Kwiecień plecień....
A ja wywlekłem się na przejażdżkę po okolicach, bez konkretnego celu. Totalny brak formy, bo po 20km. musiałem skorzystać z usług sklepu monopolowego. Dopiero dwa batony i tajger pomogły wrócić o własnych siłach do domu.
ździsie:

Od wschodu taki oto grzyb atomowy.

Kiedy Słońce wyszło, powietrze aż falowało od ciepła, a siedząc na kraju lasu, za wiatrem można było się opalać :-)

Jednak kwiecień pozostaje kwietniem i trzyma się twardo dawno utartemu powiedzeniu o przelataniu, skutkiem tego była ta śnieżyca.
Dziękuję za uwagę i wesołych świąt tym co obchodzą, tym co nie - wesołego dnia :-)




