Wyjazd na myjkę w towarzystwie Ani i Wojasa, w celu odświeżenia rowerów po sobotnio - błotnej wycieczce po Puszczy Zielonce. Nie byłoby w tym krótkim wypadzie nic wielkiego, gdyby nie spotkanie po drodze nadzwyczajnej pary podróżników rowerowych rodem z bikestats. Otóż akurat, kiedy skończyłem myć rowery moim oczom ukazał się nadzwyczaj znajomy widok z bikeloga - para rowerzystów z sakwami na ciemnych rowerach i w jedna osoba w białym kasku. Od razu widziałem, że to jedni z moich ulubionych bikestatstowiczów - Tczewianie Nefre wraz z mężem Wieśkiem, którzy to właśnie przemierzają wielkopolski fyrtel z moimi okolicami na czele :-)
Cóż za spotkanie! Bikestats jednak łączy ludzi - gadaliśmy jakbyśmy znali się od lat - zresztą czy tak nie jest? Jednak fajnie spotkać kogoś znajomego z bs na żywo, szczególnie z tak daleka. Korzystając z bezpośredniej bliskości Jeziora Kowalskiego, pokazałem Asi i Wieśkowi moją ulubioną skarpę, skąd też porobiliśmy sobie kilka pamiątkowych fotek. Super.
rowery na myjce
spotkanie z Nefre i Wieśkiem
wspólne zdjęcie z Nefre na skarpie w Jerzykowie
Komentarze (7)
To musiało nastąpić prędzej, czy później. Grigor ma w sobie magnes - przyciąga zwierzęta w lesie, a teraz i innych bikestatowiczów :P
Sam na własnej skórze doświadczyłem równie niesamowitego spotkania po latach dwóch chłopaków z Gdyni jadących na balkany. Dokładnie 6 w lotto radość ze spotkania jak i szansa na spotkanie na trasie :D POZDRO
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017