praca
Gdybym nie wybrał opcji rowerowej do pracy, pewnie nie jeździłbym wcale, jak to miało w większości miejsce przed rokiem. Nie jeździłbym z lenistwa po prostu, bo jazda autem też jest przecież przyjemna.
Faktem jest, że pracuję w godzinach prezesowskich (8 lub 10), a do zakładu mam rzut beretem, ale odbieram to jako zachętę do kręcenia korbą i nie wykorzystanie tak sprzyjających warunków do tej pory było z mojej strony zwykłym, śmierdzącym lenistwem.
Jedynymi minusami, które uprzykrzają mi dojazd są:
- czynność ubierania się w zimowy strój rowerowy, który trwa zwykle 10-15 minut dłużej niż zakładanie stroju cywilnego
- pobudka jakieś 30 minut prędzej
Plusów chyba nie muszę przedstawiać?
Motywację mam na wysokim poziomie i będę starał się utrzymywać taką jak długo się da, ponieważ mam na ten rok pewien plan - marzenie, o którym mówić na razie nie chcę, ale z biegiem miesięcy pewnie plan się uwypukli.

















