Jadąc rano do pracy, nie spodziewałem się deszczowej pogody po pracy, dlatego potem jechałem przemoknięty do suchej nitki, ale i tak było pozytywnie i standardowa 20 musiała wjechać :-)
Wraz z Anią odprowadzałem dziś Nefre i Wieśka do Gniezna. Podróżnicy z Tczewa rodem, kończyli dziś wyprawę po Wielkopolsce i nie mieli nic przeciwko, abyśmy się do nich dołączyli, towarzysząc im do samego Gniezna, skąd mieli pociąg do Tczewa. Ogólnie trasę nasi bikestatsowi znajomi mieli już wykreśloną, ale postarałem się z Anią pokazać przy okazji co ciekawsze zakątki po drodze...
Moja trasa wyglądała tak:
Na samym początku pojechaliśmy przez Park Krajobrazowy Promno, pokazując Asi i Wieśkowi skrawek tego leśnego parku, z pagórkami, jeziorkami i wąwozami. Kamienista ścieżka w Górze.
Przy kapliczce w Górze była chwilka na zdjęcia Jeziora Góra w dolinie.
Jedziemy przez Wójtostwo.
Następnie przez Nową Górkę.
Potem zjazd pięknym wąwozem w okolicy Kociałkowej Górki.
Przystanek nad Jeziorem Baba.
Następnie jadąc do kolejnego celu zahaczamy o takie miejscowości jak Nekla i Czerniejewo. A po drodze: Nekielka
Pałac w Nekli
Pałac w Czerniejewie
Z Czerniejewa do Gniezna prowadził kilkunastokilometrowy odcinek drogi asfaltowej, na której z wielkim zaciekawieniem oglądaliśmy skutki nawałnicy, która przeszła w tym rejonie kilka dni temu, siejąc spustoszenie wśród drzew. Nigdy wcześniej nie widziałem podobnych skutków tak silnego wiatru. Żniwa trwają nadal. W tle widać połamane drzewa po nawałnicy.
Docierając do Gniezna pożegnaliśmy się z Asią i Wieśkiem, życząc im wszystkiego najlepszego i dużo zdrowia. To było wspaniałe uczucie spotkać się na wspólnej wycieczce właśnie z tymi rowerzystami. Śledzę bloga Asi od 8 lat i zawsze po cichu marzyłem o spotkaniu się właśnie z nią na żywo, gdyż odwala ona i jej mąż świetną robotę, dla promowania turystyki rowerowej - zresztą zobaczcie sobie sami na blogu Asi - KLIKNIJ TUTAJ. Nasza ekipa w Gnieźnie
Na obiad była dziś knysza i piwko :-)
Najlepszy obrazek na zakończenie tego pięknego dnia.
Kolejny dzień jechanki bez trzymanki. Najpierw dojazd do pracy i potem trening mieszany, czyli asfaltowo - terenowy dojazd do domu okrężną drogą. Ogólnie taka jazda to nic ciekawego, tylko kręcenie korbą byleby nakręcić dystans - w sumie po co ja to robię?! No może trochę z ambicji....z nadmiaru wolnego czasu...nie wiem....ale kręcę i to jest ważne.
Wyjazd na myjkę w towarzystwie Ani i Wojasa, w celu odświeżenia rowerów po sobotnio - błotnej wycieczce po Puszczy Zielonce. Nie byłoby w tym krótkim wypadzie nic wielkiego, gdyby nie spotkanie po drodze nadzwyczajnej pary podróżników rowerowych rodem z bikestats. Otóż akurat, kiedy skończyłem myć rowery moim oczom ukazał się nadzwyczaj znajomy widok z bikeloga - para rowerzystów z sakwami na ciemnych rowerach i w jedna osoba w białym kasku. Od razu widziałem, że to jedni z moich ulubionych bikestatstowiczów - Tczewianie Nefre wraz z mężem Wieśkiem, którzy to właśnie przemierzają wielkopolski fyrtel z moimi okolicami na czele :-)
Cóż za spotkanie! Bikestats jednak łączy ludzi - gadaliśmy jakbyśmy znali się od lat - zresztą czy tak nie jest? Jednak fajnie spotkać kogoś znajomego z bs na żywo, szczególnie z tak daleka. Korzystając z bezpośredniej bliskości Jeziora Kowalskiego, pokazałem Asi i Wieśkowi moją ulubioną skarpę, skąd też porobiliśmy sobie kilka pamiątkowych fotek. Super.
W taka pogodę jak dziś, czyli po burzy, najlepiej jest pojeździć po lesie - świeże powietrze, zapach igliwia, parujące kałuże, śliskie błoto, krople wody na liściach, hasające zwierzaki między drzewami, długie leśne dukty....echhhh coś pięknego. Każdy, kto czyta mojego bloga dobrze wie gdzie się wtedy udaję - Park Krajobrazowy Puszcza Zielonka.
Wraz z Anią i moim tatą przemierzyliśmy dziś spory areał tego parku, meandrując między ogromnymi kałużami, nierzadko brodząc po piasty w błocie. Tak oto wyglądała dzisiejsza offroadowa trasa:
A oto kilka ciekawych ujęć z wycieczki: Ludwikowo - Tuczno
okolica Tuczna
Jezioro Modre
Odrzykożuch - Zielonka
na Trakcie Poznańskim
niektóre kałuże były jak stawki
nie obyło się bez jazdy polnej
Moja twarda zawodniczka jest zawsze uśmiechnięta :-)
Jadąc rano do pracy, przeczuwałem że za 8h będzie piękna pogoda do pokręcenia. Tak się też stało i po przekroczeniu progu zakładu pracy wykręciłem 5 dyszek po bliskiej okolicy. Ogólnie jazda tylko do nabicia kilometrów, ale kilka ciekawych widoków po drodze uchwyciłem, bo jak wiadomo na rowerze jest tak, że choćbyś jeździł codziennie tą samą drogą, to za każdym razem ta droga wygląda inaczej.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017