Jadąc rano do pracy, wybrałem wariant asfaltowy, ponieważ chciałem sprawdzić jak też wyglądają warunki na poboczu krajowej "5". Na odcinku od Kobylnicy do Bogucina pobocze wyglądało tragicznie niestety. Gruba warstwa lodu, przysypana grząskim błotem pośniegowym wymagała ode mnie 100% koncentracji podczas kierowania rowerem. Nie dość że jazda po tym pobojowisku mnie wytrzęsła, to w dodatku wymęczyła niemiłosiernie, gdyż raz po raz koła ślizgały się w tej pulpie, przez co jazda stawała się bardzo niebezpieczna, a dodam że tuż obok mojego lewego barku wyprzedzały mnie pojazdy o masie sto razy większej od mojej razem z rowerem!
Morał z tego taki, że jesteśmy jednak sto lat opóźnieni w rozwoju, bo w krajach cywilizowanych takie traktowanie rowerzystów jest niedopuszczalne. W naszym kraju po drogach mogą jeździć tylko ci zapuszkowani, a każdy rowerzysta to intruz, choć w takim przypadku jak mój, czyli jeżdżący zimą to zwykły świr, ale to temat rzeka więc pozostanę póki co w lesie z dojazdami.
Drogi gruntowe to oaza spokoju i bezpieczeństwa w takich warunkach. Gruszczyn.
Komentarze (5)
Ta droga już chyba od 3 lat nie jest drogą krajową. Standard jej odśnieżania jest jak na drodze GMINNEJ. Poniżej powiatowej.
Poza tym pobocze nie służy do poruszania się, jest przydatny ale to wbrew przepisom ;) kiedy jest na nim syf zawsze jadę jak na każdej innej drodze bez pobocza. Nikt z auta nie będzie miał pretensji bo tego pobocza po prostu nie widać.
A co do tego kraju, wyprzedzania, interakcji kurew z puszki z rowerzystami... nie, nie, nie. Tu po prostu każdy nienawidzi każdego, nie ma żadnych komityw, że są my, oni, itp.
Miałeś rację z tym pobojowiskiem... Dzisiaj również się z nim starłam. Eh... nie ma to jak las i puste drogi polne! Tam przynajmniej nikt Ci nie chlapie błotem w twarz :)
Temat-klasyk w świecie rowerowym. Myślę, że w Polsce to muszą przeminąć ze 2 pokolenia, zanim się zmieni kultura jazdy samochodem (ogólnie, nie tylko w interakcji z rowerzystami). Ogólnie strasznie wysokie stężenie cebuli mamy za kierownicami aut.
Terenem, Panie, terenem :P Tym bardziej, że i warunki sporo lepsze w chwili obecnej. My dzisiaj trochę polataliśmy po lasach skorzęcińskich. Warunki do jazdy bajka, i to po zmroku!!!
Niestety, to był prawdopodobnie ostatni tak przyjemny trip w tym miesiącu, bo od jutra warunki dużo gorsze, z deszczem na czele. Już teraz na chodnikach jest szklanka, bo coś popadało. Jutro co najwyżej na łyżwy :D
No niestety.. spotkanie cywilizowanego kierowcy, który wyprzedzi Cię zgodnie z przepisami to jak trafienie w totka. Choć powoli, powolutku się to zmienia, pojawiają się jednostki, które nawet zjadą lekko w lewo gdy na światłach przepychasz się koło nich z prawej, ale to wciąż ilości porównywalne z Yeti...
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017