Ale ciepło się zrobiło ostatnio. Wykorzystałem to i powrót z pracy odbyłem oczywiście okrężną drogą. Dziś jechało mi się jakoś tak ciężko, nie to co wczoraj, ale nikt nie mówił że codziennie będzie pięknie. Dziś znów można stwierdzić po śladzie na mapce, że zdecydowanie wolę powroty z pracy, choć dodam że jestem wtedy bardziej zmęczony niżeli rano podczas dojazdu :-)
taka trasa: ździsie: Ligowiec (gm.Swarzędz)
Dziewicza Góra 143m n.p.m. (gm.Czerwonak)
Pola w okolicy Wierzenicy (gm.Swarzędz)
Aleja Augusta Cieszkowskiego we Wierzenicy (gm.Swarzędz)
Wystające znad Kicina wieże RTV na poznańskim Piątkowie. Ta wyższa mierzy 125 metrów wysokości.
Pole rzepaku we Wierzenicy (gm.Swarzędz).
Droga Ludwikowo - Tuczno w Puszczy Zielonce. Las coraz bardziej zielony.
Dzień idealny na rower ze względów pogodowych, szczególnie po pracy. Dojazd jak widać po śladzie na mapie najszybszym wariantem, ale powrót to już inna bajka. Zresztą dziś, przy tak pięknej aurze, grzechem byłoby wracać szybko do domu. Odwiedziłem Jezioro Swarzędzkie i potem Dolinę rzeki Cybiny i takimi tam wiejskimi drogami polnymi wracałem ubrany na krótko. Chcę więcej takich dni.
trasa:
ździsie: EC Poznań Karolin. Komin o wysokości 205 m
ET 22 przejeżdża przez Zieliniec (gm.Poznań)
Anna do wzięcia :-)
Jezioro Swarzędzkie
Dolina rzeki Cybiny
rzepakowo
Droga polna Uzarzewo - Sarbinowo (gm.Swarzędz)
Przełom Cybiny w Buszkówcu (gm.Kostrzyn). Rzeka w tym miejscu przypomina potok górski.
Kolejny dzień wiatru z północy, więc dziś również wraz z Anią (wpis Ani tutaj) schowaliśmy się w Parku Krajobrazowym Puszcza Zielonka. Było troszkę cieplej niż wczoraj, jednak ilość chmur zasłaniających słońce była przeważająca. Ania chciała podjechać nad Jezioro Miejskie w Okońcu, które było celem pośrednim. To malowniczo położone, małe jeziorko w środku lasu, nad którego słonecznym brzegiem miło jest zrobić sobie krótką przerwę. Potem podjechaliśmy też do innych miejsc, kręcąc wśród wiosennych okoliczności przyrody, co przedstawię w galerii poniżej. W lesie bardzo wielu ludzi. No ale już wstawiam zdjęcia, bo to lepsze od ględzenia...
ale najpierw ślad trasy: No i ździsie:
Ps. Widok z balkonu, tuż przed wyjazdem :-) Bażant na naszym osiedlu w Pobiedziskach przechadzał się po chodniku.
Okolica Tuczna (gm.Pobiedziska)
Droga do Pławna (gm.Murowana Goślina).
Tajemniczy "Domek Bartek" w Pławnie (gm.Murowana Goślina).
Jezioro Miejskie w Okońcu (gm.Murowana Goślina).
Relaks z widokiem na Jezioro Kamińsko.
Jezioro Kamińsko w Kamińsku (gm.Murowana Goślina).
VW T3 z lat 80'
Droga Pławno - Ludwikowo.
Kiedy ja robię zdjęcie Ani, na drogę wychodzą nam dwa młode daniele.
Troszkę czasu spędziliśmy razem.
Wyjeżdżamy z lasu w Dębogórze (gm.Czerwonak).
żurawie
Fajny pagórek w Kowalskiem (gm.Pobiedziska)
Powrót asfaltem Karłowice - Kowalskie.
Udany rowerowo weekend, spędzony z Anią w Puszczy Zielonce - to jest wypas!
Silny i zimny wiatr z północy skierował dzisiejszy wyjazd w stronę lasu. Na północ od Pobiedzisk leży Park Krajobrazowy Puszcza Zielonka, więc żeby nie wracać pod wiatr, pojechaliśmy najpierw przez Zielonkę na północ, chroniąc się jednocześnie przed podmuchami. Gdy dojechaliśmy do punktu nawrotu, przed nami kilkadziesiąt km z wiatrem w plecy - i muszę przyznać, że ten plan trasy był strzałem w "10". Wreszcie pojeździłem z Anią, bo ostatnio jakoś tak warunki nie pozwalały, albo do pracy się jeździło, a nie ukrywam, że na wycieczki to najlepiej właśnie z Anią.
A na trasie jak to w lesie - pięknie, choć czasami dość męcząco ze względu na bardzo piaszczyste drogi, gdzie koła naszych rowerów grzęzły w piasku, a my pływaliśmy jak w oleju. Jednak większość trasy starałem się wybierać ubite ścieżki, aby jazda była komfortowa. Jedynie trochę nam słońca brakowało, ponieważ gęste chmury odbierały kolorytu panującej wkoło wiośnie.
Były też ciekawostki, jak np. pałac w Stawianach, rozmowa z chłopakami trenującymi ASG, stado ciekawej rasy bydła w Turostowie. Oto wycieczka okiem Ani: TUTAJ
trasa:
A oto aktualne ciekawostki z trasy, czyli ździsie: Trakt Bednarski (gm. Pobiedziska).
Droga przez Puszczę Zielonkę z Dąbrówki Kość. do Rejowca (gm.Kiszkowo).
Piaszczysta droga w Puszczy Zielonce.
Brukowana droga Rejowiec - Stawiany (gm.Skoki).
Ciekawy pałac w Stawianach (gm.Skoki) oraz zbiórka grupy ASG z Gniezna.
Na pastwisku nieopodal wsi Turostowo (gm.Kiszkowo) pasło się stado szkockiego bydła wyżynnego tzw. highland cattle. Z daleka jak żubry wyglądały.
Byk rasy szkockiego bydła wyżynnego i jego ponad metrowej rozpiętości rogi zrobiły na nas wielkie wrażenie. Ps. Ania uciekła :-)))))
Jazda polną drogą w okolicy Turostowa (gm.Kiszkowo).
polny pagórek
Okolica wsi Gniewkowo (gm.Kiszkowo).
W Łagiewnikach (gm.Pobiedziska) czekał na nas komitet powitalny w postaci kota i kaczora. Kot oczywiście w najlepsze sobie siedział na drodze i nawet nie drgnął, kiedy my obok przejechaliśmy - cwaniaczek :-)
Mimo zimnego i silnego wiatru wykręciliśmy fajnych 5 dyszek, z czego 3 dyszki w samiuśkim piachu - wszystko dzięki temu, że wiało nam w większości w plecy :-) Pozdrower miłej soboty.
Jak wczoraj mówiłem, o tym że jeżdżąc do pracy rowerem......blabla blabla bla..., że tą samą trasą inne przygody itd. to nie myślałem, że jedną z tych przygód może być złapanie laczka po drodze. Można się zatem domyślić, jaką miałem dziś przygodę :-) Poza tym wszystko w porządku po drodze.
Fajne w dojazdach rowerem do pracy jest to, że choćbym codziennie jeździł o tej samej porze, tą samą trasą, to codziennie mogą mnie spotkać inne i ciekawe przygody, które w innym środku lokomocji na pewno by mi umknęły. Dla przykładu dziś rano miałem bliskie spotkanie z dorodnym bażantem, który jak gdyby nigdy nic, wyszedł mi na drogę, w odległości może z 5 metrów i sobie dostojnie przemaszerował wcale się mną nie przejmując. Ja oczywiście skorzystałem z niespotykanej okazji i zrobiłem mu sesję zdjęciową. Bażant był naprawdę kolorowy, zdrowy i ośmielę się nawet powiedzieć, że wyglądał całkiem smacznie ;-)))
Dziś dla odmiany wiało mi w twarz podczas powrotu, dlatego wybrałem wariant leśny, aby się schronić i to było dobre posunięcie. Poza tym nic nadzwyczajnego, choć kilka ciekawostek po drodze było: Wieża fabryki niemieckich aut dla ludu.
Rano znów zimno, bo 1,5*C więc jakoś musiałem się dokulać przy zgrabiałych palcach. Po pracy zrobiło się całkiem znośnie i słonecznie, ale żeby bajeczki nie było, to wiało mocno w twarz. Poza tym, podczas powrotu miałem pełen bagaż na plecach i to, czego w plecaku zmieścić nie mogłem, zawiesiłem na ramie :-)
Powrót okrężną drogą m.in. przez Wierzenicę, Wierzonkę itd. Na pierwszym planie cargo-felt, na drugim dom w którym mieszkałem w latach 80' we Wierzenicy, a na trzecim planie fragment dworu Augusta Cieszkowskiego.
Wypad testowy, bo sprawdzałem jak sprawuje się mój zimowy Felt po serwisie, dlatego dystans dziś nie powala. Miałem za to sporo ciekawostek po drodze w postaci zaobserwowanej zwierzyny. Jeździłem głównie polnymi ścieżkami dookoła Pobiedzisk. Nie będę się rozpisywał, bo zdjęcia dopowiedzą resztę.
Zapraszam zatem do podziwiania mojej okolicy: Zainwestowałem w lepsze klocki hamulcowe i przyznam, że teraz hamowanie nabrało nowej jakości.
Rzeka Główna w Nadrożnie przypomina bardziej strumyk.
Pobiedziska
Jezioro Dobre
Jezioro Grzybionek
Nowa Górka
Na skraju PK Promno w Nowej Górce.
Wycieńczony, albo ranny kos.
stado jeleni
stado jeleni
stado jeleni
Droga polna w Wójtostwie.
Sarny pod amboną.
Nowe osiedla w Pobiedziskach.
Budowa nowego dworca kolejowego w Pobiedziskach - Letnisku.
Plan wycieczki rodził się podczas kręcenia, tym sposobem zrobiłem 4 dyszki w ciekawym terenie, ale nie będę się chwalił jakim, bo mnie do więzienia wsadzą ;-) Było pięknie. Słońce w pełnej krasie, całkiem ciepło, wiatr słaby, zielono i świeżo. Testowałem też chustę buff i przyznaję, że to jest lepsze od maseczki.
A tak ogólnie to sporo ciekawostek po drodze.
ździsie: Chustę mam w kolorze lasu :-)
Jezioro Wronczyńskie Duże
Singiel przy Jeziorze Wronczyńskim Dużym.
Pustki na plaży.
Na wodzie zaś gwar. Gęsi gęgawe z młodymi.
Zachodnia część Jeziora Stęszewskiego.
Bezwzględnie nie wszedłem na teren.
Jezioro Stęszewskie
Krótki odpoczynek.
Czyżby dreamliner?
w słońcu
Młody samiec daniela się patrzył...
a potem uciekł...
jelenie też uciekały.
Stado saren na polnym biwaku.
Po chwili te stado przerwało biwak, aby udać się na jogging.
Turostowo (gm.Kiszkowo)
widok w stronę Pobiedzisk
widok w stronę PK Puszczy Zielonki
dwie lokomotywy w Pobiedziskach
Bawiłem się dziś troszkę w partyzanta na trasie. Ech! Byle do poniedziałku.
Cyklozą zaraził mnie mój tata, który jak tylko nauczył małego Grigorka jeździć na rowerze, zabierał mnie na wycieczki.
Potem w wieku kilku lat na komunijnym Romecie Zenit z 3 biegami, przejechałem w rajdach szkolnych i PTTK pierwsze kilka tysięcy kilometrów.
W wieku lat 12 na rowerze trekkingowym Victus Family Cup przejechałem pierwsze 105km w jeden dzień. Była to trasa Wierzonka - Witkowo - Wierzonka. Było to bardzo nieodpowiedzialne i skrajnie wyczerpujące, ale dystans z ówczesnego licznika Sigma 300 pamiętam jak dziś.
Potem w wieku dojrzewania rower sprzedałem, żeby mieć na odżywki, gdyż ćwiczenia na siłowni zaabsorbowały mój czas na dobrych kilka lat. Kiedy już dojrzałem, zrozumiałem że rower jest tym co kocham najbardziej i kupiłem sobie porządnego górala, którym od 2010 roku jeżdżę, ciesząc się życiem i pokazując to na moim blogu bikestats.
Na wspomnianym Victusie Family Cup pamiętam, że po ok.5 latach jazdy licznik dobił do 9999km i musiałem jeździć od zera, także trochę przed bikestats też się jeździło. Choć na bs jestem od 2010 roku i na koncie mam odwiedzonych wiele ciekawych miejsc w kraju, to myślę że to co najlepsze, jest jeszcze przede mną, bo cały czas się rozwijam i dojrzewam. Rower to wspaniała przygoda, więc przygodo trwaj!
DO PRZODU! JAZDAAAAA!
Moje maxy (MTB):
max dystans jednego dnia: 325 km. 30.07.2012r. Wierzonka - Gdańsk - Hel
max prędkość: 70km/h zjazd w Mosinie
max km w miesiącu: 2063.73 km. maj 2011
max km w roku: 11379,54 km 2017