Jadąc rano do pracy, przeczuwałem że za 8h będzie piękna pogoda do pokręcenia. Tak się też stało i po przekroczeniu progu zakładu pracy wykręciłem 5 dyszek po bliskiej okolicy. Ogólnie jazda tylko do nabicia kilometrów, ale kilka ciekawych widoków po drodze uchwyciłem, bo jak wiadomo na rowerze jest tak, że choćbyś jeździł codziennie tą samą drogą, to za każdym razem ta droga wygląda inaczej.
mechaniczna ważka
Dziewicza Góra
Kto zauważył na tym zdjęciu wiatraki?
Poznań Chartowo
zachód słońca
Komentarze (6)
@Grigor: mam sentyment do czerwonych i żółtych Bizonów (bez i z kabinami), których kilkanaście lat temu było pełno na polach. Zanim pojawiły sie wielkie mordecze zielone John Deere czy Fordy. Teraz to inne rolnictwo, ale wtedy praca na polach w upałach wymagała nie lada wyczynu i poświęcenia. Respekt dla ludzi ciężkiej pracy.
Trollking - Brawo men :-))) Rozwikłałeś zagadkę na moim blogu, a to już niezły wyczyn :-) W nagrodę masz moje uznanie. Aniu - Taka psychologiczna zagrywka. Jakub - Widzę, że nie jestem sam ze wspomnieniami lata z dzieciństwa :-)
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017