiego
Na rozstaju dróg stoi krzyż, brzozowy, nad naszymi głowami przelatywał właśnie samolot......
Urodziny, urodzinami, a żyć trzeba dalej tzn. jeździć ;-) Pozdrawiam
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017