Pokazałem dziś ciekawe tereny przy dolinie Cybiny kumplowi, co się niedawno wprowadził na moje wiejskie włości. Niech sobie chłopak zobaczy, co tracił mieszkając w betonowych murach większego miasteczka. Oprócz tego, że kilka razy został obtrąbiony przez kierowców, to wycieczka całkiem udana. Ale musi się Pan Z Miasta jeszcze wiele nauczyć, szczególnie jeśli chodzi o kulturę jazdy rowerem po wiejskich drogach - u nas jeździ się prawą stroną ulicy, a jak jest ścieżka rowerowa, to należy na nią wjechać aby nie zostać stłamszonym przez kierujących autami - tak, tak....ciężki los wieśniaka, bo musi znać przepisy ruchu drogowego! Żeby mi następnym razem takiej siary nie było!
ździsie:
Rzeka Główna płynąca przez Wierzonkę.
Dolina Cybiny
Dolina Cybiny
Dolina Cybiny w Górze.
gęsi
A teraz biorę się za serwis wszystkich moich rowerów i skończę pewnie o północy.....
Wyjazdy spontaniczne są najlepsze, choć po drodze miałem chwile zwątpienia, to dziś obrałem sobie cel właśnie taki, a nie inny - Gniezno. Już po około 25 kilometrach, chciałem zboczyć z trasy i objechać Jezioro Lednickie dookoła, ale dzięki wiatrowi wiejącemu w plecy pojechałem tam gdzie zamiar miałem dojechać, czyli do pierwszej stolicy Polski. Ale może od początku....Miałem dziś cały dzień dla siebie i najpierw się wyspałem, potem rzut oka za okno, a tam piękne Słońce i prawie że wiosna, więc szybki ogarniak, dobre śniadanie i wsiadka na siodło. Jechałem GT Avalanche i jakże przyjemnie było słuchać dźwięku opon terenowych na gładkich asfaltach, ten szum połączony z delikatną wibracją daje mi niesamowitą przyjemność, szczególnie gdy napęd działa bezszelestnie :-) Zrobiłem dziś taką, swoistą odskocznię od powszednich wyjazdów do lasu, chciałem poczuć się jak za dawnych lat, kiedy pizgałem tyle kilometrów w samotności po najróżniejszych asfaltach WLKP. Musze przyznać, że ten dzisiejszy wyjazd dobrze wpłynął na moja psychikę, gdyż ostatnio boję się wyjeżdżać w pojedynkę gdzieś dalej tzn. ponad 100km.
Po przyjeździe do Gniezna, moim oczom ukazał się kolorowy wizerunek ulic miasteczka. Podoba mi się to miasto.....zawsze patrzę z zachwytem na ogrom tamtejszej katedry - istny moloch! Poza tym jest tam jakoś tak barwnie, bynajmniej w tych najbardziej reprezentatywnych częściach. Czysto, nowo i zadbanie.... Pokręciłem się wśród gwaru i prawie wcale nie zmęczony jazdą z wiatrem musiałem stawić czoła jeździe pod wiatr, ponad 50 km. z powrotem!
No i się zaczęło.....walka z wiatrem na rowerze to nie tylko męczarnia, ale także próba charakteru. Ja zawsze sobie mówię, że trzeba w życiu zamieniać słowo problem, na wyzwanie, wtedy uwierzcie mi - wszystko się zmienia :-) Mając w głowie tą myśl cisnąłem w pedały z takim animuszem, że aż miło. Jakieś 10km. od domu sam sobie mówiłem: "Kurwa Grigor ale ty masz moc w girach"
Nie chcąc już zanudzać zapodam trasę dzisiejszej setki, oraz ździsie fotograficzne dla zobrazowania tematu:
ździsie:
Jezioro Lednickie
Kościół w Dziekanowicach z oddali
Sztywny pal Wielkopolski.....
Droga nr 5 Dziekanowice - Łubowo
Wieże katedry były dziś moim drogowskazem.
Gniezno - pomnik Bolesława Chrobrego przed katedrą.
Gniezno - nowa fontanna na Rynku.
Taras widokowy na jednej z wież gnieźnieńskiej katedry.
Gniezno - na jednej z ulic Rynku
Komin EC Gniezno
Kamienisty odcinek drogi polnej ze Zdźiechowej do Działynia.
Dębnica - Sulin
Przydrożna kapliczka w Sulinie.
Piękne barwy na polach
Jest i żuraw!
Dobrze dziś pojeździłem i jestem zadowolony i pamiętajcie: "Zamień w swoim słowniku słowo problem na wyzwanie, a życie zacznie nabierać zupełnie innych barw"
Krótki wypad na zakończenie dnia. Przejechałem się do Czerwonaka, zahaczając przy okazji o Dziewiczą Górę. Silny i zimny wiatr zerwał się po zachodzie Słońca i palce dłoni mi przewiało. Z nieprzyjemnych ciekawostek dodam, że piasta tylnego koła w zimówce kompletnie mi się rozsypała i jestem w czarnej dupie teraz :-(
Powtórka z rozrywki, to znaczy powtórka sprzed zeszłego tygodnia i już tłumaczę....Noc z soboty na niedzielę spędzona na parkiecie, a uwierzcie mi że ja, jak już wejdę na parkiet to po imprezie łydki mam tak wyeksploatowane, że wsiadka na rower z rana to lekkie przegięcie - every day i'm shufflin!!! A co to jest to shuffle spytacie? Wpiszcie sobie w przeglądarce :-)
Ale w gruncie rzeczy, ponoć przy chodzeniu - tańczeniu pracują inne partie mięśni nóg niż ma to miejsce podczas kręcenia korbą na rowerze, więc po porządnym odespaniu wsiadłem na zimówkę i jazda do lasu. A poranek, czyli w moim przypadku to coś ok.12:00 przywitał mnie przecudną pogodą, idealną na leśne wojaże. Słońce świeciło pełnym blaskiem, śnieg raził w oczy, temperatura coś ok. 0*C w głębi lasu oczywiście, bo w Słońcu czuć było lekkie grzanie :-) Byłbym durniem nie wykorzystując tak sprzyjających warunków do jazdy rowerem, pomijając ślizgawicę na ubitych drogach, ale wiecie że ja jestem wręcz koneserem takiej jazdy :-)
Zrobiłem sobie bardzo przyjemne kółko po Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka naturalnie. Tylko tam jazda po śniegu jest przyjemnością, drogi choć bardzo śliskie, są wszędzie przejezdne, inaczej rzecz ma się na drogach asfaltowych, tych bardziej głównych, gdyż zalega na nich zwyczajowa chlapa, którą ja oczywiście dziś omijałem szerokim łukiem.
Przejechałem przez: Wierzonka - Dębogóra - Ludwikowo - Pławno - Zielonka - Dąbrówka Kościelna - Stęszewko - Tuczno i jakoś tak krążyłem potem między tymi wioskami....Niestety żadnego zwierza dziś okazji zobaczyć nie miałem, w przeciwieństwie do dnia wczorajszego (zapraszam na mój wczorajszy wpis - daniele ) może trafiłem na danielową siestę :-) Ale za to ku wielkiemu zaskoczeniu po drodze minąłem dziś wielu aktywnie wypoczywających człeków, byli biegacze, rowerzyści, a także narciarze - wszyscy kulturalnie pozdrawiali mnie po drodze, co bardzo cieszy. Przy końcu wycieczki zamarzły mi linki od przerzutek i całe szczęście miałem ustawione jakoś na 2x6 bo kadencja pozwalała na efektywny dojazd do domu.
Świetnie się dziś bawiłem na śniegu i rower po tak intensywnie - tanecznej nocy okazał się być najlepszym lekiem na wszelakie skurcze łydek - powtórzę się na koniec mówiąc: "Życzę każdemu takich treningów nóg jakie mam ja" :-)))
ździsie: gdzieniegdzie sypnęło
Ale swarzędzkich służb żadna zima nie zaskoczy
Dębogóra
Dębogóra
Polana na skraju Puszczy Zielonka w Dębogórze
Ludwikowo
Ajjj - jakiś biker był już tu dziś przede mną....Ale przetarł szlak przynajmniej.
Puszcza Zielonka
Ślizgawica na drodze Pławno - Zielonka
Głęboczek - Dąbrówka Kościelna
No i załapałem się na leśno - zimowy zachód Słońca na koniec :-)
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie wszystkich tu zaglądających :-)
Wreszcie pokazała się nam prawdziwa Zima w okolicach Poznania. Tęskno mi już było za jazdą w śnieżnym puchu. Od kilku dni jednak zrobiło się bielusieńko i choć warstwa nie jest gruba, to i tak wszędzie jest biało, a mnie to cieszy. Tylko czasu na rower miałem dziś mało i wycieczka po Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka taka krótka niestety...ale wreszcie zażyłem typowo zimowej jazdy na rowerze. Nic tak nie cieszy moich zmysłów, jak zimowa aura w lesie. Te nieprzetarte ścieżki leśne, hasające daniele, na prawdę najwyższej jakości świeże powietrze, zwiewane przez wiatr ogromne płaty śniegu spadające z koron drzew, ale przede wszystkim spokój. Jak ja się cieszę, że żyję w miejscu na Planecie Ziemi, gdzie występują cztery pory roku. Wszystkie są piękne, ale tylko zimą jazda na rowerze sprawia mi taką radość :-)
Szkoda, że od rana mam tak mało czasu na rower....dziś chrzest jazdy w prawdziwym śniegu i od razu pierwsza gleba zaliczona - na szczęście lądowanie było miękkie...a trasa to oczywiście dojazd do pracy i z powrotem, jak to ostatnio u mnie bywa.
Dawno nie doświadczałem tego wspaniałego uczucia, kiedy rower leci w swoją, a ja w swoją stronę :-)
No to mamy luty. Wyjechałem go przywitać. Po ostatnich dniach przerwy od kręcenia, dziś na rowerze czułem się jak nowo narodzony, pomijając ogromne skurcze w łydkach po wczorajszych tańcach :-) Jeździłem tu i ówdzie, nie omijając błotnistych dróg leśnych w PK Puszcza Zielonka. Mózg mam dotleniony i chyba wszystkie procenty odparowały ;-) Życzę wszystkim trenującym nogi, takich treningów jakie ja mam hehe...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017